Lunatic Soul - Under The Fragmented Sky

Artur Chachlowski, Lunatic Soul - Under The Fragmented Sky

Są płyty, które nie wymagają zbędnych rekomendacji. Nawet jeżeli trwają niewiele dłużej niż pół godziny i reklamowane są jako suplement do wydanego kilka miesięcy wcześniej bardzo dobrze przyjętego albumu. Ale aby tak było, autor takiego wydawnictwa musi być artystą nietuzinkowym i niezwyczajnym. Ba, musi być artystą wielkiej klasy.

Takim jest Mariusz Duda i taką płytą jest najnowszy krążek jego solowego projektu Lunatic Soul. Gdy latem ubiegłego roku Mariusz kończył pracę nad albumem „Fractured” wiedział już, że będzie miał on swój ciąg dalszy. Pierwotnie miał powstać minialbum dopełniający tamto wydawnictwo, ale szybko okazało się, że praca nad kilkoma odłożonymi pomysłami wciągnęła go tak bardzo, że ostateczne do rąk trafia nam pełnowymiarowa – choć, jako się rzekło – krótka płyta zatytułowana „Under The Fragmented Sky”.

Mariusz Duda: „Początkowo myślałem tylko o wydaniu maksisingla do „A Thousand Shards of Heaven” z kilkoma dodatkowymi utworami, ale tak ładnie mi się to wszystko rozrastało w studiu, że skończyło się na ponad 36 minutach zupełnie nowych dźwięków. Dźwięków, które nie absorbują̨, nie kaleczą, nie zmuszają̨ do bolesnych refleksji, a stają się̨ raczej przedłużeniem myśli, ścieżką dźwiękową̨ danego momentu, danej chwili. Poprzedni album miał wyrzucać́ człowieka przez szybę̨. "Under The Fragmented Sky” już takiej potrzeby nie ma”.

„Under The Fragmented Sky” to muzyczna podróż z bardzo subtelną elektroniką i eksperymentami wokalnymi, niezwykle spójna, i na pewno dużo bliższa klimatom znanym z wcześniejszych płyt Mariusza. W rzeczy samej, na płycie zdecydowanie dominują klawiszowo-elektroniczne brzmienia. Spotykamy tu liczne zapętlone sekwencje, transowe loopy, choć są pod tym względem także wyjątki, jak na przykład oparta na brzmieniu akustycznej gitary ledwie 90-sekundowa perełka pt. „Sorrow” czy bajkowo śliczne tytułowe nagranie, w którym znajdujemy jedne z najpiękniejszych pod względem melodycznym pięć minut muzyki w całym dorobku Lunatic Soul. Ten właśnie fragment oraz mocno napakowany transowym brzmieniem, prawie ośmiominutowy utwór „The Art Of Repairing”, są najmocniejszymi punktami tej – było nie było – bardzo równej pod względem brzmieniowym płyty.

Jest ona w przeważającej mierze instrumentalna, ale w jej programie pojawiają się dwie piosenki – tytułowa „Under The Fragmented Sky” oraz „Untamed”. W kilku innych tematach pojawiają się wokalizy. Jednak to, co zachwyca najbardziej to fakt, że płyta jest bardzo spójna. Jest też intymna, nastrojowa, wyciszona i filmowa, a w efekcie… bardzo „lunatikowa” w swoim ogólnym wyrazie. Mariusz zagrał na niej wszystkie dźwięki praktycznie w pojedynkę. O pomoc poprosił jedynie Wawrzyńca Dramowicza, który swoją grą na perkusji ubarwił jeden utwór („Untamed”).

Warto jeszcze nadmienić, że w tym roku Lunatic Soul kończy 10 lat (jak ten czas leci!). Najnowsze wydawnictwo jest więc swego rodzaju podsumowaniem pierwszej dekady solowej kariery lidera Riverside. Dodajmy, podsumowaniem udanym i to pod każdym względem.

MLWZ album na 15-lecie