TNNE - Wonderland

Artur Chachlowski, TNNE - Wonderland

Choć nigdy ich popularność nie była wysoka, a kolejne płyty nie sprzedawały się w rekordowych ilościach, to można ich już chyba nazwać, jeżeli nie legendą, to na pewno weteranami progresywnego rocka. Funkcjonują (pod nazwą No Name) od początku lat 90. ubiegłego wieku (w tamtej dekadzie wydali 3 płyty) i od czasu do czasu przypominają się jakimś nowym albumem. Trzy lata po płycie „The Clock That Went Backwards” funkcjonująca teraz pod szyldem TNNE grupa powraca z nowym krążkiem. Z kilkoma drobnymi retuszami w składzie (pojawił się m.in. Claudio Cordero z grupy Cast) oraz wielkimi nadziejami na zaistnienie w szerszej świadomości fanów prog rocka Luksemburczycy przygotowali płytę nr 6 w swoim dorobku i nadali jej tytuł „Wonderland”.

Zamieścili na niej dziewięć premierowych utworów, którymi wpisują się w styl zakotwiczony w najlepszym dla neoprogu przełomie lat 80. i 90. Grają tak jakby czas się zatrzymał, jak gdyby w międzyczasie nie powstały te wszystkie prog metale, retro rocki, djenty i inne podgatunki, które tak często są obecnie inkorporowane w twórczości najwybitniejszych współczesnych twórców gatunku. Nawet produkcja wydaje się z premedytacją utrzymana w stylu, do którego przyzwyczaiły nas na swoich wczesnych płytach zespoły IQ, Aragon, Galahad, Pallas, Chandelier czy RPWL. Bogate brzmienia syntezatorów (warto podkreślić dobrą robotę, jaką wykonuje tu Alex Rukavina), efektowne gitarowe zagrywki (Claudio Cordero), a przede wszystkim ciepły i niemal aksamitnie miękki głos wokalisty Patricka Kiefera, którego angielszczyzna wyraźnie zdradza beneluksowe pochodzenie – to wszystko każe przysłuchiwać się muzyce grupy TNNE na jej nowej płycie ze sporym rozrzewnieniem.

Są na tym albumie momenty lepsze i gorsze. Skoncentrujmy się na tych lepszych. Moimi ulubionymi fragmentami tego wydawnictwa są utwory „Frozen In Time”, „Final Fantasy” (zwracam uwagę na świetną partię skrzypiec!), otwierający całość „My Childish Mind” oraz tytułowy „Wonderland”. Lecz każdy kto choć trochę ceni sobie muzykę spod znaku neoprogresywnego rocka i tak znajdzie na tym trwającym blisko godzinę krążku coś dla siebie. Dla jednych płyta ta zabrzmi zbyt archaicznie i całkowicie przewidywalnie, dla innych będzie miłym muzycznym powrotem do minionych lat. Warto posłuchać, bo dziś, pod koniec drugiej dekady XXI stulecia, już w sumie chyba nikt tak nie gra jak TNNE…

MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl