Jono - Silence

Artur Chachlowski,

ImageCzyżbyśmy mieli do czynienia z nowym Queenem? Pewnie po premierze płyty „Silence” szwedzkiej formacji Jono pojawi się mnóstwo opinii wieszczących narodziny następców zespołu Freddiego Mercury’ego. Byłbym skłonny dołączyć się do chóru tych głosów, gdyby nie fakt, że na miano „drugiego Queen” już dawno zapracowała sobie grupa Muse. I chyba – by być bardziej sprawiedliwym – zespół Jono należałoby raczej okrzyknąć mianem „drugiego Muse”. Bo od skojarzeń z twórczością zespołu Matthew Bellamy’ego na niniejszej płycie aż dwoi się i troi…

Zdaję sobie sprawę, że żaden z twórców nie lubi, by jego muzykę mierzyć miarą dorobku najwspanialszych z gwiazd historii rocka. Bo to przecież wzory niedoścignione. I byłoby niesprawiedliwym, gdybyśmy Jono porównali tak wprost do Queen czy Muse. Ale cóż począć, skoro Szwedzi swoim nowym albumem chyba jeszcze bardziej niż było to w przypadku wydanej w 2013 roku płyty „Requiem”, przybliżają się do stylistyki wykreowanej przed laty przez zespół Freddiego Mercury’ego, a współcześnie tak umiejętnie eksplorowanej przez Muse? Tak właśnie jest na płycie „Silence” w każdej wypełniającej ją minucie muzyki, w każdym z dziesięciu składających się na jej program utworów.

Nie wiem czy członkom tej młodej grupy spodobają się takie porównania. Sami wolą o swoich produkcjach mówić, że to „rock symfoniczny z mocnymi melodiami”. Jeżeli symfoniczność mierzyć czasem trwania utworów, to można się rozczarować. Większość nagrań to ledwie 3-4 minutowe piosenki (najdłuższa, „Opus”, trwa 7 minut). Jeżeli jednak mierzyć ją skalą epickiego rozmachu, to zaczyna się inna rozmowa. Epickie elementy obecne są w muzyce Jono na każdym kroku: począwszy od rozbudowanych aranżacji, poprzez wielopiętrowe harmonie wokalne, aż po niesamowicie pompatyczny wydźwięk wszystkich (!) utworów na płycie. A już chwytliwe melodie to chyba faktycznie najmocniejsza strona muzyki Jono. Wystarczy przesłuchać ten album dwa-trzy razy, by z łatwością nucić linie melodyczne poszczególnych piosenek.

Główną postacią w zespole jest Johan Norrby (Jo-No – stąd nazwa kierowanej przez niego grupy). Skomponował on cały materiał wypełniający płytę „Silence”, zagrał na instrumentach klawiszowych i zaśpiewał. I to jak zaśpiewał! To, że ma naturalny dar budowania klimatu a’la Freddie Mercury wiemy już od pierwszych dźwięków każdego utworu. Do tego dochodzi jego efektowna teatralno-operowa maniera ekspresji, ocierająca się może o granice kiczu, ale to przecież jedna z przyczyn wciąż ogromnej popularności grup pokroju Queen, Toto czy Muse, do których często porównuje się Jono. Oprócz Norrby’ego w zespole mamy gitarzystę Stefana Helleblada, który równocześnie jest członkiem innego słynącego z epickości zespołu – Within Temptation. Zresztą perkusista Nicka Hellenberg także grał kiedyś w tym zespole (na płycie „The Unforgiving”).  Dwaj pozostali instrumentaliści: keyboardzista Johan Carlgren i basista Janne Henriksson to znani i bardzo cenieni w Szwecji muzycy sesyjni o sporym już stażu i niemałym dorobku.

Muszę przyznać, że album „Silence” jest dla mnie jedną z najprzyjemniejszych płytowych niespodzianek tegorocznych wakacji. Tyle energii, tyle energetycznego kopa, a przy tym tak wiele pozytywnego patosu ubranego w świetne aranżacje i niezwykle chwytliwe poprockowe melodie już dawno nie słyszałem na jednej płycie. Nie ukrywam, że jestem zachwycony.

Jeżeli lubicie Queen (polecam utwory „Wasting Time”, w którym wszystko, nawet gitarowe solo, brzmi jakby wykonywał je sam Brian May, chwytliwy „Your Bread”, stylizowany na walczyk „Turn Around” czy pełną rozmachu kompozycję „Opus”, która wraz z króciutką „Josefiną” stanowi rewelacyjne zakończenie albumu), Muse (genialny „Man Of Mystery” z wokalami stylizowanymi na Matthew Bellamy’ego, „Can We Make It” z ciężkim gitarowym zadęciem) czy Supertamp (charakterystyczne tętniące brzmienie klawiszy w „In My Life”), a nawet Galahad (ostre pociągnięcia gitar w „Clear”), to z całego serca polecam Wam ten album. Ja polubiłem go od pierwszego, a pokochałem już od drugiego przesłuchania. Od dobrego tygodnia nie wyobrażam sobie innego początku dnia jak słuchanie tej energicznej, niezwykle pozytywnie nastrajającej muzyki Jono. Przy takiej płycie chce się żyć!

MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl