Blind Ego - Liquid Live

Artur Chachlowski, Blind Ego - Liquid Live

Po wydaniu trzech studyjnych płyt gitarzysta RPWL, Kalle Wallner, postanowił uczynić ze swojego side-projectu regularny koncertowy zespół i w ubiegłym roku ruszył wreszcie wraz z Blind Ego w regularną trasę koncertową. Dwa pochodzące z niej występy zostały uwiecznione na pierwszej w dorobku Blind Ego płycie live, która 10 listopada ukazuje się nakładem wytwórni Gentle Art Of Music.

Pierwszy z nich to koncert, który odbył się w Loreley ramach festiwalu Night Of The Prog w lipcu ubiegłego roku, a drugi - to występ w bardziej kameralnych warunkach, bo w klubie Logo w Hamburgu. Ten pierwszy wypełnia płytę CD, ten drugi – krążek DVD wydawnictwa, które nosi tytuł „Liquid Live”.

Oba koncerty mają podobną setlistę. Nic dziwnego, wszak odbyły się one tuż po premierze albumu „Liquid” i to właśnie kompozycje z niego pochodzące dominują w programach obu występów. Z poprzednich studyjnych płyt zostały dodane pojedyncze utwory, jak np. „Obsession”, „Don’t Ask Me Why” czy „Death”, ale to repertuar z najnowszego studyjnego krążka znajduje się tutaj w centrum uwagi. Nawiązuje zresztą do tego także szata graficzna omawianego dziś wydawnictwa, będąca jakby rozwinięciem grafiki poprzedniego albumu.

Kalle Wallner skompletował solidny skład koncertowy, w skład którego weszli obok niego: znany z zespołu Amon Ra wokalista Scott Balaban, gitarzysta grupy Dante, Julian Kellner, basista Sylvan, Sebastian Harnack, oraz grający kiedyś w formacji Dreamscape perkusista Michael Christoph. Przyznacie sami, że to skład co najmniej solidny, a na żywo to wręcz ognista mieszanka scenicznej rutyny i młodzieńczego wigoru. Prawdziwa rockowa petarda. Zresztą tego właśnie wymaga koncertowy repertuar Blind Ego. Bo przecież zespół ten specjalizuje się w dynamicznej odmianie nowoczesnego (prog)metalu.

Element progresywności zapewniony jest przez zgrabną melodykę poszczególnych utworów, i to zarówno jeżeli chodzi o linie wokalne, jak i partie instrumentalne, z soczystymi solówkami Kalle Wallnera na czele. Pierwiastek metalowy to oczywiście same aranżacje i brzmienie. Blind Ego prezentuje się na żywo jak doskonale naoliwiona ciężka maszyneria, która funkcjonuje bezbłędnie i precyzyjnie, z polotem i finezją. W tej muzyce na każdym kroku słychać emocje, co świadczy o doskonałej chemii panującej wewnątrz zespołu. Wszyscy muzycy stanęli na wysokości zadania, ale szczególne słowa uznania należą się wokaliście Scottowi Balabanowi. Nie miał dotąd do czynienia z muzyką Blind Ego, a wyszedł z tej próby obronną ręką. Co więcej, okazał się świetnym frontmanem co widać i słychać, szczególnie podczas deszczowego show w Loreley, w trakcie którego lało niemiłosiernie.

Rzadko się zdarza, by zespół o tak wyraźnych progmetalowych inklinacjach koncentrował się nie na technicznej stronie tego gatunku, ale pilnował tego, by w jego grze słychać było włożone weń serce, uczucia, pozytywną energię oraz dobrą zabawę, jaką ze wspólnego koncertowania czerpią tworzący go muzycy. Podejrzewam, a moje podejrzenie graniczy z pewnością, że grupa Blind Ego nigdy nie brzmiała lepiej i nie grała w sposób równie przekonywujący jak na tym właśnie krążku. Polecam.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl