Moon, The - Nów

Karol Guber, Moon, The - Nów

Jeśli ktoś wyobraża sobie, że spacer w pogodną noc z Księżycem będzie spokojny i melancholijny, to się myli. Po pierwsze już sam tytuł „Nów” sugeruje, że ten Księżyc niby jest, ale tak naprawdę go jeszcze nie widać, a po drugie, muzycy bardzo rozmyślnie zatytułowali swoją pierwszą płytę, bowiem zasugerowali w premierze wydawnictwa, że to dopiero początek, a na – nomen omen - pełnię swoich możliwości mają jeszcze czas.

Gdański zespół The Moon zaproponował na swojej debiutanckiej płycie mieszankę muzyki, którą tak naprawdę w całości trudno sklasyfikować, bądź jak to niektórzy krytycy muzyczni mawiają: zaszufladkować. Nie będę się starał tej, mimo wszystko, oryginalnej muzyki zespołu The Moon podporządkowywać ściśle określonemu nurtowi muzycznemu, choć, trzeba to przyznać,  pojawiają się skojarzenia z dokonaniami innych wykonawców, ale w ogóle nie wpływają one na przyjemność odsłuchiwania kolejnych utworów na krążku „Nów”. Co prawda muzycy przyznają się do inspiracji muzyką takich wykonawców jak Republika, The White Stripes czy Amy Winehouse, których covery chętnie prezentują podczas koncertów, to nie powoduje to bynajmniej zmniejszenia zainteresowania twórczością The Moon, a wprost przeciwnie, sprawia, że jesteśmy bardziej zainteresowani premierową propozycją zespołu. Chociaż, po kolejnym przesłuchaniu płyty w moich uszach kołaczą się także dźwięki Lady Pank, Maanam czy Closterkeller, ale być może to tylko jest moje subiektywne skojarzenie.

Bez względu na te wpływy, zespół zaproponował na płycie „Nów” dawkę silnego rocka, okraszonego bardzo dobrymi, czasami frywolno-satyrycznymi tekstami. Początek płyty jest spokojny, niemal balladowy utrzymany w lekko progrockowym stylu: „Ślady”, „Zapomnienie” i „Tul”. Potem zaczyna być rytmiczniej, nawet postrockowo i postpunkowo („Obojętność”, „Pani Domu”, „Korytarze”). Heavy metal też nie jest obcy zespołowi („Nadzieja”, „Morfeusz”, „Nic”) czy klasyczne rockowe wzorce („Asap”, „Moon” – jedyny utwór na płycie zaśpiewany w języku angielskim), a Anna Klein także w tych mocniejszych utworach doskonale sprawdza się jako wokalistka. Zresztą Ania  jest mocnym punktem swojego zespołu, nie boi się używać głosu w różnie stylistycznie zabarwionych utworach (siła i nastrój jednocześnie to mimo wszystko trudne techniki wokalno-interpretacyjne, które w sposób dość łatwy i naturalny przychodzą wokalistce The Moon), co świadczy tylko i wyłącznie o jej wysokim kunszcie muzycznym. 

Ta mieszanka gatunkowa dźwięków w muzyce The Moon była możliwa dzięki różnorodnym upodobaniom muzycznym i doświadczeniom poszczególnych muzyków. Kiedy zauważymy, jaką muzyką zajmowali się wcześniej członkowie zespołu, inaczej spojrzymy na muzykę zaprezentowaną na płycie. Perkusista Dominik Kołodziejczak to były bębniarz heavymetalowego Mess Age (20 lat związany ze sceną metalową), z kolei gitarzysta Piotr Pertkiewicz, punkowiec lat 80., również dołożył swoje zbuntowane dźwięki na płycie „Nów”. Natomiast basista Jacek Zieliński to wielbiciel muzyki Pink Floyd i dokonań brytyjskiego wydawnictwa 4AD. Gitarzysta solowy Mariusz Jasiński to z kolei świetny technicznie muzyk, aranżer, który wydaje się miał największy wpływ na muzykę zawartą na pierwszej płycie The Moon. A wokalistka Anna Klein (przez 10 lat związana z Chórem Akademickim i sceną alternatywną), jak sami mówią o swojej koleżance członkowie zespołu, to ta jaśniejsza strona The Moon.

Kiedy już nacieszę moje uszy muzyką z premierowej płyty zespołu, będę z niecierpliwością czekał na kolejną, już widoczną część, Księżyca. Czy to będzie kwadra pierwsza? Bo do pełni brakuje jeszcze czterech płyt.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl