Przygotowując materiał na wydany na początku roku album „Life In Seven Dreams” zespół Laughing Stock skomponował sporą liczbę nowych nagrań i miał wiele utworów do wyboru. Osiem z nich wypełniło program wspomnianej płyty, a kolejne cztery zostały wydane teraz (premiera 28 sierpnia br.) jako EP-ka „Forgotten Dreams”.
Członkowie norweskiego tria (Jan Mikael Sørensen gra na basie, gitarach, instrumentach klawiszowych, perkusji i śpiewa), Jan Erik Kirkevold Nilsen też śpiewa i tez gra na gitarach i instrumentach klawiszowych, a Håvard Enge obsługuje syntezatory) uważają, że te utwory są równie mocne, jak wszystko, co wydali wcześniej, ale ponieważ nie pasowały do poprzedniego albumu, z pewnością nie pasowałyby też do następnego, więc zamiast trafić do archiwum powinny ujrzeć światło dzienne. Te cztery utwory zapewniają spójny i pełen muzycznych emocji zestaw, który dla fanów muzyki Laughing Stock może okazać się prawdziwym ‘collectors item’.
Całość rozpoczyna się od trwającego niespełna trzy minuty, rozmytego, jakby zawieszonego w próżni, nagrania „Not As Easy”. To raczej muzyczny ciąg dźwiękowych plam z delikatną linią wokalną i przyjemnie brzmiącymi gitarowymi soundscape’ami, niźli regularna piosenka. Taką jest już na pewno umieszczony na EP-ce z indeksem 2 „A Better Man”. To bardzo ładny utwór, spokojny, pełen zadumy, odrobinę zahaczający o wczesnofloydowe semiakustyczne klimaty.
Główny singiel z tej EP-ki to „The Story”. To bardziej żwawy, wpadający w ucho, dość nośny utwór, który miejscami przypomina Gentle Giant i zawiera chwytliwy, poprockowy refren. Utrzymany jest w charakterystycznym dla Laughing Stock stylu. Trudno nazwać go przebojowym w tradycyjnym tego słowa rozumieniu, ale myślę, że to dobrze, że to akurat on został wybrany na promujące EP-kę nagranie.
Wreszcie, na samym końcu, umieszczono nagranie zatytułowane „Midnight Air” – nokturnowe, oniryczne, choć posiadające żywy refren. Z pewnością najdojrzalsze, najbardziej złożone i, chyba mogę to powiedzieć, najlepsze nagranie w tym zestawie. Wprowadza słuchacza w stan zadumy i zamyślenia. Ilekroć słucham tego utworu po głowie chodzi mi określenie: „uspokojenie wieczorne”.
Jak krótko podsumować to wydawnictwo? Cztery przyjemne premierowe utwory, jako odrzuty prawdopodobnie nie staną się kamieniami milowymi w dorobku Laughing Stock, trwają łącznie zaledwie kwadrans, ale jest to kwadrans muzyki, której słucha się bardzo przyjemnie. Cztery muzyczne może sny, a może marzenia, które wbrew tytułowi tego wydawnictwa, nie powinny zostać zapomniane. Fajne wydawnictwo na koniec tegorocznych wakacji.
