Blacksmith Tales - Dark Ages Suite & Live in Roma

Rysiek Puciato

Nie jestem pewien czy włoski zespół Blacksmith Tales jest grupą znaną w szerokich kręgach zwolenników rocka progresywnego i symfonicznego metalu, ale w kręgu małoleksykonowych Czytelników na pewno tak – w 2021 roku przedstawialiśmy na naszych łamach płytę „The Dark Presence”. Jestem niezmiernie zadowolony, że właśnie ukazała się trzecia już płyta zespołu i to w dodatku płyta o dość nietuzinkowej strukturze. Jej program wypełnia raptem sześć kompozycji, z których pierwsza to swoiste opus magnum i pokaz niesamowitej siły i pomysłowości kompozycyjnej zespołu, a pozostałe pięć to z kolei pokaz jego scenicznej żywiołowości. Album pt. „Dark Ages Suite & Live In Roma” składa się bowiem z dwóch części: jednego utworu studyjnego i pięciu koncertowych. I od razu trzeba dodać, że ten studyjny rodzynek trwa ponad dwadzieścia minut, natomiast część live jest zapisem koncertu z 30 grudnia 2024 roku kiedy to zespół supportował nie byle kogo, bo filar włoskiego rocka progresywnego – zespół PFM.

Nowa płyta to kolejna muzyczna podróż zespołu Blacksmith Tales i to podróż w, jak dotąd, najdłuższym minutowym rozmiarze. Oczywiście mam tu na myśli kompozycję „Dark Ages Suite”. Ponad dwadzieścia minut muzyki naprawdę pokazuje wysokie kompozytorskie i wykonawcze umiejętności tej grupy. Być może będzie to lekkie nadużycie, ale pierwszym skojarzeniem, jakie przyszło mi do głowy była niezwykła epickość i wyważone, często zahaczające o patetyzm, struktury przeplatających się opowieści o władzy i biedzie („Power And Bread”), przerażeniu spotykanemu na każdym kroku codzienności („Time For Monsters”), niemożliwości uwolnienia się z kręgu powtarzającego się ciągle i ciągle strachu („Ourboros”) i próbach wyzwolenia się z okowów swych własnych ograniczeń („Renaissance”).  Utwór zaczyna się od nastrojowego, zawieszonego w czasie wstępu – opartego na przeplatających się partiach fortepianu, syntezatora Mooga i instrumentów klawiszowych – by następnie przejść w symfoniczne fragmenty z barokowym sznytem, ​​precyzyjnymi zmianami metrum i nagłymi, szybkimi zrywami gitary. Interakcja między męskim (Stefano Sbrignadello) a żeńskim (Beatrice Demori) wokalem stanowiąca podstawę głębi tego utworu tworzy sugestywną, pełną dramatyzmu aurę dźwiękową. Zespół jest w szczytowej formie. Warstwa koncepcyjna dzieła koncentruje się na głębokim poczuciu wyobcowania i zagubienia współczesnego człowieka. „Wieki ciemne” (tytułowe „Dark Ages”) stanowią tu nie tylko odniesienie historyczne, ale i metaforę czasów obecnych – społeczeństwa przesyconego technologią, lecz pozbawionego duchowego punktu odniesienia, w którym jednostka szuka ucieczki zarówno przed wewnętrznym, jak i społecznym mrokiem.

Zespół ma, jak dotychczas, na swoim koncie dwa albumy studyjne: wspomniany już „The Dark Presence” (2021) oraz „The Pathway to Hamlet's Mill” (2024). Przy okazji drugiego albumu skład grupy powiększył się o Stefano Sbrignadello (wokal) i Simone Morettina (perkusja), którzy dołączyli do Beatrice Demori (wokal), Marco Falangi (gitary i bas), Luki Zanona (instrumenty klawiszowe i syntezatory) oraz założyciela grupy Del Fabro (fortepian). W tym składzie – z Alessandro Jacobim na basie – Blacksmith Tales wystąpili jako support przed PFM w Rzymie 30 grudnia 2024 roku. Pięć utworów zamieszczonych na płycie pochodzi właśnie z tego wyjątkowego wieczoru w Auditorium Parco della Musica.

Co można powiedzieć o grupie Blacksmith Tales? To pokaz energii i scenicznej żywiołowości, choć nie wolny od momentów spokojniejszych i bardziej balladowych. Zespół bazuje na wypracowanym przez zespół Nightwish i innych tuzach włoskiego prog metalu i metalu symfonicznego schematach wokalnych zręcznie splatając głosy żeńskie i męskie. Nie zapomina też o instrumentalnej wirtuozerii. Pierwsza z kompozycji live – „Hamlet's Mill Ouverture” - to kompozycja instrumentalna, a zarazem to ponad osiem minut porywających solówek budujących marszowo-symfoniczny klimat.

Tekst drugiego koncertowego utworu („Key To The Temple”) zgłębiający temat poszukiwania prawdziwej wiedzy oraz symbolicznego progu – owego „klucza do świątyni” – którego przekroczenie jest konieczne, by osiągnąć wyższy poziom świadomości i wyzwolić się z ograniczeń narzucanych przez dogmaty, pokazuje metalową stronę zespołu zrównoważoną partiami fortepianu i… niezwykle ciekawym śpiewem Stefano Sbrignadello.

I jakby w opozycji do poprzednika wykonany po włosku utwór „C’è Casa A 30 Miglia” to nieco zwariowany powrót do korzeni włoskiego rocka progresywnego. Jego kameralność napędzana przez gitarę prowadzącą, zachowanie publiczności i samych artystów są, jak to na koncertach bywa, niezwykle ciekawym doświadczeniem z serii ulubionych momentów koncertowych, a te, to tak dobrze znane dialogi z publicznością i rozpędzająca się muzyczna maszyneria samej kompozycji.

Organy Hammonda i gitara oraz ciągłe zmiany dynamiki - to motor napędzający koncertową wersję utworu „Paths of the Sky” z debiutanckiej płyty będący „wycinkiem” z kompozycji „Possessed By Time”. Proszę uważnie wsłuchać się w głos wokalistki kontrapunktujący linie instrumentalne.

Ten minizapis z koncertu kończy utwór „Dance Of The Stars” oferujący słuchaczowi prawdziwą wyprawę w świat zmieniających się rytmów i nietypowych rozwiązań metrum. Liryczna gitara i brzmiące nieco w stylu, jak to się obecnie mówi, vintage klawisze sprawiają, że to bardzo miła i wesoła w odbiorze kompozycja.

Dwa w jednym – tak można by podsumować zawartość tego albumu. Monumentalny utwór „Dark Ages Suite” porywa symfonicznością. Zbudowany według najlepszych receptur włoskiego rocka symfonicznego brzmi dostojnością i zaciekawia muzycznym „zagospodarowaniem” dwudziestu minut, jakie trwa. Chyba  nie będzie zbyt wielką przesadą, ale można go śmiało zakwalifikować do grupy lepszych tegorocznych „długasów”. Część koncertowa bawi, wciąga i pokazuje wszystkie oblicza grupy. Jest mocno, jest delikatnie, jest metalowo, jest balladowo… - słowem „koncertowo”. Poza tym to doskonała okazja, by zapoznać się z zespołem i jego twórczością, słuchając jego dwóch odsłon: poważnej -  symfonicznej i żywiołowej - koncertowej. Warto.

MLWZ album na 15-lecie IQ w przyszłym roku wraca do Polski Peter Hammill na dwóch koncertach w naszym kraju Mostly Autumn Weekend 2026 Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026