Obiymy Doschu - Son

Artur Chachlowski, Obiymy Doschu - Son

Za sterami producenckimi Bruce Soord z grupy The Pineapple Thief. A w roli głównej znany z wydanej kilka lat temu płyty „Elehia” niesamowicie oryginalny ukraiński zespół o nazwie Obiymy Doschu (‘W objęciach deszczu’). Gra on unikatową mieszankę progresywnego rocka z rockiem neoklasycznym, neofolkiem i wplata w swoje brzmienie liczne elementy postrockowe oraz pierwiastki ukraińskiego folku. No i – co bardzo istotne - wykonuje swoje utwory w swoim ojczystym języku.

Zespół powstał w 2004 roku w Kijowie, po pięciu latach zadebiutował albumem "Elehia" wydanym przez wytwórnię MALS i od tego czasu poświęcił się pracy nad kolejnym ambitnym projektem zatytułowanym "Sen". Wreszcie po 8 latach, dopieszczony i dopracowany pod każdym względem materiał, ukazał się na płycie w listopadzie br.

O tym jak ambitne i skomplikowane jest to przedsięwzięcie świadczą liczby: w nagraniach wzięło udział 15 muzyków, w tym kwartet smyczkowy, 10 inżynierów dźwięku, zarejestrowane zostało ponad 200 godzin nagrań zrealizowanych w 7 różnych studiach nagraniowych, a na płycie znalazło się 11 utworów.  Wszystko to skoordynował mózg całego przedsięwzięcia – Vladimir Agafonkin, którego na płycie „Sen” słyszymy w roli wiodącego wokalisty oraz gitarzysty. Często jego wokal rozlega się w dwugłosie ze śpiewającą panią Olgą Skripovą, która dostała też na tej płycie swoje ‘5 minut’ (dokładnie to 7 i pół minuty) w postaci umieszczonego na samym końcu utworu „Anioł”. To właśnie Olga w pojedynkę prowadzi w nim główną linię wokalną.

Na program płyty składają się utwory dość niezwykłe i nietypowe dla rockowej stylistyki. Ale w efekcie stanowią one 72 minuty wielowarstwowej, bardzo złożonej, a przy tym urzekająco pięknej, poetyckiej muzyki opatrzonej bogatymi aranżacjami, z licznymi, bardzo często zachwycającymi wręcz orkiestrowymi wstawkami. Smyczkowych klimatów jest na tym albumie naprawdę sporo. Niekiedy to właśnie spotęgowane brzmienie kwartetu wydaje się wręcz prowadzić główne linie melodyczne i być osnową, w którą wpisują się inne, typowo rockowe instrumenty. Wszystko tutaj zagrane jest jednak z wyczuciem. Nie ma przesytu, nie ma przepychu. Jest za to bogactwo brzmienia i, co warte podkreślenia, ta długa, bo trwająca prawie 73 minuty, płyta prezentuje się niezwykle spójnie i harmonicznie. To misterna i piekielnie precyzyjnie skonstruowana muzyczna robota, która nie tylko brzmi wybornie, lecz długimi chwilami (zwracam uwagę na utwory „Ostannya Myt”, „Razom”, „Zemle Moya Myla” czy „Nazustrich Tyshi”) prezentuje się wręcz zachwycająco.

Jak już wspomniałem, album został zmiksowany przez brytyjskiego muzyka i producenta dźwięku, doskonale znanego w świecie progresywnego rocka, Bruce’a Soorda. Wydaje się, że jego osoba, a przede wszystkim jego artystyczna wrażliwość, pasuje wręcz idealnie do stylu muzyki zespołu Obiymy Doschu. Nic dziwnego więc, że w produkcjach Agafonkina i spółki z łatwością wychwycić można wpływy dokonań popularnego Złodzieja Ananasów, a także grup Anathema, Riverside iTesseract.

MLWZ album na 15-lecie