Simon, Alan - Excalibur IV-The Dark Age Of The Dragon

Artur Chachlowski, Simon, Alan - Excalibur IV-The Dark Age Of The Dragon

Jak wskazuje tytuł, a właściwie rzymska cyfra znajdująca się w tytule, jest to czwarta część celtyckiej rock opery skomponowanej przez Alana Simona. „Excalibur” to epicka produkcja pełna symfonicznych orkiestracji i gościnnego udziału potężnej liczby artystów znanych z wielu legendarnych grup, jak Jethro Tull (Martin Barre), Saga (Michael Sadler), Uriah Heep Bernie Shaw), Curved Air (Sonja Kristina), Clannad (Moya Brennan), Supertramp (John Helliwell, Jesse Siebenberg). Wokalistów i muzyków biorących udział w nagrywaniu tej płyty jest co niemiara i aby wymienić nazwiska ich wszystkich pewnie brakłoby tutaj miejsca.

Na płycie „Excalibur IV – The Dark Age Of The Dragon” znajdujemy siedemdziesiąt dwie minuty muzyki podzielonej na dziewiętnaście różnych i różnorodnych, trwających po kilka minut kompozycji, które opowiadają historię losów bohatera Arturiańskich legend - czarodzieja Merlina. Merlinowi udaje się pozbyć klątwy Morgany – przyrodniej siostry Króla Artura – i w odwecie rzuca swoje zaklęcie na cały świat, ożywiając potężnego smoka…

Co ciekawe, prócz kilku instrumentalnych tematów, większość utworów ma charakter niezależnych piosenek, jako że nie łączą się one ze sobą ani dźwiękowo, ani konstrukcyjnie.  Właściwie można wręcz powiedzieć, że „Excalibur IV – The Dark Age Of The Dragon” to kompilacja pojedynczych, dość zróżnicowanych stylistycznie i w sumie nieskomplikowanych utworów utrzymanych w stylu melodyjnego rocka. Utworów, które jak na przykład „Alone” i „I Will Be Forever” śpiewane przez Michaela Sadlera, „I’m Not The Only One” w wykonaniu Jesse Siebenberga, „There’s Someone” Siobhan Owen czy „You Don’t Know”, w której w głównej roli wokalnej występuje sam kompozytor całości, momentalnie zapadają w pamięć i potrafią skutecznie zachwycić swoim naturalnym czarem..

Słuchacze szukający bardziej złożonego, czy też epickiego brzmienia większego kalibru będą musieli rozglądnąć się gdzie indziej. Jeśli jednak krótkie i nieźle skonstruowane piosenki z bogatymi melodyjnymi orkiestracjami są tym co lubicie najbardziej, to nowy album Alana Simona powinien koniecznie znaleźć sobie miejsce w Waszym odtwarzaczu.

Najciekawszym jest jednak to, że Alan Simon z niesamowicie rozbudowaną produkcją sceniczną „Excalibura” (śpiewacy, tancerze, duża orkiestra) ruszył przed rokiem w europejską trasę koncertową i wyprzedanymi do ostatniego miejsca koncertami udowodnił, że na taką muzykę i tego rodzaju przedsięwzięcia wciąż istnieje niemały popyt. Mało tego, niniejszy album z rzymską czwórką w tytule to płyta, której pierwotnie miało nie być. „Excalibur” w początkowym założeniu miał być bowiem płytową trylogią, ale status złotych i platynowych płyt, jakie osiągnęły jej wcześniejsze części (w ich realizacji wzięli udział m.in. John Wetton, Jon Anderson, Roger Hodgson, Justin Hayward, Zucchero i Maddy Prior), skłoniły autora do stworzenia swoistego muzycznego sequelu. Skądinąd również bardzo dobrego.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że album „Excalibur IV – The Dark Age Of The Dragon” jest także skazany na sukces komercyjny.

MLWZ album na 15-lecie