Banks, Tony - 5

Artur Chachlowski, Banks, Tony - 5

Wiem, że sylwetki oraz dorobku tego wspaniałego artysty nie ma sensu na naszych łamach nikomu przypominać. Ale okazja ku temu jest. 23 lutego ukazała się nowa płyta firmowana przez keyboardzistę grupy Genesis, Tony’ego Banksa, zatytułowana „5”. Podkreślmy, płyta całkowicie inna niż można się było spodziewać…

Tony Banks – muzyczny filar, założyciel i współtwórca sukcesów grupy Genesis. Jeden z dwóch (obok Mike’a Rutherforda) muzyków, którzy w zespole tym działali nieprzerwalnie od czasów Charterhouse aż po dzisiaj… No właśnie, czy do dzisiaj? Wszak od ponad 10 lat, z wielu, często obiektywnych, względów, grupa Genesis pozostaje w uśpieniu, ale to właśnie Tony Banks najczęściej wypowiada się o możliwym, bardzo wyczekiwanym przez fanów, muzycznym powrocie tej legendarnej formacji.

Paradoksalnie, autorowi najpiękniejszych utworów w dorobku Genesis nigdy nie udało się przebić do świadomości szerokiej publiczności jako artysta solowy. Gdzież mu do popularności Hacketta, zespołu Rutherforda, Mike+The Mechanics, nie wspominając już o solowych megasukcesach Petera Gabriela czy Phila Collinsa?... Ma on wprawdzie w swoim dorobku kilka niezłych solowych płyt (od pamiętnego „A Curious Feeling” (1979) aż po wydany w 1996 r. „Strictly Inc.”), ma także kilka epizodów związanych z muzyką filmową, m.in. do filmów „Krzyk”, „Quicksilver” czy „The Wicked Lady”. I właśnie, pracując w 1983 roku nad tym z ostatnich wymienionych soundtracków, po raz pierwszy podjął próbę pracy z orkiestrą symfoniczną. Jak sam wielokrotnie wypowiadał się w wywiadach, w muzyce klasycznej zawsze upatrywał on źródło muzycznej wolności, które dodaje głębi i naturalnej ewolucji jego muzycznym zainteresowaniom.

XXI wiek, a więc czas totalnej hibernacji działalności macierzystej grupy Banksa, to już okres, w którym artysta postawił wyłącznie na orkiestrową muzykę symfoniczną. W 2004 roku ukazała się płyta „Seven – A Suite For Orchestra” nagrana z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną, a osiem lat później „Six – Pieces For Orchestra”. Tytuły tych albumów mówią same za siebie. Nie mają nic wspólnego z prog rockiem, ani też nawet z najszerzej rozumianą muzyką rockową. Podobnie jest z najnowszym albumem Banksa, tym razem lakonicznie zatytułowanym „5”. Jest on zbiorem pięciu kompozycji nagranych ze znaną na całym świecie Czeską Narodową Orkiestrą Symfoniczną. Album został wyprodukowany przez renomowanego dyrygenta Nicka Ingmana, nagrano go w Angel Studio w Londynie oraz w studiu nagraniowym w Pradze. Sam Tony Banks, zastrzegając sobie pełną kontrolę artystyczną nad procesem twórczym, ograniczył się jedynie do nagrania partii fortepianu. I od razu podkreślmy to jasno: to wcale nie fortepian jest na tej płycie w centrum uwagi. W centrum uwagi jest muzyka. Orkiestrowa symfoniczna muzyka Tony’ego Banksa.

Geneza dźwięków, które słyszymy na płycie „5”, wzięła się z dzieła przygotowywanego na 70. rocznicę Cheltenham Music Festival. W lipcu 2014 roku Banks otrzymał od dyrektora artystycznego festiwalu, Meuriga Bowena, zlecenie napisania okolicznościowego utworu i wybrał na niego piętnastominutową kompozycję złożoną z krótkich fragmentów, nad którymi pracował wówczas w swoim domowym studiu. Opracował ją, jak zawsze, w sposób niezwykle precyzyjny, i została ona zaprezentowana w Cheltenham pod tytułem „Arpregg". Teraz, po ponownym opracowaniu, już z nowym tytułem - "Prelude To A Million Years” - stała się utworem otwierającym album „5”.

Oprócz „Prelude To A Million Years”, jak łatwo się domyślić, na płycie „5” znaleźć można jeszcze cztery inne kompozycje napisane przez Banksa i wykonane przez orkiestrę symfoniczną: „Reveille” (gdy ktoś tego bardzo chce, może dosłuchać się w niej pewnych motywów ze słynnego genesisowskiego „Carpet Crawlers”), „Ebb And Flow” (posiada niesamowity motyw, który moim zdaniem mógłby śmiało być ozdobą każdej kompozycji firmowanej jako… Genesis), przepiękną „Autumn Sonata” oraz „Renaissance” (materiały promocyjne dołączone do płyty „5” wspominają, że w utworze tym Banks wykorzystał nigdy wcześniej niepublikowaną muzykę skomponowaną w przeszłości dla potrzeb Genesis. Tony… stanowczo zaprzeczył temu w jednym z niedawnych wywiadów). We wszystkich utworach na „5” Tony Banks jawi się - jak zawsze zresztą - jako prawdziwy kompozytor-wizjoner, geniusz muzyki ilustracyjnej i prawdziwy mistrz matematycznej wręcz precyzji kompozycyjnej. Nie dziwmy się więc, że cały album „5” zawiera muzykę będącą głosem sonicznej elegancji i jest jednym wielkim pokazem mistrzowskiej klasy oraz wciąż niesamowicie wysokiej formy artystycznej Tony’ego.

Pół wieku temu Tony Banks wraz z grupą Genesis rozpoczynał swoją drogę artystyczną jako pionier brytyjskiego symfonicznego rocka. Teraz, już po raz trzeci, podejmuje próbę zaprezentowania się jako kompozytor muzyki klasycznej. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale wydaje mi się, że to próba udana pod każdym względem. Tony jest od lat synonimem nieograniczonego talentu, niezwykłej muzycznej wrażliwości i imponującego, jak się okazuje, bardzo eklektycznego katalogu muzyki. Płyta „5” nie różni się więc zasadniczo od tego, czego na obecnym etapie jego muzycznych zainteresowań można było spodziewać się po tym artyście. Znajdujemy na niej mnóstwo oszałamiającego, sugestywnego, pięknie zaaranżowanego i ponadczasowego piękna. I dlatego zasługuje ona na uwagę nie tylko koneserów muzyki klasycznej, ale i wielbicieli progrockowej sfery twórczości naszego bohatera. Jestem pewien, że przy odrobinie dobrej woli, spędzą oni w trakcie słuchania „5” mnóstwo fascynujących chwil. Warto podjąć ten wysiłek, i nawet gdy słucha się na co dzień wyłącznie muzyki rockowej, sięgnąć po to wydawnictwo. Ten album jest tego wart.

Podobno Tony pracuje już nad nowym orkiestrowym dziełem, którego tytuł, zgodnie z prawami logiki, będzie brzmieć „Four”. Ma to być czteroczęściowa klasyczna symfonia i ma ona podobno ujrzeć światło dzienne w niedalekiej, choć jeszcze niesprecyzowanej dokładnie, przeszłości. Osobiście chciałbym jednak, by premiera tego symfonicznego albumu Banksa przesunęła się nieco w czasie. Chciałbym, by najbliższe lata upłynęły Mistrzowi nad pracą nad reaktywacją – czy to koncertową, czy też (jeszcze lepiej!) płytową – grupy Genesis. Podobno nie jest to wcale niemożliwe. Całkiem niedawno sam Tony wspomniał nawet o tym publicznie… Tym bardziej, że równo za rok przypada 50. rocznica płytowego debiutu Genesis. Może by tak coś z tej okazji?...

MLWZ album na 15-lecie