Duet Malcolm Galloway (teksty, gitara prowadząca, instrumenty perkusyjne, syntezatory, producent, miks, mastering) i Mark Gatland (gitara basowa, Chapman stick, inżynier wokalu, dodatkowe gitary i syntezatory, instrumenty perkusyjne, wokal wspierający, współproducent) działający pod nazwą Hats Off Gentlemen It’s Adequate powraca ze swoim, dziewiątym już, albumem. Nosi on tytuł „Parallel Lives” i swoją premierę będzie miał 4 września, niemal dokładnie półtora roku od ukazania się poprzedniego krążka – „The Uncertainty Principle”. Tym razem całość trwa nieco krócej od poprzednich wydawnictw. To wypełniają 53 minuty muzyki podzielonej na 11 ścieżek, z czego 4 to utwory instrumentalne, pozostałe zaś okraszone zostały tekstami Malcolma. Co w nich rzuca się w oczy? Tym razem mniej jest w nich odniesień do wydarzeń historycznych, a bardziej skupione są wokół kwestii związanej ze zdrowiem psychicznym czy też obaw o utratę własnej tożsamości. Duży wpływ na to miała postępująca choroba, z którą zmaga się autor warstwy lirycznej:
Malcolm: „Około półtora roku temu, mniej więcej w czasie, gdy pracowaliśmy nad utworami, które znalazły się na tym albumie, dowiedziałem się, że cierpię na rzadką, nieuleczalną, postępującą, neurodegeneracyjną chorobę siatkówki, która powoduje stopniową utratę wzroku i zniekształcenia widzenia. Wcześniej borykałem się z innymi problemami zdrowotnymi (Malcolm choruje na zespół Ehlersa-Danlosa – przyp. TD), które zmusiły mnie do porzucenia dotychczasowej kariery (wcześniej był neuropatologiem – przyp. TD) i wydawało mi się, że znalazłem sposób na radzenie sobie z nimi, jednocześnie czując się na siłach, by pozostać aktywnym twórczo.
Chociaż nie martwiłem się świadomie o swoje oczy (być może emocjonalnie zaprzeczałem rzeczywistości), ta diagnoza zbiegła się w czasie z pogorszeniem się mojego stanu psychicznego w innych aspektach. Zdaję sobie sprawę, że inni ludzie borykają się z poważniejszymi problemami i nie chcę robić z tego wielkiej sprawy, ale to podkopało moje poczucie tożsamości i wizję przyszłości. Niezależnie od tego, czy było to zamierzone, czy nie, znalazło to odzwierciedlenie w muzyce na tym albumie.”
Album „Parallel Lives” rozpoczyna dynamiczne nagranie „My Blistering Mind”, które jako pierwsze zespół przedstawił światu. Pulsującej linii basu towarzyszą klawiszowe ornamenty, pojawia się także partia grana na Chapman sticku, a w pamięć zapada końcowy fragment, gdzie słowa refrenu:
“Inside, inside my splintering mind/ Step inside, inside my blistering mind/ Inside, inside my blistering mind/ Step inside, inside my splintering mind”
przenikają się z wersami:
“Take the fear and feel it hold/ Turn it around turn it inside out/ Make it something you can use”
oddającymi stan umysłu człowieka dotkniętego narastającymi problemami, który próbuje je, mimo wszystko, przezwyciężyć.
Piosenka „The Mandratory Prize” zainspirowana została opowiadaniem „The Exit Door Leads In” Philipa K. Dicka. Jego bohater dowiaduje się, że wygrał na loterii, w której nie brał udziału, a nagroda jest obowiązkowa. Jest to stypendium do szkoły wojskowej, które wiąże się z obowiązkowym poborem.
“This must come as a wonderful surprise/ You’ve won the mandatory prize/ So if you’d come with me now/ We’ll take you into protective custody/ And if you say you didn’t choose to play Well that’s a shame/ But the rules are clear/ By not opting out you’re in, you’re obliged/ To take part/ Congratulations/ You’ve won”.
Tu uwagę zwraca partia syntezatorowego basu oraz bardziej aktorski sposób interpretacji tekstu przez Malcolma.
Pierwszym instrumentalnym nagraniem na płycie jest przepiękny „Never Really Felt Like Home” napisany wspólnie z Kathryn Thomas. To właśnie jej partie fletów (w tym basowego i piccolo) oraz natchnione gitarowe solo otoczone subtelnym podkładem rytmicznym i klawiszowymi tłami składają się na jeden z najmocniejszych fragmentów wydawnictwa.
Z krainy łagodności wyrywa nas ponownie szybszy rytm, pojedyncze uderzenia w struny gitary oraz, bardziej mówiony niż śpiewany, tekst, ponownie zainspirowany twórczością P.K. Dicka. Te elementy składają się na utwór „Smile, Smile, Smile”. On ukazał się przedpremierowo na tak samo zatytułowanej EP-ce, zawierającej dodatkowo dwa instrumentalne nagrania. Za podstawę warstwy lirycznej posłużyła powieść „Płyń łzy moje, rzekł policjant”, w której bohaterem jest światowej sławy celebryta, odnoszący sukcesy w państwie policyjnym. Nie jest to jednak postać budząca sympatię. Po ataku ze strony czegoś, co w książce nazywa się gąbką do przytulania Kallisto (Callisto Cuddle Spong (przy okazji – taki tytuł ma jeden z utworów z EP „Feeling Great” (2020) – przyp. TD)), budzi się w zmienionym świecie. Nigdy nie istniał. Nie jest już sławny. Na kolejnej przeszkodzie nie ma żadnego dowodu tożsamości. Grozi mu zesłanie do obozu pracy przymusowej.
To utwór o zmieniającym się poczuciu własnej wartości, tożsamości, czyli o czymś, czego w pewnym stopniu, wskutek pogarszającego się stanu zdrowia, doświadcza sam autor.
„Intermission” to drugi utwór instrumentalny na płycie. Tu rządzi bas oraz pianino (w pierwszej części) i organy (w drugiej) nadające całości jazzowy klimat.
I tak docieramy do kolejnego mocnego punktu programu płyty w postaci utworu tytułowego, w którym główne role odgrywają nuty wydobywane z pianina oraz nastrojowy śpiew Malcolma i Kathryn. To pieśń o tym jak z biegiem czasu oddalamy się od siebie, powoli stając się dwiema równoległymi liniami, niezdolnymi do połączenia się ze sobą. Oczywiście nie tyczy się to tylko związków, ale ogólnie interakcji w społeczeństwie, a nawet można sytuację odnieść do różnych aspektów siebie.
“On both sides of the window/ Quiet night/ We don’t see each other/ We don’t recognise where we went wrong
We don’t intersect/ We don’t notice/ We don’t stop
We live our lives in parallel lines/We’re living parallel lives/ If we could break our parallel lines/ If we could meet again”.
Tekst do kolejnego utworu, “Eversion”, został zainspirowany powieścią o tym samym tytule autorstwa pisarza science fiction Alistaira Reynoldsa. Muzycy nie po raz pierwszy sięgają po jego twórczość – kilka pieśni na albumie „Nostalgia For Infinity” (2020) też powstało pod jej wpływem. Historia w „Eversion” opowiada o chirurgu, który znajduje się w podobnych sytuacjach w różnych okresach historycznych. Chirurg musi pogodzić się z tym, że jego tożsamość różni się od tego, jak postrzegał siebie. Wszystkie trzy bardzo różne historie poruszają kwestie związane z osobą zmagającą się ze zmianą poczucia własnej wartości i swojej roli w życiu.
Piosenka zaczyna się z perspektywy chirurga, a kończy z perspektywy komputera pokładowego, który próbuje przekonać go, że jego wartość nie zależy od tego, kim jest, jakie ma pochodzenie, ale od wyborów, których dokonuje:
„Z czegokolwiek jesteś zrobiony/ To wybory, których dokonujesz, cię kształtują/ To one cię definiują, a kiedy skończysz, możesz odpocząć”.
W tym siedmiominutowym nagraniu mamy wiele zmian tempa i klimatu. Spokojny wstęp z wiodącą rolą pianina, potem niemal wodewilowy fragment ze skandowanym tekstem, nieco dalej słyszymy jazzową wstawkę, by po chwili do naszych uszu dotarł… walczyk. Nie zabrakło też dźwięków fletu oraz solówki gitarowej pojawiającej się w okolicach piątej minuty, po której śpiew jest bardziej podniosły. W finale z kolei słyszymy większą dawkę brzmień organowych. Prawdziwy prog rock w pigułce.
„Pretty Blue Box” to trzecie nagranie instrumentalne. Tym razem więcej tu elektroniki, początkowo spokojnej, z delikatnym podkładem rytmicznym, a w drugiej części zdecydowanie nabierającej tempa.
Kolejnym ważnym utworem, jest „Just Another Thing”, bezpośrednio odnoszący się do osobistych doświadczeń Malcolma związanych z jego zdrowiem. W zwrotkach wyrzuca on z siebie potok słów o tym, że myśląc, że ogarniając jeden temat będzie miał chwilę oddechu, jednak los postanawia inaczej:
“I made the mistake of thinking for a while/ That things had stabilized/ That I knew what I was doing/ That I knew where I was going/ Knew where things were flowing / Well I shouldn’t be surprised/ It turns out I was wrong
I don’t like to complain/ But it feels like yet again/ There’s one more problem/ For my problem basket to contain/ And it’s getting pretty full/ And I’m worried that I might soon/ Find that something’s dropped”.
Refren jest bardziej nośny, wręcz pogodny, gdyż na zewnątrz autor zakłada publiczną twarz („So I put on my public face”) i stara się pokazywać, że w sumie nic się nie dzieje, to tylko kolejna rzecz z listy:
“It’s just another thing/ So add it to the list/ Throw it on the pile/ It’s just another thing/ It’s just another thing/ So add it to the list”.
W podkładzie słyszymy więcej gitary, a wisienką na torcie jest wspaniałe syntezatorowe solo oraz towarzysząca mu partia gitary.
Czwartym i ostatnim utworem instrumentalnym jest „Dropping The Mask”, w którym na motorycznym rytmie mieszają się elektroniczne ornamenty z dźwiękami pianina, a całość ubarwia kolejne gitarowe solo.
Na finał otrzymujemy najdłuższą kompozycję – dziewięciominutową, dwuczęściową „Just Hold On”. Pierwsza odsłona jest instrumentalna, wręcz ambientowa, która kończy się cudownym solem gitarowym w stylu Davida Gilmoura przechodząc płynnie do części drugiej. Tu dołącza sekcja rytmiczna i spokojny śpiew Malcolma. Warstwa liryczna napisana jest z perspektywy osoby, która próbuje przekonać kogoś innego, a może nawet siebie, że nigdy nie jest za późno, aby spróbować uchwycić się pozytywnych rzeczy, które życie oferuje. Mimo trudnego tematu, to najbardziej optymistyczny utwór na płycie, dający nadzieję na lepsze jutro… Jeszcze nie jest za późno…
“When morning comes and you just can’t face the day/ When everything at best feels grey/ Or worse when you feel nothing/ When all you seem to do is tear yourself apart/ Just hold on, just hold on
It’s not too late/ It’s not too late/ It’s not too late/ To keep on/ To hold on”
Ostatni wers powyższego tekstu wybrzmiewa na tle pianina, natomiast finałowe dwie minuty nagrania to cudowny podniosły śpiew, któremu towarzyszy jeszcze jedna niezwykłej urody solówka gitarowa wspaniale prowadząc album do jego końca.
Malcolm Galloway i Mark Gatland od lat niestrudzenie eksplorują różne dziedziny sztuki i, szerzej, życia, wyłapując z nich różne inspiracje. Mieszając style tworzą swoją własną wizję muzyki, której nie da się jednoznacznie zaszufladkować. Mamy tu zarówno pop, różne odmiany rocka (indie, alternatywny i oczywiście progresywny), są elementy ambientu i jazzu, ale całość brzmi niezwykle spójnie. Niezwykły zmysł obu muzyków do tworzenia niebanalnych melodii plus niezwykle inspirujące teksty oraz charakterystyczny głos Malcolma pozwalają tworzyć płyty, których słucha się z wielką przyjemnością. Mimo sporego już stażu i dość obszernej dyskografii, wciąż jednak zespół nie doczekał się nomen omen adekwatnego uznania na jakie bezsprzecznie zasługuje. Mam nadzieję, że album „Parallel Lives” to zmieni, gdyż jest to naprawdę bardzo udane wydawnictwo. Po raz kolejny czapki z głów, Panowie!
Fizycznie ukazuje się ono na płycie kompaktowej wydanej przez Glass Castle Recordings, umieszczonej w składanej tekturowej okładce skrywającej krążek CD i 24-stronicową książeczkę ze zdjęciami i grafikami. Szata graficzna to także dzieło duetu. Płytę można zamówić na profilu grupy na Bandcampie: www.hatsoffgentlemen.bandcamp.com
Dodam, że równocześnie z działalnością w zespole Malcolm Galloway wydaje, w formacie cyfrowym, swoje klasyczno-minimalistyczno-elektroniczne instrumentalne albumy solowe. Najnowszy, tegoroczny, zatytułowany „Stare” również można znaleźć na platformie Bandcamp: www.malcolmgalloway.bandcamp.com.
