mlwz - edunitsky - banner - prog rock

Gillette, Eric - The Watcher

, Artur Chachlowski

Eric Gillette jest jednym z tych muzyków, których trudno zamknąć w jednej instrumentalnej szufladzie. Gitara jest jego podstawowym narzędziem, ale równie naturalnie sięga po klawisze, perkusję i mikrofon. Jest kompozytorem, wokalistą, producentem i muzykiem sesyjnym. A przede wszystkim artystą, który potrafi odnaleźć się zarówno w rozbudowanej, symfonicznej formule prog rocka, jak i w znacznie cięższych odmianach współczesnej muzyki progresywnej, a także w melodyjnym, piosenkowym repertuarze. Osoby dobrze znające twórczość Gillette’a wiedzą, że niewielu jest muzyków o tak wszechstronnym talencie – potrafi on grać na gitarze, instrumentach klawiszowych i perkusji na mistrzowskim poziomie, będąc jednocześnie znakomitym wokalistą.

Swoje umiejętności od lat prezentuje w zespołach The Neal Morse Band czy Temic, a jego nowy solowy album, „The Watcher”, stanowi odzwierciedlenie jego potencjału. Słuchając tej płyty, trudno uwierzyć, że stworzył ją jeden człowiek – a jednak tak właśnie jest. Co więcej, całość zrealizowano z niezwykłą perfekcją i ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Ten album to efekt jego artystycznej ewolucji i drogi, jaką przebył jako autor, muzyk i kompozytor.

Od kilkunastu lat rozwija swoją solową twórczość. Jego debiutancki album „Afterthought” ukazał się w 2013 roku. Był to materiał w dużej mierze instrumentalny, łączący progresywny rock z cięższymi gitarowymi brzmieniami.

Trzy lata później pojawił się drugi album – „The Great Unknown”. Tym razem Gillette poszedł jeszcze mocniej w stronę cięższego, gitarowego prog rocka. W nagraniach pojawili się m.in. Thomas Lang, a także muzycy związani wtedy z grupą Haken – Diego Tejeida i Conner Green.

W 2024 roku Gillette powrócił z kolejnym solowym materiałem, „Sensory Overload”, który pokazał naszego bohatera nie jako członka większego organizmu, lecz jako autora mającego własną wizję opartą wyłącznie na swoich pomysłach i umiejętnościach.

Ten rok obfituje w wyjątkową aktywność naszego bohatera. W lutym ukazał się „L.I.F.T.” - piąty studyjny album zespołu The Neal Morse Band. A teraz Eric Gillette przedstawia wydany pod własnym nazwiskiem album „The Watcher”. To prawdziwa gratka dla miłośników stylistyki spod znaku zespołu Neala Morse’a i, prawdę powiedziawszy, dzieło niezbyt odległe od dokonań jego starszego kolegi po fachu, dorównujące mu swoją kreatywnością, błyskotliwym wykonaniem oraz bogactwem brzmieniowym i nagromadzonym na nim ładunkiem niesamowicie pozytywnych emocji. No i totalnie przepełnionym jego przeogromnym talentem.

Oczywiście kunszt muzyczny to tylko część sukcesu; równie mocną stroną albumu „The Watcher” są same kompozycje. Jest ich w sumie dziesięć, choć podzielone są one na cztery zasadnicze części tworzące zamkniętą całość. Słychać w nich echa współpracy z Nealem Morse’em i Mikiem Portnoyem, a także elementy przywodzące na myśl brzmienie grup Toto czy Dream Theater.

Album „The Watcher” otwiera efektowna, dziesięciominutowa instrumentalna „Overture”, zachwycająca rozbudowaną orkiestracją, olśniewającymi solówkami i prawdziwą feerią muzycznych fajerwerków. Płynnie wyłania się z niej rockowa pieśń „The Stillness”, tworząc razem z uwerturą pierwszą pełnowymiarową część pt. „The Sleeper”. Kolejne trzy połączone ze sobą utwory - „Signal Within”, „Beneath The Mask” i „The Watcher Remains” (razem układają się w część zatytułowaną „The Watcher”) - ukazują różnorodność stylistyczną płyty – od rocka po pop, od metalu po prog, od akustyki po orkiestrowy rozmach – oraz imponujące umiejętności techniczne artysty. Jednak to finałowe fragmenty: „Shifting Light”, „The One That Sees It All Alive” oraz „Fade To Stillness” (tworząc minisuitę pt. „The Reflection”) stanowią szczytowy moment albumu, prowadząc do jego potężnego i zapadającego w pamięć zakończenia.

Eric pokazał na tym krążku jak ważne są dla niego takie elementy, jak melodia, harmonia i kompozycja. I jak bardzo wszechstronnym jest muzykiem - z jednej strony słyszymy jego fascynację Petruccim, Vaiem czy Satrianim, z drugiej – efekt młodzieńczych doświadczeń z fortepianem, muzyką graną ze słuchu i bluegrassem. Z jednej strony są na tej płycie potężne, siedmiostrunowe gitary i progresywny metal. Z drugiej – partie wokalne, klawiszowe i kompozycje, w których liczy się przede wszystkim klimat i dramaturgia.

Eric Gillette znajduje się obecnie w bardzo interesującym momencie kariery. Jest ważnym członkiem czołowej grupy progresywnego gatunku - The Neal Morse Band, z drugiej strony - poprzez grupę Temic - uczestniczy w tworzeniu nowoczesnej odmiany prog metalu, w której spotykają się doświadczenia muzyków związanych z Haken czy Shattered Fortress. A po trzecie i, z jego osobistego punktu widzenia, najważniejsze - pomiędzy tymi światami pozostaje jego własna twórczość solowa. A że jej autentycznym ukoronowaniem jest tak dobra tegoroczna płyta „The Watcher”, to chociażby dlatego Eric Gillette wydaje się dziś postacią wartą szczególnej uwagi.

Płyta „The Watcher” dostępna jest aktualnie wyłącznie w sklepie internetowym Erica Gillette’a. Koniecznie sięgnijcie po nią. To jedna z najlepszych rzeczy, jakie usłyszycie w 2026 roku.

MLWZ album na 15-lecie Dwa koncerty legendarnej formacji 'UK Revisited' Eddiego Jobsona w Polsce. Marillion Weekend w Polsce: 3-4 kwietnia 2027r., Kraków, Centrum Kongresowe ICE IQ w przyszłym roku wraca do Polski Zespół Rush wystąpi w Krakowie Airbag w Polsce na trzech koncertach w listopadzie 2026