Kaprekar's Constant - Fate Outsmarts Desire

Artur Chachlowski, Kaprekar's Constant - Fate Outsmarts Desire

Wiele lat temu, jeszcze w podstawówce, pani od polskiego powtarzała, że każde wypracowanie powinno mieć swój, wstęp, rozwinięcie tematu i zakończenie. Postaram się, by tak było z niniejszym tekstem. Bo tak właśnie jest z tą płytą. Posiada ona rewelacyjny wstęp (utwór „Hors D’Oeuvre”), świetnie rozwinięcie tematu (trzy kilkunastominutowe suity) oraz pompatyczne zakończenie (w postaci ponad 20-minutowej kompozycji „Houdini”, z której formie wisienki na torcie wykrojono jeszcze czterominutowy fragment, który zatytułowany jako „Call It A Memory” pilotuje ten album na singlu). Już na wstępie powiem, że to album niezwykły. Zachęcam, by zwrócić na niego uwagę, gdyż niedobrze by było, gdyby przegapili go miłośnicy wartościowej muzyki. A niestety może być o to łatwo, gdyż grupa Kaprekar’s Constant to przecież całkowicie nowe zjawisko na mapie progresywnego rocka.

No dobrze, wstęp już za nami. Teraz rozwinięcie tematu. Podzielę je na trzy rozdziały:

1. Nazwa zespołu. Kaprekar był hinduskim matematykiem, który w 1949 roku odkrył pewną ciekawą właściwość, sensu której – przyznaję to szczerze - nie pojmuję. Tzw. stała Kaprekara (Kaprekar’s constant) wynosi 6174 (zainteresowanych odsyłam do Wikipedii). Co z tego wynika w kontekście nazwy grupy? Chyba nic. Oprócz tego, że liderujący jej dwaj muzycy: Nick Jefferson (bg, g, k) oraz Al Nicholson (g, k) mają bardzo „matematyczne” (czytaj: niesamowicie precyzyjne) podejście do komponowanej przez siebie muzyki. Wszystko co słyszymy na płycie zatytułowanej „Fates Outsmarts Desire” idealnie się ze sobą zazębia, logicznie łączy się w większe formy muzyczne i poraża wręcz precyzją wykonania.

2. Muzycy. Oprócz dwóch wymienionych wyżej instrumentalistów w nagraniu albumu „Fates Outsmarts Desire” wzięło udział kilka znanych w rockowym świecie postaci. Za zestawem perkusyjnym zasiada były członek Level 42, Phil Gould. Na instrumentach klawiszowych gra Mike Westergaard, którego pamiętamy z działającej w latach 90. formacji The Blessing. Lecz najbardziej znany jest saksofonista Van Der Graaf Generator, David Jackson. W kilku utworach wokalnie udziela się jego córka, Dorie Jackson, a dla równowagi męskie wokale są udziałem Billa Jeffersona (partie śpiewane przez Dorie i Billa dzielą się na całej płycie mniej więcej po połowie). Jest w tym towarzystwie jeszcze jeden człowiek – aktor Paul Gunn, który w epickich suitach pełni rolę narratora.

3. Muzyka. Przechodzimy do najważniejszego. Z tego co mi wiadomo, w trakcie pracy nad albumem „Fate Outsmarts Desire” panowie Jefferson i Nicholson nie założyli sobie żadnych ram kompozycyjnych ani też żadnych sztywnych reguł, lecz ich osobiste preferencje, głównie w postaci dorobku Jethro Tull, wczesnego Genesis i VDGG, musiały znaleźć swoje odbicie w utworach wypełniających program płyty. W materiałach informacyjnych towarzyszących premierze albumu przeczytałem, że „melodyjna wrażliwość zespołu, epickie aranżacje oraz zamiłowanie do historycznych zdobyczy brytyjskiego prog rocka pozwala umieścić grupę Kaprekar’s Constant w najbliższym sąsiedztwie Big Big Train i wczesnego Genesis”. Wydaje mi się, że nie sposób trafniej oddać tego, z czym muzycznie mamy do czynienia na „Fate Outsmarts Desire”. Dodałbym do tego jeszcze wagę oszczędnych, a przy tym delikatnych, schowanych gdzieś w tle i tylko niekiedy pojawiających się na pierwszym planie saksofonowych dźwięków (David Jackson pojawia się w sumie w 3 spośród 6 utworów na płycie) oraz umiejętnie wykorzystywany wokalny damsko-męski dwugłos. Z czym jeszcze mamy do czynienia na tym albumie? Są tu trzy długie kompozycje („Houdini”, „Hallsands”. „Bluebird”) i sąsiadują one z trzema krótszymi nagraniami („Hors D’Oeuvre”, „Pearl Of The Lake”, Four-faced Liar”), dostrzegamy duży nacisk na ładne i zapadające w pamięć melodie, na szlachetne i wycyzelowane brzmienia, a epickie historie o urokach brytyjskich krajobrazów, o sennej atmosferze wyludnionych rybackich wiosek, opowiadające o biciu rekordu prędkości naziemnej przez Malcolma Campbella w 1920 roku w jego słynnym niebieskim bolidzie „blue bird” sprawiają, że jeszcze bardziej potęgują się skojarzenia z zespołem Big Big Train. Muzycznie brzmią one jakby wywodziły się z tej samej rodziny, co balladowe produkcje z płyt Johna Hacketta, Nicka Magnusa czy Tony’ego Pattersona.

Nieuchronnie nadchodzi czas na zakończenie. Na podsumowanie tego, co grupa Kaprekar’s Constant zaproponowała na swojej debiutanckiej płycie. Najkrócej jak można powiem tak: jest dobrze. A nawet bardzo dobrze. Przy nazwie zespołu stawiam gwiazdkę jako symbol wykonawcy, o którym trzeba pamiętać gdy będziemy wybierali najlepsze debiuty roku, a przy tytule płyty – zaznaczam duży plus jako znak wysokiej progrockowej jakości i wyraz uznania dla talentu muzyków tworzących skład grupy Kaprekar’s Constant.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl