Fuchs - Leaving Home

Artur Chachlowski,

ImageNie przypuszczałem, że kiedykolwiek będę pisać o progrockowym przedsięwzięciu, którego głównym tematem będzie życie w nazistowskich Niemczech. A konkretnie okres obejmujący lata 1920-1945. Opowieść zatytułowana "Leaving Home" opisywana jest oczami współczesnego bohatera, którym jest autor płyty: Hansi Fuchs. Historia ma swój początek w momencie, kiedy jego babka Hildegarda spotyka młodego człowieka – późniejszego dziadka Hansiego. Wiek niewinności, miłości i nadziei po I wojnie światowej zostaje brutalnie zburzony przez przejęcie władzy przez nazistów, wybuch wojny, śmierć ojca Hansiego, długie noce spędzone w przeciwlotniczym bunkrze, a opowiadanie kończy się w chwili „wypędzenia” rodziny głównego bohatera ze Śląska w 1945 roku. W kończącym płytę, notabene najciekawszym z muzycznego punktu widzenia, tytułowym nagraniu, padają takie słowa:

„Only a suitcase made of cardboard was allowed

Standing in silence, waiting with the crowd

So many people there, where should we go

So many broken women, children and men”…

Słowa smutne i przejmujące. Ale taka jest historia. Smutna, przejmująca historia o złamanym życiu przez okrucieństwa II wojny i nowy polityczny porządek po jej zakończeniu. Wewnątrz książeczki możemy znaleźć liczne fotografie z tamtej epoki. Trochę dziwnie ogląda się młodzieńcze zdjęcia babki Hildegardy, ślubne fotografie rodziców głównego bohatera, sielankowe ujęcia dzieci na łące czy zdjęcia rodziny Fuchsów przed rodzinną piekarnią w otoczeniu fotografii mężczyzn pozujących do ujęć w mundurach Wermachtu i Luftwaffe.

Chciałbym uniknąć omawiania konspektu politycznego i zamykania go w okrągłym zdaniu: „a było nie zaczynać”, więc mając sporo sympatii dla Hansiego Fuchsa jako muzyka, spróbuję poprowadzić opis niniejszego albumu wyłącznie poprzez pryzmat zawartej na nim muzyki.

Ale zacznijmy od przedstawienia głównego bohatera i autora niniejszego albumu. Hansi Fuchs (czy jak się ostatnio podpisuje jako „dorosły” już artysta – Hans-Jürgen Fuchs) to niemiecki muzyk, kiedyś liderował grupie o nazwie Männer, która swego czasu zaprzyjaźniona była z popularnym przed laty włoskim Asgardem (w obie strony dokonywały się kilkakrotnie „transfery” muzyków, a kto uważnie studiował teksty utworów z płyt Asgardu „Imago Mundi” i „Drachenblut”, ten z łatwością odnalazł w nich szereg aluzji do tego niemieckiego zespołu), potem pomagał swojej żonie rozwinąć jej projekt muzyczny o nazwie Ines (żona „odwdzięczyła” się teraz mężowi wykonując przecudnej urody solo na syntezatorze w utworze „Life’s In Balance”). Z Männer wywodzi się wokalista Baggi Buchmann, który obok Hansiego Fuchsa i Andy Käfera prowadzi główne linie wokalne na płycie „Leaving Home”. Kogo jeszcze spotykamy na tym albumie? Godny odnotowania jest udział gitarzysty Andy Bartzika, który demonstruje wspaniałe sola w utworach „Symphony In Disguise”, „Darkness Is Strong”, a przede wszystkim w „Leaving Home”, jego kolegi po fachu Rafaela Sonntaga (mistrzowsko odegrana solówka w „Forgive Me”), a także wiolonczelisty Henrika Mumma, który tak pięknie ubarwił swoją grą utwory „These Golden Fields”, „Forgive Me” oraz „Leaving Home”.

No, a teraz już faktycznie o muzyce. Album „Leaving Home” zawiera dobre, świetnie zagrane i ciekawie zaaranżowane dźwięki. Cały koncept ułożony jest w zestaw 16 przystępnych w odbiorze utworów. Całość jest spójna, pełna powracających tematów („Such A State Of Affairs”) czy wieloczęściowych nagrań („The Last Days I”, „The Last Days II”). Stylistycznie muzyka wpisuje się w ramy neoprogresywnego rocka, z pewnym małym, acz istotnym zastrzeżeniem. Otóż, Fuchs i spółka grają muzykę z mnóstwem odniesień do twórczości Pink Floyd. Być może nie aż na taką skalę, jak na swoich wczesnych płytach robiła to inna niemiecka formacja, RPWL, ale ilekroć słucham albumu „Leaving Home” moje myśli biegną w stronę dwóch „gilmourowskich” płyt Pink Floyd: „A Momentary Lapse Of Reason” i „The Division Bell”. Od razu zaznaczę, że to coś więcej niż zwykłe skojarzenia, czy stylistyczne pokrewieństwa. Patrząc na to od drugiej strony, nie ma jednak podstaw do posądzania Fuchsa o plagiat. Nie, aż do tego stopnia źle nie jest. W ogóle nie jest źle. Bo pomijając ten cały kontrowersyjny aspekt koncepcyjny, muzyki na płycie „Leaving Home” słucha się bardzo dobrze. A długa to płyta. Trwa aż 75 minut. Ale nie nuży. W żadnym ze swoich 16 fragmentów. Choć są wśród nich utwory lepsze i trochę gorsze. Wśród tych pierwszych polecam zwrócić uwagę na „These Golden Fields”, „Life’s In Balance”, „Forgive Me”, „Isn’t Someone Coming Back?”, „Darkness Is Strong”, a nade wszystko na zamykające ten album nagranie tytułowe. Ilekroć go słucham… słyszę „High Hopes”. Podobieństwo jest uderzające. Ale to wcale nie przeszkadza. Wprost przeciwnie. Za sam ten utwór należą się Fuchsowi przeogromne brawa!

Ha, i jeszcze jedno… Dobrze, że ten koncept album dotyczący tak kontrowersyjnych spraw wykonywany jest w języku angielskim, a nie po niemiecku…

www.tempusfugit.de

MLWZ album na 15-lecie