Aaron Clift Experiment, The - If All Goes Wrong

Artur Chachlowski, Aaron Clift Experiment, The - If All Goes Wrong

Czytelnicy MLWZ.PL powinni pamiętać Aarona Clifta z jego wydanej trzy lata temu płyty „Outer Light, Inner Darkness” (2015). Była ona bardzo przyjemnym progresywnym odkryciem tamtego roku. Nowy, trzeci już w dorobku The Aaron Clift Experiment (był jeszcze debiut - „Lonely Hills” z 2012r.), album zatytułowany „If All Goes Wrong”, to także udana pozycja płytowa. Długimi fragmentami – szczególnie tam, gdzie słychać melotrony i misternie budowana jest atmosfera a’la lata 70. – może ona spodobać się sympatykom muzyki spod znaku wczesnych produkcji King Crimson, Genesis, Rush, a nawet Queen.

Działający w amerykańskim Austin w stanie Texas zespół The Aaron Clift Experiment to praktycznie trio, które obok grającego na instrumentach klawiszowych i śpiewającego lidera, składa się z perkusisty Tima Smitha oraz gitarzysty Devina Northa. Na płycie ”If All Goes Wrong” wspomaga ich kilkunastu muzyków, w tym tercet smyczkowy (brzmienie smyczków w utworze „Absent Lovers” – palce lizać!), którzy zapewniają – przynajmniej w kilku utworach – symfoniczne i bardzo dojrzałe brzmienie. Do wyróżniających się kompozycji zaliczyłbym przede wszystkim nagranie tytułowe, które we wspaniały sposób zamyka podstawowy program tego albumu. Bardzo dobrze prezentuje się też wspomniany już utwór „Absent Lovers”, a także „Better Off Before” oraz marzycielskie, bardzo wysmakowane nagranie „Dream Within A Dream”. Nadspodziewanie dobrze wypada też umieszczony jako bonus akustyczny (fortepian + głos) „Back To The Water”.

Prawdopodobnie Aaron Clift nie jest najwybitniejszym wokalistą, ale ma niewątpliwy dar do pisania niezłych melodii oraz jest świetnym instrumentalistą (duże brawa za jego solo na fortepianie w „Savage In A Fancy Suit”). Większość nagrań na płycie pełnych jest fascynujących linii melodycznych, mistrzowskich popisów instrumentalnych i wciągających, szybko zapadających w pamięć motywów. Być może nie wszystkie utwory spodobają się progrockowym ortodoksom, być może za dużo tu chęci schlebiania popowej publiczności, ale w tym graniu czuć szczerość i słychać, że nic nie robi się po łebkach. To granie po całości. Szczere i uczciwe. Dobrze się tego słucha.

MLWZ album na 15-lecie