Rise, Talitha - An Abandoned Orchid House

Artur Chachlowski, Rise, Talitha - An Abandoned Orchid House

„An Abandoned Orchid House" to album będący kolekcją eterycznych, pełnych emocji, intymnych piosenek w wykonaniu pochodzącej z Sussex w Wielkiej Brytanii wokalistki i autorki tekstów Talithy Rise. Jej pełen wysmakowanej i marzycielskiej muzyki debiutancki krążek oprowadza słuchacza po muzycznych terytoriach, które w niezwykle uduchowiony sposób opowiadają o stracie, alienacji i nadziei.

Brytyjska artystka nie tylko ślicznie śpiewa, ale i potrafi pięknie opowiadać o swoich kompozycjach: "Myślę, że jest tyle różnych reakcji na muzykę, ile jest ludzi na świecie. Ale mam nadzieję, że ci, którzy usłyszą mój album będą wiedzieli, że nie są całkowicie osamotnieni i opuszczeni. Muzyka tyle razy uratowała mi życie, więc jeśli choć jedna osoba odkryje coś w niej dla siebie, to będę mieć poczucie dobrze wykonanej pracy. Będzie to dla mnie ogromnym sukcesem. Bardzo chciałam, żeby przy tej płycie ludzie czuli się tak, jak byśmy prowadzili ze sobą szczerą rozmowę”.

Nagrań dokonano w Bubble Studio w Sussex, gdzie nagrano wokal Talithy Rise oraz gitary, klawisze i różne nietypowe dla rocka instrumenty. Zagrał na nich perfekcyjnie współpracownik Talithy, Martyn Barker (pracował swego czasu wspólnie ze Shriekback, Robertem Plantem, Marianne Faithful i Billy Braggiem). Album zawiera także wiele innych gościnnych występów. Wymienię tylko kilka nazwisk muzyków, których można tu usłyszeć: Juldeh Camara (Robert Plant / Justin Adams / Real World - Gambian Riti), gitarzysta Peter Yates (Fields of the Nephilim), Arnulf Linder - wiolonczela i basista Rory McFarlane (Katie Melua).

Jak najkrócej i najprecyzyjniej opisać to, z czym spotkamy się na płycie „An Abandoned Orchid House”? To fascynujący album wypełniony spokojną i bardzo nastrojową muzyką. Album podnoszący na duchu, album, który mieni się żywymi emocjami, melodiami i prawdziwą pasją. Jest pełen niesamowitej melancholii, głębokich obrazów i nawiedzonej atmosfery. Warto spróbować i posłuchać tych dziesięciu znakomitych uduchowionych piosenek, z których dwie - „Orchid House” oraz „Bloodfox” - ukochałem sobie od pierwszego przesłuchania i od jakiegoś czasu nie mogę się od nich uwolnić. Zresztą, podobnie jak od całej płyty…

MLWZ album na 15-lecie