mlwz - edunitsky - banner - prog rock

Bardic Depths, The - Some Things Are Worth Remembering

, Rysiek Puciato

The Bardic Depths kończą swoją działalność. A najnowsze wydawnictwo „Some Things Are Worth Remembering” to pożegnanie tej niezwykłej grupy ze słuchaczami. Grupy niezwykłej pod każdym możliwym względem. To przecież niemal supergrupa, w skład której wchodzą: założyciel Dave Bandana oraz Peter Jones (Camel / Tiger Moth Tales), Tim Gehrt (Streets, Steve Walsh Band), Gareth Cole (Fractal Mirror) and gościnnie Robin Armstrong (Cosmograf). To rzeczywiście zespół, który na swoich płytach brzmi niczym dawni bardowie (patrz nazwa grupy). To wreszcie grupa, która (jak mi się wydaje) każdym swoim wydawnictwem jest w stanie zadowolić wszystkich fanów neoprogresywnego rocka. Nie ma w swoim dorobku płyt lepszych lub gorszych. Wszystkie utkane są z przepięknych melodii, nieco rozmarzonych linii wokalnych i perfekcyjnych aranżacji połączonych z szeregiem solowych improwizacji. Żadna z nich nie jest nudna czy jednostajna. I wreszcie, na koniec tego wstępu, trzeba powiedzieć, że szkoda, że światło dzienne ujrzały w sumie tylko cztery wydawnictwa sygnowane tą nazwą.

Czy będzie ciąg dalszy…? Dave Bandana mówi w jednym z wywiadów tak: „(…) Napisanie, nagranie i wypromowanie albumu zajmuje dwa lata. Wciąż piszę i nagrywam – robię to od ośmiu lat – ale nie chcę zobowiązywać się do pracy nad kolejną płytą. Mam też inne sprawy poza muzyką. Prawdopodobnie nadal będę pisać i nagrywać, ale na mniejszą skalę, na przykład z myślą o albumie solowym”. Czy na podstawie takiej wypowiedzi można coś wywnioskować? Chyba byłoby to trochę jak wróżenie z fusów, ale przecież czas robi swoje, więc może… Na razie jednak pozostaje słuchanie najnowszego dzieła Bardów - płyty „Some Things Are Worth Remembering” koncentrującego się na motywach wspomnień, tęsknoty, nostalgii oraz kruchości pamięci. Każda sekunda spędzona z tym albumem powinna dostarczyć każdemu słuchaczowi wielu wspaniałych wrażeń.

Otwierający płytę utwór „Islands” – jak wynika z notatek Dave’a Bandany – stanowi hołd Brada Birzera (autora tekstu) dla klasycznego nagrania grupy Big Big Train pt. „The Underfall Yard”. W tamtym utworze zespół wyraził podziw dla wiktoriańskich inżynierów, którzy wytyczali i budowali sieć kolejową oplatającą Wielką Brytanię. Śpiewali o tym jak inżynierowie ci „korzystając z dostępnego światła, potrafili dostrzec to, co odległe”. Tekst Birzera stanowi godny hołd dla ducha „The Underfall Yard”. Fragment tekstu „Islands” w nieudolnym tłumaczeniu brzmi tak: „(…) Pieśń, która pragnie pozostać w naszych duszach / Długo po tym, jak wybrzmiały ostatnie nuty / Wspomnienie tak czyste i delikatne / Pieśń, która woła ku niebu / Pieśń unosząca się nad tą chwilą / Z dala od wieczności”. Proszę do tego dodać niezwykle jazzujący klimat i Petera Jonesa grającego na saksofonie. Oraz to, że utwór trwa ponad osiem minut i przez cały ten czas prowadzi słuchacza melodyjnymi oraz lekko kręconymi od improwizacji drogami.

Po takim wstępie rozpoczyna się druga kompozycja. Utwór właściwie instrumentalny, jeśli nie liczyć głosów, szeptów, wokaliz… Słowem, pojawiających się niczym szepczący wiatr odgłosów opadających liści. Może stąd tytuł – „Fallen Leaves”. Może dlatego harmonie wokalne przypominają nieco melancholijny czas jesieni, która stoi już niemal za progiem.

Warto poświęcić pięć minut na wysłuchanie trzeciego utworu – „Arribabok” z jego nieco „przesterowaną” i dziwną aranżacją przypominającą nieco dokonania Petera Gabriela. Linia basu, improwizujące solówki gitary i długie instrumentalne przerwy okraszone jakimś orientalnym brzmieniem. Nie powstydziłby się tego utworu żaden zespół grający muzykę psychodeliczną. Być może wyjaśnieniem takiego sposobu zaaranżowania tego utworu są słowa: „(…) Language it seems never stops its evolving Its journey is shifting expand and evolve” (Zdaje się, że język nigdy nie przestaje ewoluować / jego droga to ciągłe zmiany, rozwój i ewolucja) – bo nie jest ważne w jakim języku wypowiadane są teksty, ważne o czym mówią.

Bardzo bigbigtrainowsko brzmiąca kompozycja „October Sun” to nie tylko muzyczny hołd dla rozpoczynającej się jesieni, dla babiego lata. To także moment zastanowienia nad zmianą, nad zasłoną, która oddziela słoneczne i pogodne lato od pochmurnej i mglistej jesieni, młodość od starości. No bo co mogą znaczyć słowa: „(…) The veil between this world and the next / Is ever so thin / It’s always twilight here / October holds its breath / In the dusk of it all / And on the verge of death” (Zasłona między tym a tamtym światem / Jest tak niezwykle cienka / Tu zawsze panuje zmierzch / Październik wstrzymuje oddech / W tym wszystkim, w mroku / I na progu śmierci). I proszę do tego dołączyć muzykę zwłaszcza z końcowej części, tak z ostatnich trzech minut…  Prawdziwa maestria!

Jeżeli „Fallen Leaves” był utworem niemal instrumentalnym, to „From Empty Trees” jest nim od początku do końca. Od klasycznie progresywnego klawiszowego początku poprzez kilka chwil improwizacji rodem z lat siedemdziesiątych, gitarowe wstawki, aż do końca, do swojego porywającego symfonicznego zakończenia.

Jakaś podskórna tęsknota i smutek wybrzmiewają w kompozycji „A View”. Główna postać zespołu The Bardic Depth,  Dave Bandana, tak określa atmosferę tej kompozycji : „(…) (Jest to utwór – przyp. RP) o człowieku w kosmosie, który budzi się po ataku na swój statek; gdy odkrywa, że ​​jest jedyną osobą na pokładzie, spogląda na Ziemię z zupełnie innej perspektywy”. Proszę do tego dodać zagubienie i niemoc oraz wspaniałe harmonie muzyczne, by z łatwością stwierdzić, że to jedna z ładniejszych tegorocznych ballad.

I to prawie koniec tej pożegnalnej płyty. Tylko dwa utwory dzielą słuchacza od jej zakończenia. Pierwszy z nich to „Harder To See”. Mimo faktu, że jest to opowieść o niedobrym człowieku, to zaskakuje melodyjnością i wspaniałym wokalem Jonesa, a zupełnie jazzowa gitara w trzeciej minucie po prostu zachwyca zazębiającym się z nią wspaniałym klawiszowym podkładem, który buduje nastrój tego utworu. Koniec płyty należy do utworu „Rewind”. Należy on do niesamowitych polifonicznych chórków, do płynącego aranżu i słów „na wyjście” – „(…) Time moves so fast now it’s all in the past / And it feels like the last glance will fade………forever” (Czas pędzi tak szybko – to już przeszłość / A to ostatnie spojrzenie zdaje się zacierać… na zawsze). Może warto, jak sugeruje dalsza część tekstu, zrobić czasami „rewind” w naszym życiu. Tylko proszę nie regulować odbiorników po piątej minucie, kiedy wybrzmią już wszystkie słowa. Zaraz po nich przychodzi czas na odejście, na muzykę, na dźwięki świata, na sygnały kosmosu, na krzyczącą ciszę, na prawdziwe zakończenie z wyszeptanym słowem „remind” (przypominać sobie).

Pożegnalny album grupy „The Bardic Depth” zawiera osiem utworów. Czwarty i prawdopodobnie ostatni, choć podobno nadzieja umiera ostatnia, tak więc i ja mam nadzieję, że nie jest to ostatnie słowo i ostatni dźwięk wydany pod tym szyldem. Czterdzieści dziewięć minut – tyle czasu trzeba znaleźć, by wsłuchać się w dźwięki poruszające wszystkie zmysły. Jeżeli nie ma być dalszego ciągu, to pozostaje powiedzieć: dziękuję pięknie za wszystkie cztery płyty.

Więcej tutaj.

MLWZ album na 15-lecie Dwa koncerty legendarnej formacji 'UK Revisited' Eddiego Jobsona w Polsce. Marillion Weekend w Polsce: 3-4 kwietnia 2027r., Kraków, Centrum Kongresowe ICE IQ w przyszłym roku wraca do Polski Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026