„All moments, past, present and future, always have existed, always will exist…” (Kurt Vonnegut, Slaughterhouse 5)
Myśli i refleksje zasilają turbinę postępu. Historia stygmatyzuje naszą teraźniejszość. Jest skalpelem penetrującym tkanki egzystencji człowieka jako jednostki. Wszystko, co nas otacza uzmysławia jak szalony jest świat w którym żyjemy, jak niedoskonały jest człowiek, pełen słabości i dylematów moralnych. Historia kształtuje pokolenia. Nanosi swoje piętno na obelisk przekonań i poglądów. Jest kierunkowskazem, który wytycza drogę do celu. Kieruje życie nieprzewidywalnym nurtem.
Grupa The Tangent otwiera kolejne wrota muzycznej tożsamości. Historia i wspomnienia są centrum tego świata. Muzyka jest kluczem. Jest enigmą i jądrem atomu. Jest clue. Początkiem i końcem. Drogą, szlakiem, nitką z pajęczyny wszystkich emocji świata, zespolonych w jedną, szaloną całość.
„Was” to album, który przekracza wszelkie granice. Wyszedł spod ręki Andy’ego Tillisona, który jest kompozytorem, pianistą, keyboardzistą, autorem tekstów, narratorem i liderem całego projektu. Oczywiście towarzyszy mu cały orszak znakomitości w osobach takich artystów, jak Luke Machin (gitara akustyczna i elektryczna), John Jowitt (bas), Steve Roberts (perkusja, instrumenty perkusyjne), Rob Groucutt (keyboard, wokal towarzyszący) i Theo Travis (instrumenty dęte). Album został nagrany w MBL Tangent Towers North Yorkshire (UK), w Wiedniu w Reingold Studios oraz w Soulshine w Cheshire (UK), szata graficzna została zaprojektowana przez Andy Tillisona (MBL Graphics), a premiera albumu będzie miała miejsce 2 października 2026 roku nakładem White Knight Records.
Andy należy do bardzo pracowitych twórców. Dwa lata temu ukazał się pod szyldem The Tangent - „The Follow Polaris”, a pół roku temu kompilacyjno-przekrojowa płyta jego projektu Parallel Or 90 Degrees – „Aftersometimelater”.
„Was” jest bardzo osobistym albumem. Tillison opowiada historię swojego dzieciństwa zakotwiczonego w magicznym początku lat 60., pierwszych wspomnień rysowanych grafitem emocji, niesamowitej młodości o smaku rock and rolla, wojennych wieści z Wietnamu i pierwszych miłosnych rozterek. Młodzież odgradzała się tarczą buntu od świata kłamstw, polityki i przemocy. Oni pragnęli prawdy i szalonej jazdy na rollercoasterze wolności.
Jak namalować świat swojej młodości, aby nie zafałszować jego klimatu, kształtów penetrujących rzeczywistość i smaku tlącego się lekko w zakamarkach warg?... To trudne i wymagające perfekcji, która uzna fikcję fragmentem codzienności, kadrem wspomnień, odcieniem dni, które minęły i są z nami nadal. Głęboko w sercu i duszy, w każdej komórce i atomie naszego ciała.
Na nowy album The Tangent składają się dwie płyty. Na pierwszej znajdują się trzy kompozycje, na drugiej jest ich sześć i tworzą one suitę „La Suite Ce qu’etait”.
Pierwszy krążek otwiera ponad 22-minutowy utwór tytułowy. Ta kilkuczęściowa kompozycja zachwyca swoją pomysłowością. Barwne narracje zdobi muzyka - symfoniczna, misternie połączona z poetyckim słowem i przestrzennym rozmachem. To garść wspomnień spowita miękkim kilimem dźwięków, lekkich jak nasiona dmuchawców, które niesie niesforny wiatr. Po instrumentalnym „Prologue” następuje druga część tej epickiej opowieści, nazwana „The Dandelion Clock”. To jedno z pierwszych niewinnych, dziecięcych reminiscencji autora, nawiązujące do starej fotografii, którą zrobił jego ojciec. Przedstawia ona małego Andy’ego siedzącego w wózeczku z dmuchawcem w dłoni.
„There’s a photo that my Dad took, and it,s me sitting in,…a pram and I’m , holding a dandelion. What we used to call a dandelion clock, and…er I’m blowing i tinto the wind. And, er…it’s actually the first thing I can remember”.
Innym zdjęciem, które utkwiło mu w pamięci, jest ujęcie twarzy Majora - żołnierza który brał udział w inwazji w Zatoce Świń w czasie próby obalenia reżimu Fidela Castro w kwietniu1961 roku. Muzyka ma tu mnóstwo odcieni, maluje cudowne, filmowe kadry.
„The Living Room” wprowadza nas do innego świata. Niesamowitą aurę budują smyczki, flety i cała plejada instrumentów perkusyjnych. Głos Tillisona wpada w nieco szaloną, jazzową manierę. To wtorkowe, wrześniowe popołudnie spędzone z rodziną i przyjaciółmi w pokoju gościnnym pełnym nikotynowych oparów, muzyki i wspomnień. Andy naprzemiennie śpiewa i deklamuje wersy opowieści w rytm fraz obrazujących fragmenty przeszłości.
„I can still smell the nicotine, though Mum tried to keep it clean. Mike Yarwood on the telly, this is my home but I don’t seek to complain I’d be back there again in a heartbeat on wet Tuesday afternoon in September with the Hi-Fi on…”.
„Nam” toczy się niczym rozpędzony rockowy Harley-Davidson. Zaczepia swoim ostrym pazurem kadry młodości zakroplonej szaleństwem i muzyką Morissona oraz Hendrixa. Sztuka kroczy ramię w ramię z wolnością i utopijną wiarą w człowieka.
„The Dying Continues (Three News Raports From 1969)” i „The Living Room Again” powracają do stylistyki spokojnego blues rocka, emanują dyskretną elegancją i nakłaniają do głębokiej refleksji.
„Follow The River” najeżony jest rytmem, kosmate dźwięki splata w całość ostry riff gitary i saksofonowe sentencje. Klawisze przemykają dyskretnie pomiędzy tymi, dzikimi frazami. Sklejają je w doskonałą całość. Andy ustala zasady, buduje klimat. Rzeka dźwięków płynie, tak jak los człowieka.
„Was Not” - ten ośmioczęściowy utwór rozpoczyna cytat ze „Slaughterhouse 5” Kurta Vonneguta: „And I asked myself about the present: how wide it was, how deep it was, how much was mine to keep”. Początek to ptasie szepty i głos Andy’ego zatopiony w bogatych orkiestracjach. Spokój, dźwięki dzwonów, nostalgia, nawiązania do wojny, święta pełne zapachu czekoladek wypełnionych marcepanem – to wszystko jest niczym sen dziecka… Po „Button B” pojawia się soczysta w treściach „Memory Transplant” . Wojna przybiera tu inne kształty, bardziej współczesne. Każda nuta ma swoje znaczenie, swój niepowtarzalny symbol. Sztuka jest też symbolem - pokoju i wojny. Łuską z karabinu i pożegnalnym listem.
„The Nostalgia Forecast” jest pełna światła. Przewodnikiem są tu klawisze, ciepłe riffy gitary i rytm generowany przez perkusję i bas. Wszystko znajduje się w idealnej równowadze, niczym moment zrównania dnia i nocy.
„The Prog Rock Bit In 7” to element łączący się z kolejną częścią „Reprogramming”. Może się ona skojarzyć z muzyką do musicalu „The West Side Story”. Cudowne klawiszowe improwizacje malują tło dla gitary penetrującej przestrzeń swoim dźwięcznym śpiewem.
Na zakończenie otrzymujemy szalony finał w postaci „The Care Home”…
Drugi dysk zawiera muzykę instrumentalną w postaci suity „Ce Q’etait”. Składa się ona z sześciu części: 1. „L’Aperitif” 2. „Steak de chevreuil et Le Fermier”, 3.”Danse”, 4. „la Route cotiere”, 4.”Multi partisanisme”, 6. „Laisses moi chanter”. Jest ona niesamowitym smakołykiem dla wielbicieli muzyki z pogranicza filmowej i klasycznej, zabarwionej elementami jazzu. Te nieprawdopodobne frazy stanowią coś na podobiznę smakowitego deseru. Napędzają młyńskie koło wyobraźni, koją duszę subtelną miękkością i dotykiem łagodności. Prowadzą słuchacza do ogrodu pachnącego jesienną namiętnością, wrześniową nostalgią i frazą październikowego ukojenia…
„Was” to album ogromnie ambitny, kuszący powabem dźwięków i zmuszający do refleksji. Lubię gdy Andy nie ulega modzie i jest wierny swoim ideałom. Powstaje wtedy muzyka, która zachwyca i niepokoi. Prowadzi przez krainę prawdziwej, wartościowej sztuki. Bo sztuką i to przez duże S jest zawarta na tym wydawnictwie nowa muzyka grupy The Tangent. Polecam z całego serca.
