Jeśli powiem, że rok 2026 należy do zespołu IQ, to chyba nie będzie to żadna przesada. Oczywiście należy do IQ od strony wydawnictw koncertowych. Wydanie w jednym roku dwóch pozycji będących zapisem słynnych „Weekenderów” to zadanie karkołomne ze względów technicznych i zarazem pociągające, bowiem dostarcza słuchaczowi, który z sobie znanych powodów nie mógł być ich uczestnikiem świeżego zapisu atmosfery, jaka im towarzyszyła.
O pierwszym weekenderze pozwoliłem już sobie napisać na łamach MLWZ.PL. Album „Riding The Frequency – ‘Frequency’ Live In Poland” wydany na początku tego roku (w zasadzie w trzy miesiące po koncertach w Zabrzu) to nie tylko zapis historyczny. To pokaz, że w dalszym ciągu „40 years of prog-nonsence” (40 lat progresywnego nonsensu) ma… sens! Że ciągle jest zapotrzebowanie na muzykę IQ i że jest to zespół nie do zastąpienia na progresywnej mapie muzycznego świata. Zaprezentowana wówczas w całości płyta „Frequency” zabrzmiała cudownie i w dalszym ciągu będę twierdził, że to jedna z trzech najlepszych „piosenkowych” płyt zespołu.
W tak zwanym międzyczasie, a dokładniej 30 stycznia br. ukazała się zremasterowana wersja albumu „Live From London Camden Palace 1985”, będąca, jak pewnie wszyscy pamiętają, płytową wersją koncertu DVD z roku 2005 wydanego pod tytułem „Live In London”. Pozwoliłem sobie wtedy napisać następujące słowa: „(…) Ta płyta w mojej opinii nie podlega żadnej klasyfikacji i ocenie, a jedynie może być przedmiotem głębokiego westchnienia i swoistej zadumy nad czasem, koncertowymi manierami, wyglądem muzyków, ich zaangażowaniem w jak najlepsze wykonanie materiału muzycznego i… okazją do wspomnień” (patrz tutaj). I dopiero w tym momencie dochodzimy do najnowszego koncertowego wydawnictwa zespołu IQ, które swoją oficjalną premierę miało latem tego roku.
Już na pierwszy rzut oka widać (jak dla mnie) pewna znaczącą różnicę. To nowe wydawnictwo zaczyna się od słów: ‘IQ45’, a po nich pojawia się dopełnienie: ‘The IQ Weekender 2026’. IQ45… Już nie IQ40… Już nie „40 years of prog-nonsense”, a aż 45! Czas leci… Tylko taką uwagą pozwolę sobie skomentować tę zmianę.
O samym wydawnictwie opublikowanym w ramach serii Archive Collection wokalista IQ, Peter Nicholls, mówi tak: „To był dla nas niezwykle ważny weekend, ponieważ obejmował wykonanie całego najnowszego albumu »Dominion« – od początku do końca. Po raz pierwszy zagraliśmy na żywo bardzo długi utwór »The Unknown Door«, więc rozpoczęcie nim drugiego koncertu było posunięciem albo bardzo odważnym, albo wręcz szaleńczym! Uważam jednak, że sprawdziło się to znakomicie, i bardzo się cieszę, że udało nam się uwiecznić ten premierowy występ dla potomności”. Dla mnie to wystarczająca rekomendacja do wysłuchania 4 krążków CD zwierających 28 utworów pochodzących właściwie z całej muzycznej historii zespołu. Całość wydarzenia miała miejsce podczas dwóch koncertów: 13 i 14 lutego tego roku w klubie The Met w Bury.
Zagranie ponad dwudziestodwuminutowego utworu na żywo to bardzo interesujący i z pewnością stresujący moment. „The Unknown Door” brzmi na trzecim z krążków bardziej dynamicznie niż na płycie. Następujące po nim pozostałe kompozycje z najnowszego albumu studyjnego „Dominion” nie ustępują mu w niczym pod względem perfekcyjności wykonania i żywiołowości. Ciekawym zabiegiem jest sięgnięcie po zakończeniu wszystkich utworów z „Dominion” do historii w postaci kompozycji „The Wake” (tytułowej z albumu wydanego w z1985 roku). Mimo skoku czasowego nie słychać, by „The Wake” stracił cokolwiek na swojej atrakcyjności. I jedyne podsumowanie pierwszej części drugiego dnia koncertowego jest bardzo proste do sformułowania: perfekcja wykonawcza połączona z (w dalszym ciągu łatwo słyszalną) radością muzykowania. Druga część tego koncertu już nieco bardziej zaskakuje. Zaskakuje utworami z płyt „Tales From The Lush Attic” („Through The Corridors”), „Ever” (niemal ośmiominutowy utwór „Leap Of Faith”) czy „The Wake” (utwór „Headlong”), które do tej pory nie za często gościły na koncertowych płytach grupy IQ. Te trzy kompozycje z początków dziejów zespołu, dzięki lekkiemu przearanżowaniu, wspaniale współgrają z takimi hitami, jak: „Subterranea”, „Frequency” czy z najbardziej nośną, środkową, zagraną w finale, częścią kompozycji „The Last Human Gateway”.
O dniu pierwszym wystarczy, że powiem, że dokumentujące go dwie płyty są udanym przeglądem piosenek nagranych przez IQ w całej swojej historii, choć i tu nie brak zaskoczeń. Ot, choćby mamy tu niezbyt często wykonywany utwór „The Wrong Side Of Weird” z płyty „Seventh House”. Na pewno „Born Brilliant” (z płyty „Dark Matter”) też należy zaliczyć do utworów niezbyt często wykonywanych na scenie. W swych chronologicznych skokach IQ nie zapomina o płycie „Resistance” z 2019 roku, prezentując utwory „Stay Down” i „Rise”. Bardzo dociekliwi słuchacze powinni zestawić ze sobą dwa wykonania utworu „It All Stops Here” – jedno ze zremasterowanej płyty „Live From London Camden Palace 1985”, a drugie z drugiego krążka pierwszego dnia koncertów w Bury.
O tym, że IQ mistrzowsko steruje napięciem i emocjami niech zaświadczy przejście od kompozycji „It All Stops Here” do, według mnie jednej z trudniejszych w całym dorobku IQ, „The Road Of Bones”. Dość szeroko prezentowana jest „najbardziej piosenkowa” płyta „Frequency”, która niezależnie od granego utworu brzmi lekko i porywająco, pozwalając jednocześnie dobrze wybrzmieć utworom starszym, jak choćby „Further Away” z płyty „Ever”.
Proszę pozwolić, że nie będę się silił na żadne podsumowania czy uwagi krytyczne. Pewnie kilka by się znalazło, ale nie to w przypadku kolejnych wydawnictw koncertowych IQ jest najważniejsze. Może gdzieś tam w siedemnastej minucie i ósmej sekundzie coś zgrzytnęło, może coś zabrzmiało nie tak lub inaczej niż na studyjnej płycie, ale muzyczna maszyna pt. IQ nie zwraca na to uwagi. Pędzi swoim własnym rytmem, pokazując po kolei swoje muzyczne uniwersum tym, którzy przez (teraz już) 45 lat przychodzą na ich koncerty i czekają na kolejne wydawnictwa. 45 lat to kawał żywota… To godziny siedzenia, stania, podskakiwania podczas koncertów, to wreszcie kolejne dawki muzyki przez naprawdę duże M. I oby to tak jeszcze trwało i trwało.
A gdyby komuś wrażeń ze słuchania muzyki było mało, to polecam uwadze 24-stronicową książeczkę, która stanowi integralna część tego wydawnictwa. Zdjęcia, wywiady, wspomnienia, a wszystko to pod wypisanym zieloną czcionką tytułem: „Under The Same Moon”.
