Pandora - Ten Years Like In A Magic Dream...

Artur Chachlowski, Pandora - Ten Years Like In A Magic Dream...

Odnoszę wrażenie, że włoska grupa Pandora pozostaje kompletnie nieznana polskiej publiczności. A niesłusznie, bowiem ten grający więcej niż interesującą muzykę zespół ma w swoim dorobku już trzy płyty długogrające. Niedawno ukazała się czwarta – „Ten Years Like In A Magic Dream…”, którą to Pandora celebruje 10-lecie swojej działalności.

Nie jest to typowy album retrospektywny, ani nie jest to też zestaw nagrań znanych już z wcześniejszych albumów. Zawiera on trzy tematyczne sekcje, których zawartość mówi wiele o inspiracjach, które niczym latarnie na drodze przyświecają artystycznej ścieżce, jaką wybrali muzycy tworzący grupę Pandora. Corrado Grappeggia (v, k), Beppe Colombo (k) i jego syn Claudio Colombo (dr, bg, g) od samego początku swojej działalności wpisują się w ramy „włoskiej szkoły progresywnego rocka”, której częścią składową zawsze były bogate i dojrzałe brzmienia oparte na dźwiękach organów Hammonda i melodyjnych partiach gitar. Dziś to niemal już kultowe zjawisko wciąż ma kilku czynnych reprezentantów pamiętających złote czasy tego stylu (zespoły Premiata Forneria Marconi i Banco Del Mutuo Soccorso przypominają się od czasu do czasu okolicznościowymi wydawnictwami), ale też i młodszych twórców, którzy – tak jak Pandora – świetnie wpisują się swoją muzyką w ten będący fenomenem na skalę światową nurt.

Wracając do płyty „Ten Years Like In A Magic Dream…” i jej trzech sekcji, to na pierwszą, zatytułowaną „Fragments Of The Present”, składają się nagrane na nowo cztery utwory, po raz pierwszy w dziesięcioletniej historii grupy zaśpiewane w języku angielskim. Wśród zaproszonych gości znajdujemy w nich m.in. Andreę Bestino. Dla niewtajemniczonych drobne wyjaśnienie: to skrzypek grup Rondo Veneziano i Castello di Atlante. W nagraniach tych słychać wyraźne wpływy twórczości klasyków progresywnego rocka, nie tylko zresztą reprezentantów jego ‘włoskiej szkoły’. Więcej o tym napiszę za chwilę.

Sekcja druga, opatrzona tytułem „Temporal Transition”, to własna interpretacja legendarnej kompozycji grupy Banco z 1979 roku pt. „Canto di Primavera” z gościnnym udziałem trzech legend prog rocka: Davida Jacksona, Vittorio Nocenziego oraz basisty formacji Castello di Atlante, Dino Fiore. Utwór ten jest hołdem zespołu dla nieżyjących już Francesco Di Giacomo (zmarły w 2010 roku wokalista Banco) i Rodolfo Maltese (zmarły w 2015r. gitarzysta Banco), a w jego nagraniu wzięła udział nowa członkini grupy Pandora – śpiewająca pani Ermoni Viruet. Ciekawostką jest, że w utworze tym wykorzystano nagraną w 1999 roku zapowiedź Di Giacomo pewnego scenicznego występu duetu Colombo – Grappeggia, będącego w tamtym czasie zalążkiem grupy Pandora.

„Nie chcieliśmy nagrywać zwykłego albumu z coverami, lecz pragnęliśmy w jakiś sposób oddać hołd najważniejszym twórcom rocka progresywnego, na muzyce których się wychowaliśmy” – mówi lider Pandory, Corrado Grappeggia. I dodaje jeszcze: „Po niedawnym odejściu z tego świata tak ważnych dla nas twórców, jak Keith Emerson, Greg Lake, Francesco Di Giacomo czy Chris Squire, poczuliśmy, że najlepsze co możemy zrobić to uhonorować ich pamięć nagrywając ich kompozycje, które wywarły wpływ na nasze życie”. Zgodnie z tymi słowami sekcja nr 3 niniejszej płyty (zatytułowana jest ona „Fragments Of The Past”) zawiera cztery ‘progrockowe evergreeny” wspaniale zinterpretowane przez członków grupy Pandora: „Second Home By The Sea” (Genesis), „Man Of A Thousand Faces” (Marillion), „Ritual” (Yes) oraz „Lucky Man” (ELP). W każdą z nich włoscy muzycy włożyli nie tylko serce i duszę, ale sporo jeszcze od siebie dodali merytorycznie, czyniąc z każdego z tych nagrań zdecydowanie coś więcej niż zwykły, „odegrany wprost” cover. Na przykład w pierwszym z wyżej wymienionych słyszymy nie tylko interpretację instrumentalnej części słynnego „Domku nad brzegiem morza”, ale umiejętnie włączone weń wstawki z innych utworów Genesis („The Brazilian”, „Los Endos” i… kilku innych). Zresztą w zakończeniu jednego z oryginalnych nagrań Pandory zatytułowanego „Turin 03.02.1974” (tego dnia grupa Genesis koncertowała w tym mieście w ramach trasy „Selling England By The Pound”), znajdujemy inteligentnie nawiązanie, a nawet cytat, z fragmentu kompozycji „Supper’s Ready”. Świadczy to niewątpliwie o tym, że w sercach członków Pandory grupa Genesis zajmuje szczególne miejsce. I słychać to na tej płycie od pierwszej do ostatniej minuty.

Formuła muzyki tej bardzo ciekawie prezentującej się włoskiej formacji zawiera wszystkie najważniejsze wyznaczniki włoskiej szkoły progresywnego rocka: złożone, wielowątkowe struktury kompozycyjne, barokowe aranżacje, dominację brzmień instrumentów klawiszowych i imponująco spisującą się sekcję rytmiczną. Dochodzi do tego ta niepowtarzalna, ciepła, typowo włoska melodyka. „Ten Years Like In A Magic Dream…” to dobra płyta. Rzecz godna uwagi każdego fana progresywnej muzyki. A nazwa ‘Pandora’ do obowiązkowego zapamiętania!

MLWZ album na 15-lecie
JooWeb.pl