Starscream - Truth In A Lie

, Maciej Niemczak

Starscream to zespół, który nie wchodzi na scenę z hukiem — oni wchodzą z pewnością. „Truth in a Lie”, ich pełnoprawny debiut, brzmi jak płyta ludzi, którzy wiedzą, czego chcą, i wiedzą, jak to osiągnąć. Hard rock z Eindhoven, ale nie ten retro, nie ten „z podręcznika”. To muzyka młoda, ale świadoma. Zrobiona po godzinach, w trybie DIY, ale z ambicją, która wykracza daleko poza garaż. I — co najważniejsze — z konsekwencją, która rzadko zdarza się na debiutach.

Nagrania, miks i mastering powstały w Orion Studio, w całości w rękach perkusisty Cyriela Stevensa. Skład jest klasyczny: Tim van den Eijnden na wokalu i gitarze, Cyriel Stevens na perkusji i chórkach, Geert Sesink na basie (obecnie), a Ruben Heijnsbroek — basista, który nagrał album — odcisnął na nim swój wyraźny ślad. Brzmienie jest nowoczesne, sprężyste, pełne powietrza, z wyraźnym naciskiem na riff i melodię. Nie ma tu przypadkowych decyzji — wszystko jest przemyślane, zwarte, dopracowane.

Album otwiera „Truth in a Lie” - utwór, który od pierwszych sekund brzmi jak manifest. Gitary wchodzą ostro, rytm jest pewny, a refren ma w sobie coś z najlepszych momentów Alter Bridge, ale z bardziej europejskim sznytem. Tekst uderza w temat manipulacji, gaslightingu, świata, w którym prawda staje się towarem. Tim śpiewa wysoko, ale z chrypką, która dodaje autentyczności — jakby każde słowo było wyrwane z realnego doświadczenia.

„Reel for Real” to jeden z najmocniejszych punktów albumu. Opowieść o kulturze krótkich form, dopaminowych strzałach, scrollowaniu bez końca, o tym, jak sztuczna inteligencja zaczyna przejmować kreatywność i uwagę. Muzycznie — groove, który niesie cały utwór, refren, który aż prosi się o koncertowe śpiewanie. To numer, który wchodzi w głowę od pierwszego odsłuchu i zostaje tam na długo.

„Southern Satisfaction” przynosi zmianę klimatu — więcej tu bluesowego kurzu, więcej amerykańskiego asfaltu, więcej przestrzeni. Riff jest zamaszysty, rytm kołysze, a całość brzmi jak podróż przez spaloną słońcem drogę. To pierwszy moment, w którym słychać, że Starscream potrafią zwolnić, nie tracąc energii.

„Sweet Wild Honey” rozwija się jak opowieść — ponad pięć i pół minuty muzyki, która oddycha, rośnie, zmienia barwy. Jest tu i słodycz, i dzikość, i pewien rodzaj nostalgii. To utwór, który pokazuje, że zespół nie boi się melodii i potrafi ją prowadzić bez popadania w banał.

„To the Stars” to najbardziej epicki moment albumu. Obniżone strojenie, cięższy riff, klimat na pograniczu nowoczesnego hard rocka i lekkiego metalcore’u, ale bez krzyków. To utwór, który unosi się wysoko, ale jednocześnie trzyma mocno przy ziemi. Słychać w nim ambicję, przestrzeń i odwagę.

„Lovely Imperfections” jest lżejsze, bardziej radiowe, ale nie traci charakteru. Więcej tu światła, więcej melodii, więcej oddechu. To piosenka, która mogłaby spokojnie trafić do szerszej publiczności, nie zdradzając rockowego DNA zespołu.

„Break These Walls” to hymn o przełamywaniu barier — krótki, treściwy, zagrany z pazurem. Idealny koncertowy killer, który działa jak zastrzyk energii.

Album zamyka „Killing the System”, najcięższy numer na płycie. Riff jest agresywny, rytm gęsty, a wokal Tima nabiera tu dodatkowej ostrości. To finał, który zostawia słuchacza z poczuciem, że zespół ma jeszcze wiele do powiedzenia — i że to dopiero początek.

Lirycznie album jest spójny: świat niszczony przez „self‑enriching liars”, powierzchowny materializm, społeczeństwo usypiane przez tych, którzy ciągną za sznurki. Ale to nie jest rock publicystyczny. To rock świadomy — osobisty, ale z szerokim kontekstem. Zespół nie moralizuje, nie poucza — raczej obserwuje i komentuje, jakby mówił: „Widzimy to, czujemy to, nie zgadzamy się”.

„Truth in a Lie” to debiut, który brzmi jak trzecia płyta dojrzałego zespołu. Osiem utworów, żadnych zapychaczy, wyraźny klimat, konsekwentna symbolika. To album, który pokazuje, że młody hard rock wciąż może mieć coś do powiedzenia. I że Eindhoven ma nowy głos, który warto śledzić.

MLWZ album na 15-lecie Dwa koncerty legendarnej formacji 'UK Revisited' Eddiego Jobsona w Polsce. Marillion Weekend w Polsce: 3-4 kwietnia 2027r., Kraków, Centrum Kongresowe ICE IQ w przyszłym roku wraca do Polski Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026