When Mary - Tainted

Artur Chachlowski, When Mary - Tainted

Jeżeli ukochaliście sobie mroczny świat dźwięków wypełniony elektronicznymi brzmieniami, to „Tainted” jest płytą idealnie trafiającą w Wasze zainteresowania. Jeżeli powiem jeszcze, że za szyldem When Mary kryje się znana z norweskiej artrockowej grupy White Willow wokalistka Trude Eidtang, to chyba zaintryguję Was jeszcze bardziej. A gdy dodam, że omawiany dziś krążek całkiem nieźle wpisuje się swoim klimatem w trwający właśnie adwentowy czas przygotowań do nadchodzących Świąt, to nie powinno już być żadnych wątpliwości, że nie wolno przegapić premiery tej pod wieloma względami bardzo interesującej płyty.

Jest jeszcze jeden aspekt, który sprawia, że w postaci albumu „Tainted” mamy do czynienia z niezwykle oryginalnym i ambitnym przedsięwzięciem. Otóż, płyta zainspirowana jest klasyczną historią Fausta. Ale czy opowieść o zgubnym w skutkach zakładzie Boga z Mefistofelesem o duszę Fausta, który ma ją oddać diabłu, gdy w pełni zasmakuje szczęścia, przystaje do współczesności i czy da się ją w ogóle przełożyć na język współczesnej muzyki? Tak. Da się. Szczególnie, gdy Trude Eidtang wraz ze wspomagającymi ją Christianem Paulsenem i Vidardem Uthangiem sięgnęli po Schubertowski cykl pieśni „Gretchen am Spinnrade”, czyniąc zeń fundament dla konstrukcji swojej nowej płyty.

Słyszymy na niej solidną mieszankę gatunków, począwszy od artystycznego popu, po muzykę elektroniczną, klasyczną, organową, bluesową, a także... trip hop i operę. Całość rozpoczyna się od przejmującego bicia kościelnych dzwonów, które notabene powracają w finale płyty, stanowiąc swoistą dźwiękową klamrę tego wydawnictwa. A gdzieś pośrodku mamy i anielskie chóry („Prelude”, „Postlude”), i potężne partie organów kościelnych (w „Interlude”), i partie operowego śpiewu („Postlude”), i triphopowe rytmy, które są kanwą dla muzyki, którą słyszymy na „Tainted”. Poprzez wspomniane już preludia, interludia i postludia album dzieli się na pewne segmenty, spośród których daje się wyłowić poszczególne utwory, a które z powodzeniem mogłyby istnieć samodzielnie. Najlepszym tego przykładem może być wciśnięty pomiędzy interludium, a preludium temat „Soothing Stitches”, melodyjna i chyba najbardziej rockowa w tym zestawie pieśń „Wings Of Wax” czy najmocniejszy punkt programu płyty w postaci kompozycji „Wonderful Warning”, która obdarzona jest fantastycznym wręcz refrenem. A jest tu jeszcze delikatna piosenka „Frequency”, jest bardzo przestrzennie brzmiące nagranie „Out Of Spaces” czy skupiająca w sobie wszystkie poprzedzające ją wątki ośmiominutowa kompozycja „Postlude”. W utworach tych, ubranych zresztą w formę zgrabnych piosenek, słychać fascynację twórczością Annie Lennox, Sade, Björk, Kate Bush czy nawet… pamiętnej Enigmy. Wcale nie na miejscu byłoby tu też przywołać naszych polskich mistrzów elektronicznych klimatów, a więc projektów Amarok i Lunatic Soul. Na płycie „Tainted” jesteśmy zanurzeni dokładnie w takiej właśnie atmosferze, jaka długimi chwilami panuje na doskonale znanych nam płytach „Hunt” i „Fractured”. Bogata elektronika przywodzi też na myśl noworomantyczne lata 80. i niektóre produkcje spod znaku Soft Cell czy Duran Duran. Sporo na „Tainted” niezłych melodii, pod względem wokalnym Trude spisuje się bez zarzutu, a niektóre kompozycje (szczególnie „Wonderful Warning”) zahaczają nawet o (pop)progowe terytoria.

Tak czy inaczej, mamy tu do czynienia z dobrym ambientowym popem oznaczonym dużym znakiem jakości. Całej płyty słucha się po prostu znakomicie.

Trwaj chwilo, jesteś piękna…

MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl