Czy może być ktoś lepszy do nagrania wspaniałego i bardzo atmosferycznego albumu niż „nawrócony” deathmetalowiec? Wcale nie miało to zabrzmieć śmiesznie. Oczywiście, jak to zawsze w moim przypadku, należy lekko przymknąć oko na słowa, ale… żeby wspomnieć tylko ostatni album Green Carnation „A Dark Poem II: Sanguis”. Zaczynali od death metalu, a skończyli… Można iść dalej: Naryan. Proszę tylko posłuchać ich pierwszego wydawnictwa. No i teraz jakby na dokładkę, po to, by w zupełności przekonać mnie do takiej tezy pojawia się album pt. „Heartwood” zespołu Iterum Nata, na czele którego stoi multiinstrumentalista Jesse Heikkinen występujący w grupach The Abbey, Henget i Hexvessel. Do współpracy przy nagraniu tego krążka zaprosił ukraińskiego perkusistę Yuriiego Ciela występującego w zespołach Stoned Jesus, Pure Wrath i White Ward. Żeby jeszcze zagęścić tę mroczną wyliczankę dodajmy trzech gości: wokalistę Kinga Dude znanego z takich grup jak Book of Black Earth, ORVKKL i Cross; Samiego Alberta Hynninenena - wokalistę grup Reverend Bizarre, Orne, Spiritus Mortis czy Tähtiportti i, jakby na dokładkę, trzeba wspomnieć o gitarzyście zespołu Children Of Bodom - Alexanderze Kuoppali. Proszę nie pytać czy znam wszystkie z tych grup – oczywiście nie, lecz jednoczy je mroczne, deathmetalowe, paganmetalowe, blackmetalowe, neofolkowe, doomrockowe oraz progmetalowe podejście do tworzonej muzyki. A nagrany przez taki konglomerat muzyków album firmowany przez formację Iterum Nata nie tylko pozwala na nazwanie ich „nawróconymi” deathmetalowcami, ale (zgodnie z nazwą grupy) – narodzonymi na nowo muzykami, którzy stworzyli niesamowity album nie dający się przyporządkować żadnym określonym ramom stylistycznym.
Bo oto otrzymaliśmy wydawnictwo, którego powstanie zostało zapoczątkowane ogromem emocji. „(…) Kiedy zaczynałem tworzyć „Heartwood” moimi głównymi emocjami były gniew i uraza. W miarę jak proces się rozwijał, pewne osobiste wydarzenia powoli przenosiły mnie z mrocznego, pełnego nienawiści miejsca do świata błogości i piękna. Słychać, jak te skrajności łączą się w „Heartwood”, gdzie odpowiedzią na wszystko jest akceptacja” - tak wspomina początki powstawania albumu lider zespołu, Jesse Heikkinen. Otrzymaliśmy wydawnictwo mroczne i jednocześnie pełne delikatności, grzmiące riffami gitar i brzmieniami akustycznymi i wreszcie, co najważniejsze, zawierające wspaniałe partie wokalne zarówno solowe, jak i wykonane w duetach.
Jeśli powyższe uwagi nie zachęciły jeszcze Państwa do sięgnięcia po to wydawnictwo, to proponuję posłuchać singli, jakie ukazywały się przed wydaniem całego albumu.
„(…) „Nosimy w sobie bolesne wspomnienia i traumy, zarówno w naszej osobistej, jak i zbiorowej podświadomości. Te wspomnienia, gdy są wypierane, mają tendencję do powtarzania się przez całe życie: agresywne zachowania, uzależnienia i inne szkodliwe cechy mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie, jeśli nie zostaną uświadomione. To samo dotyczy skali globalnej – wojny, głód i klęski żywiołowe będą trwać tak długo, jak długo będziemy szukać winnych zamiast brać odpowiedzialność za własne czyny. Ale ostatecznie, u kresu czasów, wszystko się kończy. Śmierć, wielki wyrównywacz, zrównoważy każdy czyn” – tak opisuje utwór pt. Forgivness Undone” jego autor Jesse Heikkinen. To bardzo stonowana kompozycja tocząca swoją opowieść w sposób niezmiernie narracyjny i to zarówno od strony wokalnej, jak i muzycznej, choć ta ostatnia potrafi momentami zabrzmieć niczym trąby jerychońskie i wzbić się na melodyjne wyżyny prog metalu. Taka mieszanka opanowania i mocy, narracji i krzyku jak najbardziej tu pasuje, oddając w całej pełni opisane wyżej uczucia. Atutem jest tu bez wątpienia wokalny duet w wykonaniu Jeesiego i Kinga Dude – brzmią niczym dwa przeciwstawne szumy wichru: jeden dostojnie w wyższych rejestrach, drugi dopełniając spektrum dźwiękowe niskimi tonacjami.
Po singlu pierwszym przyszedł drugi – „The Forsaken Oath” - z fantastycznie brzmiącą gitarą roztaczającą spokojne brzmienia rockowej ballady. „(…) Niezwykłe w tym utworze jest to, że jego początkowa część leżała w mojej szufladzie przez lata (zwykle wszystko nagrywam od razu). Zawsze chciałem nagrać piosenkę w hołdzie dla mojej zmarłej siostry, która zmarła zaledwie kilka dni po narodzinach, ale do tej pory nie czułem, że to właściwe. Więc ten utwór jest dla Ciebie, Anno” – tak opisuje jego zawartość autor. Ze swej strony chciałbym zwrócić Państwa uwagę na perkusję. Yurii Ciel wykonuje niesamowitą robotę naznaczając utwór zdecydowanym brzmieniem pulsujących uderzeń bębnów, co w połączeniu z niezwykle melodyjnymi solówkami gitary tworzy atmosferę ucieczki od wspomnień, biegu w stronę wybawienia. Ta szybkość, muzyczne zdecydowanie i swoista monumentalność mogą się spodobać.
Trzecim singlem z tego wydawnictwa był utwór „Only Ash and Bones Remain”, w którym jako dodatkowy solista pojawia się Sami Albert Hynninen związany z takimi zespołami jak Reverend Bizarre, Orne, Spiritus Mortis, czy wreszcie Tähtiportti. „(…) Napisałem do niego z pytaniem czy byłby zainteresowany współpracą przy utworze o pięknie zagłady ludzkości, inspirowanym progresywnym rockiem, folkiem i black metalem lat 70. W tamtym momencie nie napisałem ani jednej linijki ani akordu, więc kiedy poprosił mnie o demo, napisałem i nagrałem utwór za jednym zamachem. Tekst jest bardzo ponury, napisany z perspektywy, w której punkt bez odwrotu został już przekroczony. Końcowe solo jest bardzo surowe i nieoszlifowane, z nutą egzystencjalnego bólu” – wspomina Jessie. Jego folkowo-orkiestracyjny początek i bardzo matowa, niska barwa wokali od pierwszej chwili nadają mu ciemny i smutny odcień. Nie zmienia tego nawet włączenie gitarowych, rwanych, pojedynczych akordów. To pieśń rozpaczy i zadumy nad tym, czego jesteśmy świadkami – upadku dawnych wzorców i zagłady świata, jaki był kiedyś. I proszę zwrócić uwagę na rozwiązania muzyczne tak w połowie czwartej minuty – no niby znane, ale jak zagrane… Wiążą w sobie moc i strach, zwątpienie i nadzieję atmosferą niepewności i ostatecznego zgrzytu egzystencjalnego.
To zaledwie trzy spośród jedenastu kompozycji, jakie znajdują się na tym albumie. Pozostałe nie odstają, tworząc niesamowicie momentami mroczne, momentami pełne strachu i zwątpienia, momentami balladowe utwory. Polecam ten album właśnie ze względu na niesamowitą atmosferę, jaką tworzy: raz uderzając posępną mocą, raz kołysząc w rytm lirycznych tonów. Te dwa różne bieguny brzmieniowe łączą się, tworząc specyficzną kompozycję z pogranicza końca mroku i początku jasności lub, jeśli ktoś woli, z końca jasności i początku mroku. Takie potraktowanie muzycznej materii pozwala na różnorakie interpretacje i dostarcza wielorakich, często jakby sprzecznych, odczuć. Co chyba dodatkowo przemawia na rzecz niemal konieczności wysłuchania całego krążka. I chyba można potwierdzić tezę postawioną niejako na początku tej recenzji, że bardzo dobre atmosferyczne albumy, o ile nie najlepsze, tworzą „nawróceni deathmetalowcy”.
Proszę nie zapomnieć tej nazwy i tytułu: Iterum Nata - „Heartwood”. Osoby potrzebujące dodatkowych argumentów potwierdzających tezę o nawrócowych deathmetalowcach niech posłuchają także naszego, „swojskiego” projektu o nazwie Me And That Man, na czele którego stoi lider formacji Behemoth – Nergal.
