De Angelis, Marco - Next Station

Artur Chachlowski, De Angelis, Marco - Next Station

Dziś kilka słów o nowej płycie Marco De Angelisa. Nie, nie tego słynnego włoskiego producenta filmowego, a muzyka który od kilku lat działa z powodzeniem jako artysta solowy, autor tekstów, inżynier dźwięku i producent muzyczny. Nasi Czytelnicy zapewne pamiętają go dobrze z przedstawianej na naszych łamach i prezentowanej w audycji MLWZ jego poprzedniej płyty „The River – Both Sides Of The Story” z 2013 roku.

Marco De Angelis (rocznik 1962) rozpoczął swoją muzyczną podróż, gdy miał 10 lat; wtedy podobno po raz pierwszy zainteresował się muzykowaniem. Od tego czasu zdobył ogromne doświadczenie w dziedzinie instrumentów muzycznych, od akustycznych po sprzęt elektroniczny ostatniej generacji. Tworzył ścieżki dźwiękowe dla innych artystów oraz utworzył kilka własnych projektów. Jest uznanym aranżerem i producentem artystycznym licznych niezależnych artystów wydających swoje płyty we Włoszech, Wielkiej Brytanii i Ameryce Łacińskiej. Spędził prawie dwie dekady pracując jako niezależny inżynier dźwięku / producent dla kilku najważniejszych branżowych firm muzycznych we Włoszech. Posiada bogate doświadczenie w różnych mediach i środowiskach (studia nagrań, telewizja, teatr, koncerty na żywo). Jest jednym z niewielu włoskich muzyków grających na Chapman Sticku. Gra też na gitarze, basie i instrumentach klawiszowych. Jego główne zainteresowania muzyczne, a tym samym korzenie granej przez niego muzyki pochodzą z rockowej sceny późnych lat 60. i 70. Nic więc dziwnego, że jego solowy repertuar głęboko zanurzony jest w klimatach złotej ery progresywnego rocka i można wychwycić w nim rozległe inspiracje sięgające dorobku Pink Floyd, Yes, Genesis czy Marillion, by wymienić tylko pierwsze z brzegu przykłady. Tak właśnie było na wspomnianej płycie „The River – Both Sides Of The Story”, tak też jest w przypadku wydanej w ostatnich dniach minionego roku płyty zatytułowanej „Next Station”.

Na jej program składa się sześć muzycznych tematów skomponowanych, zaaranżowanych, wyprodukowanych i wykonanych przez naszego bohatera (lista instrumentów, na których gra na płycie „Next Station” jest imponująca. W książeczce czytamy: guitars, lap steel, Spanish laud, mandolin, Stick, bass, keyboards, percussions) przy instrumentalnej współpracy ze znanym włoskim perkusistą studyjnym Cristiano Micalazzim oraz wokalnym udziałem renomowanych i uznanych w progrockowym świecie wokalistów: Nada Sylvana (Steve Hackett Band, Agents of Mercy), Robbie Wyckoffa (Roger Waters Band) i Görana Edmana (Karmakanic, Yngwie Malmsteen). Ten skład osobowy oraz doświadczenie i talent Marco De Angelisa są gwarantem tego, że nie może to być płyta zła. I nie jest.

W postaci „Next Station” otrzymaliśmy blisko godzinną porcję przestrzennej, bogato aranżowanej, chwilami bardzo epickiej muzyki zagranej na niesamowicie wysokim poziomie. W programie albumu nie znajdziemy ani jednego słabszego punktu. Osobiście brakuje mi tylko większej mocy w finałowej kompozycji „Last Train” (jako jedynej w tym zestawie śpiewanej przez Görana Edmana), ale zamiast tego cały album kończy się nie z wykopem i na wysokim C, lecz raczej na liryczną nutę, co przecież nie jest w gruncie rzeczy złym rozwiązaniem. Przynajmniej kilka innych utworów to niezwykle mocne pozycje artockowego katalogu ostatnich miesięcy. Na pewno do tego grona zaliczyć można dwie epickie, kilkunastominutowe i wieloczęściowe kompozycje „A Proggy Night in London” (już sam tytuł zasługuje na wyróżnienie, ale warstwa muzyczna i wokalna interpretacja Sylvana – po prostu palce lizać!) oraz „tytułowa „Next Station” o wyraźnych pro-Yesowskich konotacjach (godne uwagi są tu rewelacyjne partie wokalne Robbie Wyckoffa oraz żeńskiego chórku Simona Rizzi – Cristiana Polegri). Wspaniale brzmią nieco krótsze utwory: „Back Again” i „Keep Going” (tu znowu wielkie brawa dla Nada Sylvana!), świetnie prezentuje się też okraszone cudownymi flażoletami, pełne żywiołowej energii nagranie „Freewill”, które we wspaniały sposób otwiera to wydawnictwo. Jak już wspomniałem, nie ma tu słabych momentów. Są za to liczne wyrafinowane ścieżki muzyczne, a także chwytające za serce melodie i teksty. Jest sentyment do minionych czasów i miejsc, jest niepowtarzalny klimat i jest przez cały czas unosząca się w powietrzu szlachetna progrockowa aura. W dodatku wszystko to wykonane jest przez De Angelisa i spółkę z zachowaniem własnego oryginalnego stylu, lecz także z należnym szacunkiem i hołdem dla klimatów znanych z płyt czołowych muzyków i zespołów progresywno-rockowego gatunku, którzy przed laty tworzyli jego historię.

Nie pozostaje nam nic innego, jak wsiąść do tego muzycznego pociągu, włączyć tę wspaniałą płytę i cieszyć się tą wyjątkową podróżą do sześciu muzycznych stacji.

MLWZ album na 15-lecie
MojaFabryka.pl