Tautologic - Re:Psychle

Artur Chachlowski, Tautologic - Re:Psychle

Główna postać w grupie Tautologic to śpiewający pianista Ethan Sellers. Mieszka w Chicago, jest absolwentem miejscowego uniwersytetu i posiada wyostrzony zmysł obserwacji otaczających go ludzi, sąsiadów, współpracowników, mieszkańców miasta i przedstawicieli różnych środowisk. To właśnie oni są bohaterami jego piosenek, które opublikował na płycie zatytułowanej w przewrotny sposób „Re: Psychle”. Łatwo się zorientować, że tytuł to z jednej strony zabawna gra słów, a z drugiej, gdy odpowiednio go wymówić, wskazuje na to, że 10 utworów w wypełniających ten album to rzeczy, które poddano muzycznemu recyklingowi i nadano im teraz nowego życia. Bo tak naprawdę cały materiał został skomponowany i nagrany (a nawet zmiksowany) przez Sellersa jeszcze w 2006r., lecz dopiero teraz, na początku 2018 roku, ujrzy on światło dzienne.

Jak najprecyzyjniej opisać muzykę zawartą na płycie „Re: Psychle”? Nie poddaje się ona łatwemu szufladkowaniu. To z pewnością rock progresywny, ale nie ten, którego walory mierzy się miarą dokonań takich grup, jak Pink Floyd, Camel, Genesis czy IQ. To bardziej multistylistyczne granie z licznymi wpływami jazzu, popu i awangardy, acz włożone w ramy melodyjnych i dość zgrabnych kilkuminutowych piosenek. W dodatku często wykorzystujące brzmienia licznych dętych i smyczkowych instrumentów. Całość sprawia bardzo eklektyczne wrażenie, a w pojedynczych utworach można usłyszeć wyraźne wpływy dokonań Jethro Tull, Kansas, Fairport Convention, The Beatles, Gentle Giant czy Phila Collinsa (utwór „On Your Left” brzmi jakby był żywcem wyjęty z płyty „Dance Into The Light”).

Muzyczne produkcje Ethana Sellersa, które zrealizował on z armią towarzyszących mu muzyków (studiując okładkę naliczyłem kilkanaście nazwisk osób biorących udział w sesji nagraniowej płyty „Re: Psychle”), nazwałbym imponującym przykładem ambitnego i wyrafinowanego muzykowania przełamującego oczywiste szablony aranżacyjne z niezliczoną wręcz liczbą zapadających w pamięć melodii i brzmień o niesamowitej wręcz sile napędowej.

Najlepsze momenty na płycie? Jest ich sporo. Ale zwracam szczególną uwagę na utwory „The Choirboy”, „Coltrane Supermarket”, „The Whistler” oraz wspaniale otwierającą to wydawnictwo piosenkę „Loud Shoes”. Tego się słucha!

MLWZ album na 15-lecie