mlwz - edunitsky - banner - prog rock

Call Of Circadia - Eschaton

, Maciej Niemczak

„Koniec nie jest ciemnością — jest tylko miejscem, w którym światło uczy się nowej drogi”.

Call Of Circadia to projekt, który nie powstał z potrzeby rynku, lecz z potrzeby serca. Barry Timmins, multiinstrumentalista z australijskiego McLaren Vale, od lat buduje własny muzyczny kosmos, w którym klasyczne brzmienia lat 70. spotykają się z nowoczesną produkcją, przestrzenią i emocjonalną szczerością. Jego muzyka jest jak wino z regionu, z którego pochodzi - dojrzewa powoli, nabiera głębi, a gdy wreszcie butelka zostaje otwarta, odsłania aromaty, których nie da się pomylić z niczym innym.

„Eschaton”, wydany 14 sierpnia 2026 roku, jest dziełem w pełni autorskim. Timmins odpowiada tu za wokale, perkusję, bas, klawisze, gitary akustyczne i rytmiczne. Wspierają go znakomici gitarzyści: Jim Jonas, Rob McDade, Nick Mastro oraz Lloyd Fletcher. A nad całością unosi się flet Tima Saundersa — instrument, który w tej muzyce jest jednym z filarów narracji. W „Winds of Change” pojawia się także Sarah Fletcher, której subtelne chórki dodają kompozycji pastelowej lekkości.

To album, który nie tylko czerpie z tradycji - on ją przepisuje. Słychać tu Pink Floyd w epickim budowaniu klimatu, Wakemana i Yes w sakralnych pasażach syntezatorów, Camel w pastoralnych momentach gitary i fletu, a także The Alan Parsons Project w elegancji i chłodnej, zimnofalowej barwie wokalu Timminsa. To nie są wpływy - to jest dziedzictwo, które Timmins przetwarza na własny język.

Otwierająca album kompozycja „I Can Hear Her Calling” działa jak delikatne pociągnięcie pędzla na płótnie nocy. Wokal Barry’ego - chłodny, ale pełen emocjonalnej głębi - unosi się nad syntezatorami niczym mgła nad pustynnym krajobrazem. Jim Jonas prowadzi gitarę z elegancją, która przywołuje najlepsze momenty Camel, a flet Tima Saundersa pojawia się jak pierwszy promień światła przebijający się przez ciemność. To utwór, który nie tyle zaczyna historię, co otwiera bramę, przez którą przedostają się kolejne kompozycje.

„Spindizzy”, ponad dziesięciominutowy taniec derwisza, jest spiralą organów, syntezatorów i gitarowych solówek. Jonas gra tu jak rwąca rzeka, która nie zna prostych dróg. Timmins tworzy kosmiczne pasaże, które przypominają Wakemana, ale bez retro‑pastiszu. A flet Saundersa przecina wir jak ptak, który dodaje muzyce lekkości, której nie da się osiągnąć żadnym innym instrumentem.

„Running With the Shadow” jest Hitchcockowskim thrillerem rozpisanym na instrumenty. Bas Timminsa pulsuje jak niepokój, który rośnie w człowieku, gdy idzie nocą przez pusty korytarz. Rob McDade prowadzi gitarę z dramatyczną precyzją, a flet Saundersa pojawia się jak echo, jak oddech, jak coś, co próbuje nas ostrzec, ale nie mówi tego wprost. To kompozycja, która nie opowiada historii — ona ją buduje, cegła po cegle, aż słuchacz zaczyna czuć, że sam biegnie z tym cieniem.

Piętnastominutowy kolos „Winds of Change” jest ukoronowaniem całego konceptu. To muzyka, w której czas przestaje istnieć. Syntezatory falują jak oceaniczne prądy, monumentalne zmiany motywów przypominają przesuwanie się tektonicznych płyt, a gitary splatają się w wielogłosową, epicką strukturę. W tej kompozycji słychać Pink Floyd - ich powolne, majestatyczne budowanie klimatu - i Camel, zwłaszcza w pastoralnych momentach, w których flet staje się przewodnikiem. Sarah Fletcher dodaje tu chórki, które brzmią jak światło odbite od powierzchni oceanu.

Album zamyka „Rainbows In The Sun” - kojąca, świetlista kompozycja, która wyprowadza słuchacza z mroku na światło. Ciepłe akordy klawiszy, coldwave’owy wokal Timminsa i podnoszące na duchu harmonie tworzą tęczę rozpostartą nad zgliszczami dawnego świata. Jim Jonas prowadzi gitarę z elegancją, która przypomina Parsonsów - ich umiejętność zamykania albumów w sposób prosty, ale absolutnie piękny i podniosły.

„Eschaton” jest albumem organicznym, dumnym, bezkompromisowym. Udowadnia, że prawdziwy prog rock nie umarł — przeniósł się po prostu na Antypody, skąd przysyła nam swoje najpiękniejsze muzyczne pocztówki.

Jeśli kochacie muzykę, która nie boi się monumentalności, która potrafi być jednocześnie kosmiczna i intymna, która buduje własne światy — sięgnijcie po „Eschaton”. To album, który zostaje w człowieku długo po ostatnim dźwięku. Bardzo gorąco polecam.

MLWZ album na 15-lecie Dwa koncerty legendarnej formacji 'UK Revisited' Eddiego Jobsona w Polsce. Marillion Weekend w Polsce: 3-4 kwietnia 2027r., Kraków, Centrum Kongresowe ICE IQ w przyszłym roku wraca do Polski Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026