mlwz - edunitsky - banner - prog rock

Avenue X - Descent

, Rysiek Puciato

Proszę pozwolić, że zacznę w podobny sposób jak jeden z moich szanownych redakcyjnych kolegów: są płyty, na które się czeka. Są te, o których wiemy z szeregu zapowiedzi i reklam. Są wreszcie płyty, które wpadają do odtwarzacza niczym bomba, rujnują zaplanowany porządek, sprawiają, że wszystkie inne wydawnictwa nagle wydają się blade i jakby nijakie, choć były wyczekiwane i pożądane. I są takie, które są czystym emocjonalnym huraganem niszczącym nie tylko porządek, nie tylko plany, one po prostu są muzycznym początkiem, punktem zero, od którego można by zacząć budowanie piramidy najlepszych płyt roku. Tak jest w prezentowanym dziś przeze mnie przypadku.

Historia zaczęła się 12 kwietnia 2019 roku w amerykańskim mieście Arlington Heights w stanie Illinois. Nieznany mi wówczas pan o swojsko brzmiącym nazwisku – Kevin Nadolsky na swoim fanpage’u opublikował informację o takiej treści: „(…) Projekt, nad którym pracowałem przez sześć lat, ujrzał wreszcie światło dzienne. Nawiązując do mojej miłości do rocka progresywnego, wydałem swój pierwszy pełnowymiarowy album pod szyldem Avenue X”. Ten debiutancki album nosił tytuł „Building Empires” i był (oraz ciągle jest) wartym uwagi albumem progresywnym zawierającym czternaście krótkich utworów utrzymanych w typowych progresywnych aranżacjach. Można by powiedzieć o tym debiucie: bardzo dobry. Praca nad nim zajęła autorowi, któremu towarzyszyli inni muzycy sześć lat i… potrzeba było kolejnych siedem, by 28 sierpnia tego roku ukazał drugi album wydany pod szyldem Avenue X - „Descent”.

I w tym momencie rozpoczyna się pęd huraganu, wieją wichry zamieszania, uderzają pioruny niespodziewanych emocji i  na wyświetlaczu odtwarzacza ukazuje się napis: PLAY. A słuchacz może mieć tylko nadzieję, że uda mu się dobiec do wygodnego fotela, by zdążyć na pierwszą sekundę utworu rozpoczynającego przygodę z zespołem Avenue X i jego nową płytą.

Mam jedną prośbę… Jeżeli nie zostaniecie Państwo porwani atmosferą tej płyty od pierwszego utworu, po prostu dalej jej nie słuchajcie. Proszę mi to obiecać.

Zaczynajmy zatem… od samego początku, od pierwszych słów: „(…) It’s time / To see just where these stairs lead / It’s why / I am this way” (Czas już / Sprawdzić, dokąd prowadzą te schody / To dlatego / Jestem taki, jaki jestem).

Tytułowy dziewięciominutowy utwór pt. „Descent” jest niczym spacer w letnie popołudnie krętą drogą w parku. Spacer w promieniach słońca przerywany nagłymi objawami gitarowej burzy, grzmotów solówek, które z jednej strony niepokoją, a z drugiej sprawiają, że to parkowe popołudnie jest wyjątkowe, pełne lirycznych chórków, syntezatorowych pasaży i nieoczekiwanych rozwiązań rytmicznych. To zarazem beztroska i odrobina dramatyzmu, to zarazem pełnia łagodności i niespokojnego rozglądania się czy nie nadchodzi jakaś emocjonalna burza.

Czas na następny krok. Tym razem  to opowieść o stracie, o zapominaniu, o mijającym czasie, o zagubieniu: „(…) We don’t see her anymore It’s been at least ten years / Last we heard she moved away / Picked up and disappeared / Funny how it works that way / One day and then she’s gone / Now the memory fades away / And life just carries on” (Już jej nie widujemy / Minęło co najmniej dziesięć lat / Ostatnio słyszeliśmy, że się wyprowadziła / Spakowała się i zniknęła / Dziwne, jak to się układa / Jednego dnia jest, a potem znika / Teraz wspomnienie powoli zaciera się w pamięci / A życie toczy się dalej). Bo życie toczy się dalej…

Raptem trochę ponad pięć minut trwa ta muzyczna „rozprawa” z tematem samotności. „Solitary Therapy” – druga kompozycja z płyty - w bardzo melodyjny i jednocześnie skondensowany sposób snuje delikatną narrację. Podkreślona linia sekcji rytmicznej oraz mocne gitarowe wstawki potęgują nastrój dramatyzmu. Podsuwają słuchaczowi wrażenie, że z jednej strony zapomnienie jest lepsze niż cierpienie, a z drugiej, że nie można wymazać pamięci i po prostu żyć dalej. Fortepian, gitara i niesamowicie łagodna i stonowana linia wokalna - to są najmocniejsze strony tej kompozycji.

A może zło to oni? Nie ja, na pewno nie ja. To wszystko przez nich: „(…) The crying of the unbelief / The sounds of slow decay / The ringing of the bell that tolls / The calling of the fame / Passion in a dying sun / A midnight quick escape / Justice served right at the blade /  A fate that I await” (Wołanie niedowiarstwa / Odgłosy powolnego rozkładu / Dźwięk bijącego dzwonu / Zew sławy / Pasja w konającym słońcu / Pospieszna ucieczka o północy / Sprawiedliwość wymierzona ostrzem / Los, na który czekam).

To treść trzeciej kompozycji, „Dissonance”, która przełamuje łagodność… nieco mocniejszą łagodnością. Proszę nie doszukiwać się tutaj żadnego paradoksu. To zarazem wołanie sprzężonej gitary połączone z muzycznym smutkiem. Nerwem tego utworu są próby przełamywania pojawiających się faz smutku, zagubienia i roztrzęsienia. I próba odpowiedzi na to, co dręczy każdego zawsze: uciekać od problemów, czy je rozwiązywać? A muzycznie? Króluje tu wspaniała gitara i ciche, ale bardzo znaczące orkiestracje.

Pomoc... Ciężko o nią poprosić: „(…) Well I need your help / Not someone else / Cut this feeling out / Well I see myself / And something's not well / So I need you here and now” (Cóż, potrzebuję twojej pomocy / Nie kogoś innego / Chcę wyzbyć się tego uczucia / Widzę siebie / I czuję, że coś jest nie tak / Więc potrzebuję cię tu i teraz).

„Help” to muzyczna rozgrywka z emocjami. To zręczne opowiadanie przeplatane akustyczną gitarą, która z dźwięku na dźwięk nabiera mocy, akcentując tekst i wykorzystując syntezatory do złagodzenia emocjonalnego chaosu. To werblowe akcenty dzielące muzyczne frazy na kawałki o różnych natężeniach niepokoju. To powtórzenia i chórki, które nadają utworowi przestrzenności i pomagają płynąć poprzez niezwykle wyrafinowany aranż.

Izolacja... Brak „kogoś”, brak drugiego, brak przyjaznej twarzy. I towarzysząca jej samotność: „(…) We insulate and / Live in separate ways / Tear in two / The person that / Divides me is myself” (Izolujemy się i / Żyjemy na własny sposób / Rozdarci na pół / A tym, co mnie dzieli / Jestem ja sam). Samotność na własne życzenie… Czyż nie tak się często dzieje?

Tę opowieść zaczyna mocny riff gitary, jakby dla podkreślenia ważności tematu. Jakby dla wzmocnienia siły przekazu zaraz po nim słyszymy metalowe akordy rozpoczynające iście żałobną część obrazowania poczucia izolacji. Kompozycja „Torn In Two”, odchodząc od bardzo melodyjnych tonacji, jednocześnie je implementuje i tworzy aranżacyjnie doskonałe „refreny”. Daje popis połączenia w jednej kompozycji dużego ładunku gniewu i mocy z niesamowicie łagodnym frazowaniem, które rozbija gniew,  łagodzi powstałe emocje i wygładza je.

Władza... Moc panowania nad innymi. Zachłyśnięcie się wielkością. Bezwzględność często towarzysząca owej władzy: „(…) Are you feeling strong enough / To move this weight above you / The stifling heat of power” (Czy czujesz się na siłach / By unieść ten ciężar nad sobą / Duszący żar władzy). Czyż poczucie władzy nie jest i rozkoszne i przerażające zarazem…?

„Hand Of Doubt” płynie rockową rzeką wspartą niezwykle wysublimowanymi syntezatorami. Ta opowieść o władzy nie epatuje siłą czy gniewem. Po prostu płynie wiążąc kwestię odpowiedzialności płynącej z władzy z melodyjnymi, pasażami zaczerpniętymi z muzyki elektronicznej i tworząc w ten udany sposób niezwykle atmosferyczną kompozycję z pogranicza stylów.

Siła przetrwania... Moc codziennej walki z przeciwnościami losu. Hart ducha potrzebny niczym tlen: „(…) When there's no one left to stand / You will be the only one / When the pieces fall apart / And the ground falls underneath / When your life just crumbles down / Nothing will break this strength inside” (Gdy nie zostanie nikt, kto mógłby zostać / Gdy zostaniesz sam / Gdy wszystko zacznie się rozpadać / A grunt usunie się spod nóg / Gdy twoje życie legnie w gruzach / Nic nie złamie tej siły w tobie / Choćby zatrzęsła się ziemia).

Proszę wsłuchać się na płynne przejście pomiędzy utworem „Hand Of Doubt” a przedostatnim – „As The Earth Shakes”, który, podobnie jak poprzednik, buduje atmosferę, zaczynając od niemal szeptanych słów i spokojnych dźwięków. I tak jest przez pierwszą minutę, bo zaraz potem zespół sięga do niezmierzonych zasobów aranżacyjnych metalu symfonicznego posiłkując się elektroniką i ciekawie zastosowanym wielogłosem. To najbardziej metalowy utwór na płycie, który udanie balansuje na granicy mocniejszych akordów i niemal równocześnie łagodzących je melodyjnych pasaży.

Ponownie samotność... Oddalenie, brak więzi, brak rodziny. Zamknięcie w splątanych korytarzach blaknącej pamięci: „(…) I walk the dim lit hallway / And look into every room / And each one tells the same story / Where death is coming soon / At the very end I finally find / What I've been looking for / This room is mine and for a brief moment / My memory is restored / What happened to my childhood / What happened to my youth” (Przechodzę przez słabo oświetlony korytarz / zaglądam do każdego pokoju / A każdy z nich opowiada tę samą historię / O śmierci, która nadchodzi nieuchronnie / Na samym końcu wreszcie znajduję / To, czego szukałem / Ten pokój jest mój i przez krótką chwilę / Odzyskuję pamięć / Co stało się z moim dzieciństwem? / Co stało się z moją młodością?). Co się zmieniło i co się stało ze mną samym? – odwieczne pytania człowieka.

Już sam tytuł tego prawie dziesięciominutowego utworu wskazuje na to, o czym będzie ta opowieść. „Chronograph” – zręcznie i tym razem rockowo porusza się po tłoczących się wspomnieniach, malując je zdecydowanie rockowymi aranżacjami. Ozdabiając porywającymi gitarowymi solówkami i melodyjną atmosferą. Tym razem dostajemy od zespołu pełną nadziei piosenkę, która kończy ten album w sposób niemal optymistyczny, choć daleko jej treściom do radości.

Są takie płyty, które każą zrewidować wszystkie pieczołowicie budowane dotychczas budowane zestawienia, które są takim punktem zero, od którego trzeba zacząć od nowa tworzenie playlist. Album „Descent” grupy Avenye X (de facto duetu: Kevin Nadolski (wokal, gitary, klawisze i produkcja) i Alex Rackow (bas, gitara, wokale)) jest właśnie takim wydawnictwem. Proszę tylko nie zapomnieć o obietnicy: jeżeli nie zostaniecie Państwo porwani atmosferą tego krążka od pierwszego utworu, po prostu dalej go nie słuchajcie.

Więcej tutaj.

MLWZ album na 15-lecie Dwa koncerty legendarnej formacji 'UK Revisited' Eddiego Jobsona w Polsce. Marillion Weekend w Polsce: 3-4 kwietnia 2027r., Kraków, Centrum Kongresowe ICE IQ w przyszłym roku wraca do Polski Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026