Cross, David - Crossing The Tracks

Artur Chachlowski, Cross, David - Crossing The Tracks

Doskonale znany rockowy skrzypek David Cross (najlepiej kojarzymy go chyba z pracy w King Crimson w latach 70. oraz z obfitującej w ciekawe wydawnictwa kariery solowej – niedawno prezentowaliśmy na naszych łamach jego wspólne z Davidem Jacksonem dzieło zatytułowane „Another Day”) przedstawia kolekcję nowych studyjnych nagrań utrzymanych w różnorodnym stylu i w często zmieniających się nastrojach. W dodatku nagrane z plejadą znakomitych wokalistek, wśród których znajdujemy m.in. Sonję Kraushofer z L'Ame Immortelle, Anne-Marie Hurst ze Skeletal Family, uznaną izraelską piosenkarkę Ofrę Hazę oraz Evę O. z zespołu Christian Death.

Ale na płycie zatytułowanej „Crossing The Tracks” znajdujemy także sporo instrumentalnych utworów, w których prawdziwy talent wykonawczy Crossa lśni niczym najbardziej okazały klejnot.

„Crossing The Tracks” to trochę inny album niż wszystkie inne w dotychczasowym dorobku Crossa. Tym razem wcielił się on w rolę wykonawcy, a właściwie interpretatora, gdyż to nie on jest kompozytorem muzyki zamieszczonej na tym krążku. Utwory wypełniające program płyty „Crossing The Tracks” zostały zaproponowane mu przez producenta Jürgena Englera (wśród nich znajdujemy m.in. słynną Cohenowską „Hallelujah”), który dał mu wolną rękę co do aranżacji, interpretacji oraz sposobu wykonania.

„Była to dla mnie niezwykła sytuacja, ponieważ generalnie uważam siebie za kompozytora, a nie wykonawcę. Choć często zdarza mi się współpracować z innymi muzykami, to wcale nie byłem pewien czy dobrze wejdę w rolę „muzyka sesyjnego”. Jednak poczucie całkowitej wolności artystycznej, jakie zapewnił mi Jürgen, oraz całkowicie nowe w mojej karierze muzyczne wyzwanie były zbyt silne, by nie skorzystać z tej szansy. Polubiłem taką pracę. Po prostu musiałem zagrać na skrzypcach i podążać za instynktem, pozostawiając trudne decyzje dotyczące produkcji Jürgenowi” – wspomina Cross.

Cross tchnął w otrzymaną do nagrania muzykę ducha swojej twórczości, co uczyniło z materiału zamieszczonego na „Crossing The Tracks” bardzo plastyczną i niezwykle oryginalną płytę. Cross pozostał wiernym istniejącym już kompozycjom i nie naginając naturalnych zdolności interpretacyjnych śpiewających pań (stąd wziął się zapewne orientalny charakter niektórych utworów na płycie), umiejętnie wpłynął na muzykę, dodając od siebie linie melodyczne, smyczkowe aranżacje oraz niezliczone, a przy tym niezwykle efektowne partie solowe. Wyszedł z tego efekt wręcz znakomity. W postaci „Crossing The Tracks” otrzymaliśmy bowiem rockowy, a długimi chwilami wręcz jazzrockowy album z piosenkami o bardzo ambitnym zabarwieniu. I stało się to pomimo tego, że w nagraniach wzięły udział wokalistki niekonieczne kojarzone z tego rodzaju stylistyką. A może stało się tak właśnie dlatego, że David Cross tak umiejętnie pokierował ich pracą?

MLWZ album na 15-lecie