Younger, David - Causeway & Effect

, Rysiek Puciato

Już piąta z kolei płyta to dobry moment, żeby choć na moment przyglądnąć się twórczości gitarzysty i multiinstrumentalisty Davida Youngera. „Causeway & Effect” to jeszcze taka letnia płyta, dźwięki z której jeszcze nieco rozleniwiają i napełniają słuchacza spokojem. Zwłaszcza, że - jak mówi sam muzyk - tematyka piosenek, których na krążku jest dziewięć, stanowi połączenie osobistych doświadczeń oraz wydarzeń, które w ostatnich latach budziły w nim silne emocje.

Jak można najkrócej scharakteryzować muzykę z tego albumu? To melodyjny rock progresywny – z pełnymi emocji partiami gitary, charyzmatycznym brzmieniem basu Rickenbacker, wielowarstwowymi aranżacjami gitar akustycznych i instrumentów klawiszowych oraz poruszającymi tekstami. Niemal w każdej kompozycji czuć wpływ Pink Floyd, Genesis, Yes; słychać Gilmoura, Lifesona i oczywiście świetnych basistów Geddy’ego Lee i Chrisa Squire’a. Nie jest to jednak żadna wada, a raczej odwrotnie. Ta letnia płyta doskonale sprawdzi się jako muzyczny towarzysz późnego popołudnia czy też wczesnego wieczoru, bowiem każda z kompozycji rozpisana jest według niesamowicie dobrze brzmiących i melodyjnych struktur. Ważnym elementem, dodającym całości pewnej przestrzenności i jednocześnie zamyślenia, jest fakt, że album powstał jako efekt (jak mówi autor płyty) „duchowych przeżyć w wydaniu ateistycznym”, których doświadczył podczas wizyty w Giant’s Causeway w 2021 roku w Irlandii Północnej podążając Drogą Olbrzymów ułożoną z bazaltowych kolumn.

Ale wracajmy do muzyki. „Causeway & Effect” to klasyczny one-man project. Dziewięć kompozycji, które - jak wspomniałem - utrzymane są w bardzo melodyjnych i narracyjnych strukturach nie rości sobie żadnego prawa do bycia utworami przełomowymi czy też wyjątkowymi. Ten album to melodyjna podróż, w której każda piosenka opowiada o innych emocjach, o innych wspomnieniach i odczuciach. I robi to w sposób bardzo… letni.

”The Written Word” delikatnie wprowadza narracyjny aranż i w balladowy sposób rozpoczyna muzyczną przygodę z muzyką z tego albumu. Kombinacja gitary akustycznej i fletu oraz wiolonczeli od początku chwyta za serce i nie pozwala zostać obojętnym na słowa niemal nakazujące, by o wszystkim, co się nam zdarza, pamiętać: (…) You took time to write the story / A different kind of therapy / You found a way to come around / You calmed down as you wrote down / You wrote down & you calmed down / You’ve calmed down… (Poświęciłeś czas, by spisać tę historię / To inny rodzaj terapii / Znalazłeś sposób, by dojść do siebie / Uspokoiłeś się, przelewając to na papier / Spisałeś to i zaznałeś spokoju / Uspokoiłeś się…) - by w szeroko rozumiany sposób starać się opisać wszystko, co przeżyliśmy czy to w pamięci, czy też (bardziej prozaicznie) w słowach piosenki. A jest to bardzo ładna piosenka. I tak właściwie jest przez cały czas, utwór po utworze… Każda mijająca sekunda nowej kompozycji spowalnia upływ czasu, zatrzymuje emocje, pozwala na odprężenie i zapomnienie o trudach codzienności.

Wystarczy jednym tchem posłuchać następnych utworów – „Waiting”, „Lightbulb Moment” z nieco ostrzejszym solo gitary czy „Virtual Nightmare” z interesującym początkiem wykonanym na pianinie elektrycznym i bardzo syntezatorowymi pasażami. I dopiero po zakończeniu tego ostatniego słuchacz uświadamia sobie, że… minęło osiemnaście minut.

Minimalną zmianę sposobu aranżacji przynosi dopiero kompozycja „Flawed Society”. To utwór bardziej zdecydowany, elektryczny z mocniejszą linia wokalną, ale w dalszym ciągu niebezpiecznie wciągający w bardzo neoprogresywne brzmienia.

„Addiction” i „Early Hours” – dwie kolejne piosenki z albumu - wracają do krainy dźwięków spokojnych, bardziej rozmarzonych i niezwykle melodyjnych, choć każda w nich robi to w nieco inny sposób. „Addiction” od początku wciąga delikatną fortepianową melodią wzbogaconą przez delikatnie brzmiące w tle syntezatory oraz końcowe solo gitary. „Early Hours” to gitarowa, akustyczna ballada, która z niewielką pomocą tlących się w tle syntezatorów kreuje atmosferę zadumy nad każdym małym momentem czy chwilą spędzoną z kimś ukochanym – „(…) I’m far away in a dream, but I’m here with you / It seems so much easier to find a melody / You & I just staring into each other’s eyes / It makes all our worries just disappear / At times like these it doesn’t seem to matter / What else is going on / Just you & me in our little world with the music for company” (Jestem daleko, w świecie marzeń, a jednak tu, z Tobą / Znalezienie melodii wydaje się takie proste / Patrzymy sobie prosto w oczy / I sprawia to, że wszystkie troski znikają / W takich chwilach nie ma znaczenia / Co dzieje się gdzie indziej / Liczymy się tylko my – w naszym małym świecie, w towarzystwie muzyki).

Przedostatnia kompozycja, „Patience”, wraca do brzmień elektrycznych, zdecydowanych oraz nieco bardziej ekspresyjnych i rockowych, choć oczywiście proszę potraktować te określenia jako przybliżenie, a nie definiowanie.

Podobno deser zostawia się na koniec. I tak jest w przypadku kompozycji „Paranoia & Power”. To właśnie muzyczny deser zaserwowany przez autora na sam koniec. Deser, na „skonsumowanie” którego potrzeba prawie dwanaście minut. Doskonały w swej formie, typowy dla suit neoprogresywnych i po prostu… ładny. Ma wszystkie cechy, jakich doszukujemy się w neoprogresywnych długasach i wspaniale kończy on ten naprawdę bardzo dobry album.

Jak wspomniałem, nie jest to album wybitny czy przełomowy. To po prostu kolejny dobrze zagrany „muzyczny kamyczek”, który chciałbym wrzucić do Państwa tegorocznego muzycznego ogrodu. Całości słucha się przyjemnie i relaksująco, choć zdaję sobie sprawę, że to mało muzyczne określenie. Ale przecież czasami oczekujemy od muzyki po prostu fajnych melodii, ładnych piosenek i… niczego więcej. Ten album ma to wszystko, o czym radzę przekonać się w wolnej chwili, bo czyż nie dlatego właśnie lubimy ten „stary, dobry” neo prog?...

MLWZ album na 15-lecie Dwa koncerty legendarnej formacji 'UK Revisited' Eddiego Jobsona w Polsce. Marillion Weekend w Polsce: 3-4 kwietnia 2027r., Kraków, Centrum Kongresowe ICE IQ w przyszłym roku wraca do Polski Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026