Subsignal - La Muerta

Artur Chachlowski, Subsignal - La Muerta

Od wydania poprzedniej płyty minęły dwa lata i oto grupa Subsignal powraca ze swoim kolejnym albumem. Przypomnijmy, zespół ten powstał na zgliszczach formacji Sieges Even (to z niego wywodzi się kompozytorski duet Markus Steffen – gitary / Arno Menses – wokal) i zdążył dorobić się już pięciu płyt długogrających, którymi wyrobił sobie opinię grupy balansującej na pograniczu pop i prog rocka. Najnowszy krążek wydaje się chyba jeszcze odważniejszym krokiem w stronę stylistyki pop, gdyż „La Muerta” zawiera bardzo przystępny, melodyjny i łatwo wpadający w ucho materiał muzyczny. Taki, że - jak to zwykło się mówić – z powodzeniem można byłoby go słuchać w niedzielne popołudnie u cioci na imieninach.

Nie piszę tego ze złośliwością, bo efekt końcowy jest zgoła znakomity. Nie wiem czy to lżejsze i bardziej przystępne muzykowanie, które słyszymy na płycie „La Muerta”, nie jest wynikiem tego, że za sterami producenckimi zasiedli panowie Yogi Lang i Kalle Wallner z grupy RPWL. Obaj zresztą wykonali sporo partii instrumentalnych, które ubogacają, a przede wszystkim urozmaicają brzmienie Subsignal. Zresztą wpływ na to miał także pianista RPWL, Markus Jehle, który zagrał na fortepianie w kończącym płytę bardzo spokojnym, wręcz nokturnowym utworze „Some Kind Of Drowning”. W tym niesamowicie emocjonalnym nagraniu razem z Arno Mensesem zaśpiewała Marjana Semkina z grupy Iamthemorning. Wspomniany utwór (zasadniczo słyszymy w nim tylko fortepian i śpiew obojga wokalistów) jest całkowicie inny niż cała reszta materiału, który wypełnia program płyty „La Muerta”. No, może w podobnej kategorii można jeszcze umieścić zagraną na akustycznej gitarze instrumentalną miniaturkę „Teardrops Will Dry In Source Of Origin”, która niczym słynne genesisowskie „Horizons” dzieli ten album na dwie części.

Cała reszta to dynamiczne, nasączone pozytywną energią granie – jako się rzekło – zawieszone na granicy pop i melodyjnego prog rocka. Zespół zdecydowanie postawił na przejrzystość produkcji i prostotę kompozycyjną. Spore zdziwienie mogą budzić dwa przebojowe hity, które buchają pozytywną energią: tytułowy „La Muerta” oraz „Even Though The Stars Don’t Shine”. Oba posiadają w sobie ogromny potencjał przebojowości i prawdopodobnie gdyby komercyjnych radiostacji nie odstraszała łatka „progresywności”, która już dawno przylgnęła do grupy Subsignal, stałyby się one wakacyjnymi hitami nuconymi pod każdą szerokością geograficzną. A może jeszcze się nimi staną? Poczekamy, zobaczymy… Z całego serca życzę tego temu kwintetowi. Tym bardziej, że kilkoma pozostałymi utworami, które znalazłem w programie płyty „La Muerta” niemieccy muzycy skradli me serce. Stało się to w przypadku chyba najbardziej (neo)progresywnej piosenki na płycie – „The Passage” (jako jedyna na płycie przekracza rozmiar 5 minut), odrobinę coldplayowsko brzmiącego nagrania „The Bells Of Lyonesse” (uwaga! wpadający w ucho stadionowy refren!) oraz kolejnego niesamowicie chwytliwego kawałka „Every Able Hand”.

Nowy album grupy Subsignal zawiera muzykę, która może się podobać. Jest w niej coś lekkiego, ulotnego, zagranego z naturalną swobodą i błyskiem, a przy tym tak niesamowicie naturalnego i pełnego wielowarstwowej perfekcji, wobec której nie sposób przejść obojętnie. Obecny skład (obok Arno Mensesa i Steffena Markusa mamy w nim Ralfa Schwagera (bg), Markusa Maichela (k) i Dirka Branda (dr)) już od dłuższego czasu pozostaje niezmienny, więc nic dziwnego, że zespół okrzepł i chyba nigdy nie brzmiał lepiej niż teraz. Na „La Muerta” Subsignal radykalnie zerwał z „metalowymi” tendencjami, które można było spotkać na poprzednich płytach. Jednoznacznie za to postawił na siłę piosenkowości oraz potęgę przebojowości swojego materiału. Fani Asii, twórczości Johna Wettona, a chwilami nawet grupy The Cars będą z pewnością zadowoleni. Ja już jestem!

 

www.gentleartofmusic.com        

MLWZ album na 15-lecie