Sleep In Heads - On The Air

Artur Chachlowski, Sleep In Heads - On The Air

Już drugi raz na przestrzeni kilku miesięcy zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony płytą, która dotarła z Ukrainy. Po zdecydowanie niedocenionym, acz świetnym, albumie „Son” grupy Obyimy Doschu od kilku dni słucham albumu „On The Air” innej ukraińskiej formacji, Sleep In Heads. Zaskakujące jest ile dobrej progrockowej muzyki dociera do nas od wschodnich sąsiadów. Nie chciałbym jednak obu tych wydawnictw wrzucać do jednego wora, gdyż są to przecież dwie bardzo różne płyty. Obie bardzo dobre, ale różne. Pierwsza zasadnicza różnica polega na tym, że Sleep In Heads wykonuje swe utwory w języku angielskim. A druga, że na czele tej formacji stoi pani. Nazywa się ona Sonya Yarovaya, niedawno skończyła 29 lat i obdarzona jest wręcz anielskim głosem. Co zresztą doskonale słychać już w pierwszym, otwierającym płytę „On The Air”, niezwykle atmosferycznym utworze „Pacyfying”. Reszta nagrań na tym krążku już zdecydowanie zahacza o progmetalowe terytoria. Stąd kolejne zaskoczenie: jak tak delikatny głos może tak dobrze brzmieć w tym ciężkim repertuarze? A może. Bo wokal Sonyi lśni na tej płycie niczym prawdziwy klejnot. To zdecydowanie największy skarb zespołu Sleep In Heads.

W ogóle, jak na progmetalowców, skład grupy Sleep In Heads jest dość mocno sfeminizowany. Na skrzypcach gra kolejna pani – Natalia Dzizinska, a oprócz niej panowie: Fann Manerny (bas), Serj Thorzhevskiy (gitara) oraz Roman (perkusja). No właśnie, skrzypce… Instrument ten nie tylko umiejętnie funkcjonuje w tym całym progmetalowym stylu, ale niezmiernie ciekawie kreuje przestrzeń i niepowtarzalny klimat, w jakich utrzymane są poszczególne kompozycje. A jest ich na płycie „On The Air” sześć. Nie da się ukryć, że zespół Sleep In Heads posiada jakiś niesamowity patent na melodie. Wspomniany „Pacyfying” jest tego najlepszym przykładem. W pełnym wirujących i budujących ciężki nastrój riffów "Vagrant" też ani na chwilę nie zapomina się o melodiach i brzmieniowej przestrzeni, którą tworzą atmosferyczne dźwięki dobywające się z gitar i ze skrzypiec. Kończące płytę nagranie "Secret Shelter" zaczyna się od oszałamiającej melodii zagranej na fortepianie, która rozbudowuje się w miarę rozwoju muzycznej akcji i znajduje ujście w efektownym, gęstym od fenomenalnych dźwięków, punkcie kulminacyjnym na samym końcu płyty. Jest tu jeszcze więcej równie udanych mariaży melodyjności z ciężkimi czy nawet brutalnymi brzmieniami. To trochę jak godzenie ognia z wodą. Pełen pozornych brzmieniowych przeciwności utwór „Blue Fear” jest tego wręcz książkowym przykładem. Soniczne przeciwności łączą się tu w zaskakująco udaną jedność. Zresztą praktycznie każda kompozycja na płycie to rzecz pod każdym względem udana, przemyślana i dopracowana do najmniejszego szczegółu. Także pod względem lirycznym.

Wokalistka i autorka tekstów Sonya komentuje to tak: "Tytuł albumu doskonale odzwierciedla jego koncepcję – opowiada on o życiu tu i teraz, życiu wypełnionym wszelkiego rodzaju emocjami, wydarzeniami, nastrojami, jak… piosenka na antenie, jak ulubiony przebój, który słyszysz w radio. Każdy utwór zachęca do tego, aby nie pozwolić sobie na odizolowanie, ale by być otwartym i szczerym. Żyj i otaczaj się marzeniami, ale rób to tak, aby nie zniszczyć tej ważnej równowagi pomiędzy twoją świadomością a światem zewnętrznym”.

„On The Air” to piękna, choć chwilami naprawdę ciężko brzmiąca płyta, której każdy fan metalu powinien uważnie wysłuchać. Gwarantuję, że podczas słuchania można przenieść się do innego, mistycznego świata. Warto jednak podkreślić, że muzyka grana przez Sleep In Heads to nie żaden ekstremalny doom/death metal, a raczej mieści się ona w tej odmianie metalowej stylistyki, w którą wpisują się zespoły Opeth, Porcupine Tree, The Gathering, Katatonia, Anekdoten czy wczesna Anathema.

MLWZ album na 15-lecie