Dokładnie rok temu przedstawialiśmy na naszych małoleksykonowych łamach poprzednią płytę projektu Darrela Treece-Bircha Atlantea. Recenzję albumu „Life” znaleźć można pod tym linkiem. Kev Rowland opisał w niej dokładnie muzyczne korzenie i losy Darrela – klawiszowca, któremu sławę przyniosła działalność w Ten – zespole, z którym ma on na koncie siedem albumów studyjnych. Ponadto Darrel nagrał cztery albumy z progrockową grupą Nth Ascension, udzielał się gościnnie w wielu innych projektach (m.in. Signal Red – zespołu Steve’a Grocotta z Ten, na solowych płytach Tony’ego Mitchella czy Scar For Life), a także wydał kilka płyt solowych.
Do projektu Atlantea Darrel Treece-Birch zaprosił liczne grono zaprzyjaźnionych muzyków, odpowiadających zarówno za partie instrumentalne, jak i wokalne. Dzięki temu nanowsza płyta „Truthsayer” jest albumem bardzo różnorodnym, głęboko zakorzenionym w szeroko rozumianej stylistyce melodyjnego rocka progresywnego. Wśród gości znaleźli się m.in. znakomity wokalista Gary Hughes (Ten), który śpiewa w jednym utworze („Kindred Spirits”), świetny Tony Mitchell z Kiss Of The Gypsy (śpiewa w „Ocean Song”), David Reed-Watson (Rage of Angels), Alexandre Santos (Scar For Life), Eoin de Paor (gra na basie i śpiewa w ”Better Side Of Me”) oraz wielu innych znakomitych artystów. Generalnie, to konfiguracja dość podobna do składu z poprzedniej, tak bardzo udanej płyty, ale przecież zwycięskiego składu się nie zmienia. Bo po co?
To dzięki nim (choć, prawdę powiedziawszy, przede wszystkim dzięki wszechstronnemu talentowi głównego bohatera całego przedsięwzięcia, bo gra on na tej płycie na perkusji, gitarze basowej, na gitarach akustycznych, rytmicznych i solowych, na syntezatorach oraz prowadzi niektóre linie wokalnye) „Truthsayer” to melodyjny, filmowy, marzycielski, ale momentami tez rockowo brzmiący, niezwykle sugestywny album, wyróżniający się fantastyczną grą muzyków i świetnymi wokalami. Choć całość ma charakter koncepcyjny i utrzymana jest w klimacie rocka progresywnego, poszczególne utwory – zachowujące klasyczną strukturę piosenkową – doskonale sprawdzają się również jako samodzielne kompozycje.
Do wyróżniających się fragmentów tego wydawnictwa zaliczyć trzeba sugestywnie otwierający całość utwór tytułowy, śpiewany przez Hughesa „Kindred Spirits”, znakomity instrumental „Atlantis Overture”, epicki rocker „Begin Again” oraz rozmarzone finałowe nagranie „Deconstruction Of Self”.
Na płycie słychać liczne wpływy melodyjnego rocka, słychać też inspirację twórczością grupy Ten (czym skorupka za młodu nasiąknie…), ale także klimaty zbliżone do zespołów Magnum, Toto czy The Alan Parsons Project, a nawet elementy cięższego rocka opartego na ostrych riffach gitarowych. Produkcja stoi na najwyższym poziomie – brzmienie jest czyste i dopracowane, kompozycje są niebanalne, partie instrumentalne (szczególnie gitarowe, choć w finałowym „Deconstruction Of Self zachwycają przede wszystkim klawisze) brzmią wybornie, a wszystkie, bez wyjątku, utwory wypełniające program płyty „Truthsayer” (jest ich w sumie dziesięć) to bardzo udane piosenki, których słucha się po prostu znakomicie.
