„Change” to pierwszy solowy album norweskiego muzyka Dana Heide znanego z gry w zespołach Ljungblut, Zeromancer czy X-Pleasure. „Change” składa się z dziesięciu utworów, z którym dziewięć to utwory autorskie, napisane przeze Heide, a jeden to kompozycja Boba Dylana – folkrockowy klasyk „The Times They Are A-Changing”.
„Change” wykracza poza granice gatunków i odzwierciedla szeroki zakres gustów muzycznych autora. Łączy w sobie różne gatunki i formy muzycznej ekspresji. „Potrzeba wydania tego albumu dojrzewała u mnie stopniowo. Pracując w wielu zespołach i projektach, mój solowy projekt stał się małym kreatywnym placem zabaw – przestrzenią, gdzie wszystko jest możliwe, gdzie mogę swobodnie podążać za własnymi inspiracjami, bez komercyjnych oporów” – mówi Heide i trzeba przyznać, że udało mu się zrealizować ten zamysł. Bo to płyta wybitnie nie-komercyjna. Jej sercem jest wątek eksploracji zmian i emocji, które towarzyszą zmianom. Poszczególne utwory podchodzą do tematu z różnych perspektyw, dotykając osobistych refleksji, zmiennych nastrojów i wielu stanów emocjonalnych, w których możemy się znaleźć.
A co muzycznie dzieje się na tej płycie? To bardzo spokojny, uduchowiony, chwilami wręcz natchniony album. Marzycielski i stonowany. Trwająca 47 minut całość rozpoczyna się delikatnym utworem „Are You All Right”, poruszając odbiorcę czułym refrenem i uroczą melodią. Kolejny, tytułowy, utwór przypomina mi efekty współpracy Dana Heide z Kimem Ljungiem (zapraszam do lektury małoleksykonowych recenzji płyt „Villa Carlotta 5959” (2018) i „Vietnam” (2025) grupy Ljungblut), czyli mieniące się gitary, mnóstwo melancholii i głębokich, acz mocno stonowanych, emocji.
„I byen et sted” to jedno z dwóch (to drugie to „Dine Øyne”) nagrań zaśpiewanych w tym zestawie po norwesku. Zachwyca ono szepczącym wokalem, delikatnymi akordami i delikatnie rozwijającym się refrenem, łagodnym dryfowaniem nastroju i klimatem zawieszonym w tęsknocie za czymś minionym i nieosiągalnym. Ma ono charakterystyczny nordycki urok, szczególnie gdy odkryje się fakt, iż norweskie wokale idealnie wpisują się w panujący w tym tworze nastrojowy smutek.
„Close To Me”, ze swoimi syntetycznymi, popowymi frazami, ma ekstremalnie nostalgiczny charakter. Ten utwór, podobnie zresztą jak i kilka innych fragmentów tego wydawnictwa, przywodzi mi na myśl produkcje spod znaku Gary Numana czy grupy Ultravox. Nagranie „Sometimes” jest proste, melancholijne, a aranżacje i melodie są po prostu zachwycające. „Every Now And Then” emanuje nastrojowymi rytmami perkusji, licznymi efektami i smyczkami, przywodzącymi na myśl klimat znany z produkcji Seigmen czy Ljungblut, a finałowy „In God's Country” zamyka album stonowanym, cichym i delikatnie eterycznym balladowym nastrojem.
Jak już wspomniałem, „Change” to w przeważającej mierze cichy i stonowany album. Album rozwija szczególną, romantyczną i marzycielską aurę, idealną szczególnie na wieczorową porę. Pod spokojną powierzchnią kryje się subtelna, ale silna ekspresja – pozwalająca muzyce, atmosferze i emocjom rozwijać się we własnym tempie. To także album głęboko osobisty. „Jest on szczerym odzwierciedleniem mojej muzycznej ciekawości, moich inspiracji i pragnienia tworzenia swobodnie, bez granic”- dodaje Heide. I niechaj jego słowa posłużą za właściwe podsumowanie tego debiutanckiego krążka pełnego nostalgicznego i melancholijnego czaru, który niespodziewanie łatwo udziela się słuchaczowi, szczególnie w chwili gdy w drzwiach stoi już mieniąca się kolorami jesień…
