mlwz - edunitsky - banner - facet

Townsend, Devin - The Moth

Olga Walkiewicz

To było wiele lat temu, 10 czerwca 2011 roku w Warszawie na Lotnisku Bemowo. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam i zobaczyłam go na żywo w czasie  Sonisphere Festival. Wystąpił wtedy w towarzystwie takich gwiazd, jak Iron Maiden, Mastodon, Motorhead, Killing Joke czy Volbeat. Koncert Devina rozpoczął się od niewielkich problemów z mikrofonem. W czasie gdy obsługa techniczna wychodziła z siebie, by naprawić usterkę,  Devin dał szalony popis swoich zdolności animatorsko - wodzirejskich. Koniec końców, z innym mikrofonem i łobuzerskim uśmiechem na twarzy, rozpoczął koncert. Muszę przyznać, że to niesamowity artysta -utalentowany, nieprzewidywalny i pełen fantazji. Potrafi rozpalić publiczność. Nie waha się, aby przekraczać granice i tworzyć muzykę zgodną ze swoim wnętrzem, rezonującą z emocjami i wyobraźnią. Posiada niesamowitą intuicję sceniczna i dar hipnotyzowania publiczności. 

Devin Townsend znany jest zarówno jako frontman zespołu Strapping Young Lad, muzyk solowy, jak i znakomity producent (Lamb Of God, Soilwork i Becoming The Archetype) oraz wokalista (Ayreon, Steve Vai). Tym razem proponuję przyjrzeć się bliżej jego solowej karierze, której początków należy szukać w 1997 roku. W jego muzyce można odnaleźć nieokiełznaną potrzebę nowych doświadczeń, łączenia miękkiej, barwnej atmosfery z ekstremalnymi dźwiękami. Wielowarstwowe kompozycje miksowane są w sposób precyzyjny. To artysta, który łączy elementy chaosu w perfekcyjną mozaikę. Nie bez powodu nazwano go kiedyś „Mad Scientist of Metal”. 

Dyskografia Devina jest imponująca. Niezależnie czy mówimy o albumach sygnowanych tylko jego nazwiskiem, czy wydanych pod szyldem „The Devin Townsend Band”, jest ich dokładnie dwadzieścia trzy, począwszy od debiutanckiego „Ocean Machine - Biomech” z 1997 roku (pierwotnie wydany jako Biomech), po najnowszy „The Moth” (to tylko płyty studyjne, a są jeszcze koncertowe). Każdy krążek był naznaczony aktualną projekcją świata widzianego odmiennie, w różnych stadiach choroby, jaką zdiagnozowano u Devina (choroba afektywna dwubiegunowa). Czasem był szalony i magicznie twórczy, by za chwilę popaść w marazm i depresję. Ten ostatni stan towarzyszył mu chociażby w czasie tworzenia „Infinity”. Lecz czy powstałyby obrazy Van Gogha czy Salvatore Dali bez ognia szaleństwa i mroku depresji?  Największe dzieła rozkwitały w bólu, wśród maniakalnych czy suicydalnych myśli. Mózg ludzki jest pełen zagadek. Dlatego tkwi w nim taki potencjał.

Najnowszy album Devina Townsenda „The Moth” jest zwieńczeniem pasji i talentu, artystycznym opus magnum muzyka. Tytułowa ćma symbolizuje ludzkie doświadczenie i duszę. Odnosi się do cyklu życia, przedstawia drogę od narodzin do śmierci oraz poszukiwanie sensu egzystencji. Metafora transformacji, poszukiwanie światła i autodestrukcja, koncepcja ćmy zafascynowanej blaskiem, aż do samozagłady - ukazuje poszukiwania artysty, konfrontację z lękiem przed śmiercią, stopniowe dojrzewanie i odrzucenie wątpliwości i strachu. 

Album jest rodzajem rock opery. Panuje tu klimat filmowy. Sam Devin określił to dzieło jako „ścieżkę dźwiękową do nienakręconego filmu”. Parę słów o muzykach, którzy tu występują: Devin Townsend (kompozycje, główny wokal, gitary, instrumenty klawiszowe, programowanie), Mike Keneally (gitary, dodatkowe instrumenty klawiszowe), James Leach (bas), Derby Todd (perkusja), Anneke van Giersbergen (wokal), Lynn Wu (wokal), Aman Khosia (gitara akustyczna), Steve Vai (kompozycja „Intermission”), Noord Nederlands Orkest oraz chór pod batutą Jukka Lisakkila. 

Podstawowa wersja „The Moth” to pełna, maksymalistyczna rock opera. Łączy brzmienie całej orkiestry i chóru z potężną ścianą dźwięku generowaną przez sekcję rytmiczną oraz pełen miks wokalny. Wersja bonusowa („The Afterlife”) jest zredukowana i skupia się wyłącznie na samej orkiestrze i chórze. Usunięto tu ciężkie, metalowe instrumenty, co podkreśla wspaniałą, klasyczną aranżację. Opera rockowa przeistacza się w symfoniczny monument. Devin stworzył tę wersję, aby pokazać pracę muzyków klasycznych, która w pełnym miksie była zagłuszona. Wchodzi ona w skład wydań dwupłytowych (2CD) oraz trzypłytowych edycji kolekcjonerskich (2CD + Blu-ray), w których dodatkowym krążkiem jest koncertowe „The Moth - The War”.

Centralnym punktem narracyjnym jest metafora ćmy, która przechodzi metamorfozę, przeistaczając się z gąsienicy w dorosłego owada. W trakcie swojego życia dąży do poznania siebie i świata. Konfrontuje się z własnymi lękami, przełamuje pancerz strachu, dorasta, zaczyna rozumieć własne błędy, aż dochodzi do momentu samoakceptacji. Niestety ciekawość i coraz większa odwaga kieruje ją tak blisko światła, że spala się w nim, pozostając w metafizycznej formie ducha. 

Historia podzielona jest na dwadzieścia cztery kompozycje, oddające nastrój i stan ducha bohatera. Muzyka mieni się kolorami jak skrzydła owada, zaskakuje, wypełnia zmysły i kusi nieprzewidywalnością. W każdym utworze czuje się silny wątek autobiograficzny, nawiązania do zawikłanego życia artysty, skrajnych stanów emocjonalnych i bezustannej walki z sobą samym. 

Album rozpoczyna się wejściem bohatera w świat pełen chaosu i niebezpieczeństw. Rzeczywistość jaka go otacza przygniata ogromem wyzwań. Otaczają go twarde mury wzniesione z jego fobii. W tę krainę egzystencjonalnych lęków, mroku i braku wiary w siebie wchodzimy wraz z pierwszymi utworami, takimi jak „Semi-prologue”, „War Beyond Words”, „The Moth” czy „Enter The City”. Emocje narastają stopniowo. Do eterycznych chórów i wokalu dołączają gitary i sekcja rytmiczna. Orkiestra buduje tło. Gniew, smutek, zwątpienie, chaos, ból ukryte są we frazach poszczególnych instrumentów symfonicznych, riffach gitary, elementach stworzonych z kakofonicznego zgiełku, z growlu i czystego wokalu. Daje to niesamowity posmak wewnętrznej walki w „War Beyond Words”. Następujący po nim „The Moth” poraża fascynującymi partiami chóru, subtelnymi smyczkami, partiami harfy i klawiszy. Jest to niesamowicie „filmowa” kompozycja, pełna symfonicznych uniesień i patosu. „Ode To My Eye” pełni funkcję łącznika, spajającego z fenomenalnym „Enter The City”. Utwór ten generuje potężne brzmienia, zmysłowe chóry, esencję mocnych harmonii. Nie ukrywam, że skojarzył mi się on z „Falling”- utworem otwierającym album „Conundrum”  grupy Verbal Delirium. 

Kolejne kompozycje, takie jak „Covered by Causes”, „Lexin” czy „Prepare for War”, odzwierciedlają walkę z wewnętrznymi demonami i poszukiwanie sensu życia („A Proxy For God”). Pojawiają się tutaj przepiękne kobiece wokale sygnowane przez Anneke van Giersbergen i Lynn Wu (wokalistka zespołu OU). „Lexin” jest kompozycją niezwykle barwną, w której dźwięczny sopran spotyka się z awangardowymi rytmami, zadumaną partią fletu, barwnymi witrażami malowanymi przez sekcję smyczkową i soczystymi chórami rozdartymi zimną kakofonią. 

Są tu też kompozycje o dużej dawce ciepłego oranżu, kropli słońca i gonitwie myśli, jak na przykład „Orion”. Tu też nie brakuje kontrastów, efektownych narracji, wibrujących gitar, chóralnych wernisaży i mocnej sekcji rytmicznej. Devin zakłada miliony masek, zrzuca je z twarzy, maluje barwy wojenne na skroniach, by po chwili zniknąć w mgle wieczoru. 

Finałowe kompozycje, w tym „Metamorphosis”, „Stained Hearts” oraz zamykający całość „We Don’t Deserve Dogs”, przynoszą katharsis – pogodzenie się z losem, oczyszczenie i powrót do duchowej równowagi. 

„The Moth” Devina Townsenda to jeden z najlepszych, najciekawszych i najbardziej szalonych albumów tego roku. Rockmetalowa opera zrodzona z barwnych kart życia naznaczonych bólem, strachem, obłędem i zmartwychwstaniem. Genialne dzieło powstałe w amoku skrajnych emocji… Gdy wiesz kim jesteś i po co istniejesz…

„I learned a lesson, so come back down… I learned a lesson… Say my name… Say it, Orion… Say it…”.

MLWZ album na 15-lecie IQ w przyszłym roku wraca do Polski Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026