„Muzyka jest jak ogień — potrafi spalić, ale potrafi też oświetlić drogę tym, którzy nie boją się jej dotknąć.”
W 2024 r. ukazał się debiutancki, pełnowymiarowy album projektu GuitAr Zet. „Time Is Coming” jest dziełem, które nie powstało z przypadku. To świadoma decyzja Arkadiusza Zuzmaka — polskiego kompozytora, gitarzysty i wizjonera — by stworzyć muzykę żywą, organiczną, wolną od cyfrowych protez i automatycznych mechanizmów, które coraz częściej zastępują ludzką rękę. Choć projekt narodził się jako powiew świeżości na scenie progresywnej, tworzą go muzycy doświadczeni, zahartowani w takich formacjach jak Arlon czy Disperse. W składzie znaleźli się: Arkadiusz Zuzmak (gitary, kompozycje), Paweł Zwirn (perkusja), Wojciech Famielec (bas) oraz Derek Sherinian — legenda Dream Theater i Planet X — który w czterech kompozycjach wnosi swój charakterystyczny ognisty język klawiszy. Za produkcję odpowiada Simone Mularoni z Domination Studio - człowiek, który potrafi nadać brzmieniu światowy ciężar bez utraty jego naturalnej duszy.
„Fire” otwiera krążek jak iskra rzucona na suchy step. Gitary Zuzmaka płoną tu w sposób niemal pierwotny, a sekcja Zwirn–Famielec pracuje jak rozgrzany silnik, który nie zna pojęcia zwolnienia. To kompozycja, która nie tyle zapowiada, co ustanawia ton całej opowieści: drapieżny, bezkompromisowy, pełen energii, która nie mieści się w żadnych ramach.
A potem nadchodzi „Water” - chłodne, przejrzyste orzeźwienie, w którym Sherinian maluje syntezatorami strumienie, rozlewiska, podwodne pejzaże. Jego klawisze przepływają pod palcami Zuzmaka jak żywioł, który nie walczy z ogniem, lecz go równoważy. To dialog dwóch światów: płomienia i oceanu, napięcia i ukojenia, siły i delikatności.
„Rock Q” jest jak jazda nocą po pustej autostradzie — szybka, pewna, pełna adrenaliny. Zuzmak prowadzi gitarę z precyzją, która przypomina najlepsze momenty Petrucciego, ale bez kopiowania jego stylu. „Galloping Fun” to z kolei pęd na złamanie karku, galop, w którym sekcja rytmiczna buduje fundament pod karkołomne konstrukcje gitarowe. Sherinian dodaje tu swoje charakterystyczne, kosmiczne ornamenty, które sprawiają, że utwór brzmi jak instrumentalny rollercoaster.
„Rocket Blues” i „Rodeo” wnoszą do albumu nieskrępowaną, niemal chłopięcą radość z grania. To dźwiękowe pejzaże amerykańskich bezdroży, gdzie tradycja hard rocka spotyka się z technicznym futuryzmem. „Texas” potęguje ten pustynny klimat wolności — czuć w nim kurz, ciepło, przestrzeń, w której muzyka oddycha pełną piersią.
W „Time Is Coming”, kompozycji tytułowej, czas na moment zwalnia. Gitary splatają się w unisonach, które przywołują echa dawnych mistrzów z Wishbone Ash, ale w nowoczesnym, progresywnym wydaniu. To utwór o oczekiwaniu, o nadchodzącej zmianie, o tym, że czas nie jest wrogiem — jest drogą.
„Morning Rain” to klejnot albumu. Sherinian nazywał tę kompozycję „piękną”, i trudno się z nim nie zgodzić. Jest w niej wilgotny, poranny chłód, melancholia, która nie przygniata, lecz oczyszcza. Gitary Zuzmaka brzmią tu jak krople spadające na powierzchnię wody, a całość tworzy pejzaż, który mógłby być ilustracją do najdelikatniejszych momentów w historii prog rocka.
„Air Ballad” jest lekka jak powiew wiatru. To utwór, który daje słuchaczowi wytchnienie przed finałem, w którym czeka „Eleventh Soul” - kompozycja mistyczna, pełna duchowego rezonansu, jakby muzycy próbowali dotknąć czegoś, co jest większe niż technika, większe niż forma, większe niż dźwięk.
„Time Is Coming” udowadnia, że muzyka instrumentalna nie potrzebuje słów, by opowiadać wielkie historie. Zuzmak i jego kompani stworzyli dzieło kompletne, mięsiste, organiczne, w którym techniczna maestria nigdy nie bierze góry nad czystą, rockową duszą.
Jeśli kochacie instrumentalny rock, który nie boi się emocji, który potrafi być jednocześnie ognisty i delikatny, który łączy światową precyzję z polską wrażliwością — sięgnijcie po „Time Is Coming”. To podróż, która zaczyna się od iskry, a kończy w miejscu, gdzie muzyka staje się nieposkromionym żywiołem.
