RSC - Życie to teatr

Paweł Świrek, RSC - Życie to teatr

RSC to kawał historii polskiego rocka. Debiutancki longplay zespołu, często mylnie tytułowany jako „Fly Rock”, sprzedał się w ilości 800 000 egzemplarzy, co jest jednym z najlepszych wyników w historii polskiej fonografii. Drugi, nagrany w 1983 roku, album dopiero teraz ogląda światło dzienne dzięki firmie GAD Records. Wcześniej materiał ten ukazał się jedynie jako niskonakładowa kaseta wydana tuż po pierwszym albumie przez firmę Vega z numerem JG-008 (JG od inicjałów wydawcy: Jerzy Grzybowski). Wydawnictwo to nie ukazało się przez długie lata w żadnej innej formie, choć krążyły plotki o możliwości wydania go przez ‘Klub Płytowy Razem’, co, jak wiadomo, nie sprawdziło się. Tuż po pierwszym wydaniu debiutanckiego krążka RSC na płycie CD w 2004 roku zaistniała teoretycznie możliwość wydania tegoż materiału, lecz znowu informacja na ten temat okazała się być nieprawdziwa. Realne próby wydania tego albumu na kompaktowym krążku rozpoczęły się kilka lat później i dopiero teraz udało się doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca.

To tyle tytułem wstępu, a teraz o samej muzyce. Początek płyty może być swoistym szokiem – rozpoczyna ją elektroniczna, zdominowana przez syntezatory i stylizowana na new romantic, wersja utworu „Muzyka semaforów”. Poza tym, że tradycyjne instrumenty (skrzypce, gitara, bas) zostały całkowicie zastąpione przez klawisze, nieco zubożone w stosunku do wersji radiowej solo klawiszy zostało wrzucone pomiędzy pierwszą, a drugą zwrotkę, zaś solo gitarowe, które następowało po tym klawiszowym fragmencie w wersji radiowej zostało całkowicie zlikwidowane. Jedynie w ostatnich dźwiękach utworu pojawia się coś w rodzaju uderzania o struny gitary, bądź skrzypiec. Drugi utwór – „Wolny będziesz szedł” - w tej wersji brzmi raczej mało przekonywująco. Trochę za bardzo przypomina późniejszy Locomotiv GT i broni się jedynie dzięki partiom basu, które brzmią tak, jakby były grane na bezprogowej mutacji tegoż instrumentu. Na dopracowaną wersję (niestety z automatem perkusyjnym) przyszło czekać aż 10 lat (takowa została nagrana w nieco innym składzie na przekrojowym albumie pt. „Maraton rockowy”). Potem mamy „Maraton rockowy” – jeden z największych przebojów zespołu, do którego swego czasu został nawet nakręcony teledysk. Utwór w początkowych fragmentach zawiera wstawki z klasyki (naleciałość po szkołach muzycznych, do których wcześniej uczęszczali członkowie zespołu). „Dopóki jeszcze grasz” wydaje się być niejako protoplastą „Targowiska dusz”, głównie ze względu na trochę podobne rozwiązania melodyczne, a po nim znowu mamy coś z klasyki, czyli gitarową miniaturkę „Melancholia”. To dokonane przez Andrzeja Wiśniowskiego opracowanie jednej z kompozycji Napoleona Coste.

Po tym krótkim temacie pora na otwierający oryginalnie stronę B kasety utwór „W oczekiwaniu na nikogo”. Zachwyca on epickim brzmieniem oraz delikatnym walczykiem w końcowym fragmencie. „Nocny kurs”, znany także jako „Nocny kurs do Żołyni”, jest swoistą dedykacją dla perkusisty Michała Kochmańskiego. Tekst opowiada o kierowcy ciężarówki, zachwyca swym dynamizmem i uspokojeniem w części środkowej. W ogóle teksty autorstwa wokalisty Zbigniewa Działy są nie tylko celnymi obserwacjami szarej polskiej rzeczywistości początku lat 80., ale same w sobie stanowią pokaźny walor piosenek RSC. Wiele z nich powstało w czasie jazdy pociągiem relacji Jarosław – Rzeszów i z powrotem, a więc trasy, którą Działa regularnie przemierzał za swoich studenckich czasów. Kolejne dwie kompozycje ukazały się co prawda wcześniej na winylu, na wydanej przez Savitor (nr kat. SVT-003) składance „Na luzie” (obok nagrań takich sław, jak Lady Pank, Lombard, Maanam czy Urszula). Pierwsza z nich to tytułowa kompozycja tegoż wydawnictwa, czyli największy przebój grupy - „Życie to teatr”. Jest to piękna ballada z akustycznym wstępem i zakończeniem pełnym dramaturgii, której dopełniają pozostałe instrumenty. Po niej następuje bardziej dynamiczne nagranie „Fabryka snów”, którego tekst można określić jako doświadczenia z przeprowadzki (a może wyjazdu na studia?) z małej prowincjonalnej miejscowości do dużego miasta.

Firma GAD Records zadbała o to, by całości wydawnictwa dopełniły trzy dodatkowe utwory – alternatywne radiowe wersje zamieszczonych tutaj kompozycji. Jako pierwsza – nagrana ze skrzypcami „Muzyka semaforów”. Wersja ta wydaje się być bardziej żywa w stosunku do ociekającego elektroniką utworu z podstawowego albumu. Przede wszystkim słychać tu w pełni zespołowe granie (a nie tylko same klawisze + perkusja z dodatkiem wokalu). Radiowa wersja przeboju „Życie to teatr” bardziej przypomina wersję koncertową znaną z pamiętnego Rockowiska w Łodzi. Początkowy fragment tekstu śpiewany jest wielogłosowo. Brakuje wprawdzie wstawek fortepianowych, więcej jest za to brzmień syntezatorowych, zaś skrzypce stanowią tutaj świetny dodatek. Słychać je wyraźniej niż w wersji z płyty. A na koniec znajdujemy dość surowo brzmiącą radiową wersję „Fabryki snów”. I choć broni się ona znakomicie, to dają się w niej zauważyć drobne niedociągnięcia wokalne. Wszystkie te trzy nagrania radiowe mają jedną wspólną cechę: lepiej wyeksponowany wokal, czego brakowało na debiutanckim albumie, a także w niektórych miejscach tego ‘drugiego’ albumu też różnie z tym bywa. Mimo surowego brzmienia, wersje radiowe wydają się być bardziej selektywne, jeśli chodzi o instrumentarium (da się bez większych problemów rozróżnić brzmienie poszczególnych instrumentów – w wersjach studyjnych wielokrotnie zlewają się one w jedną paletę dźwięków).

Na koniec anegdota. Gitarzysta RSC, Andrzej Wiśniowski, zapytany kiedyś o genezę nazwy zespołu, zwykł odpowiadać tak: „Mój ojciec kiedyś wyczynowo trenował boks i z tej terminologii pochodzi właśnie RSC. Nazwa nie oznacza nic, nie ma podtekstu czy innych rozwinięć – choć wielu dziennikarzy próbowało ją interpretować po swojemu. Jedna z najciekawszych to…„Roosevelt Stalin Churchill””.

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl