Emmerhoff & The Melancholy Babies - Circle Six

Artur Chachlowski, Emmerhoff & The Melancholy Babies - Circle Six

Przedstawiam dzisiaj kolejny norweski (tak, znowu norweski!) zespół pochodzący z… Bergen (tak, z Bergen; niektórzy progrockowi ortodoksi twierdzą, że to prawdziwa muzyczna stolica Kraju Wikingów). 11 maja br. wytwórnia Apollon Records wypuści na rynek album zatytułowany „Circle Six” firmowany jako Emmerhoff & The Melancholy Babies. Emmerhoff to Gunnar Emmerhoff – wokalista i lider tej formacji, The Melancholy Babies – to piątka wspomagających go muzyków: Inge Rypdal, Iver Sandøy, Einride Torvik, Arild Vikane i Jørgen Træen, a „Circle Six”, zgodnie ze swoim tytułem, jest ich szóstym, ciekawym, a przy tym bardzo nieprzewidywalnym, studyjnym albumem.

Dlaczego nieprzewidywalnym? Co sprawia, że ​​Emmerhoff i spółka brzmią tak nieprzewidywalnie? No cóż, ich piosenki są bardzo oryginalne, z niesamowitą ilością niestandardowych zmian akordów i wielką zmiennością dynamiki. Swobodnie przemieszczają się pomiędzy stylami i gatunkami, swoją grą to hipnotyzują, to usypiają odbiorcę, to wodzą go na nierozpoznane wcześniej muzyczne terytoria, by po chwili uderzyć mocniejszym akordem i przenieść go do zupełnie innego muzycznego świata. Lecz ani przez moment, począwszy od pierwszych akordów rozpoczynających pierwszy utwór na płycie, „Boreas”, aż po finałowe dźwięki zamykającego ten album nagrania „Sleepwalker”, nie przestają brzmieć po prostu świetnie.

Od płytowego debiutu "Viva Revenge" (1999) minęło już sporo czasu, można więc powiedzieć, że nasi dzisiejsi bohaterowi tworzą zespół już nie tylko pełnoletni, co bardzo dojrzały i świadomy kierunku, w którym podąża. A jest nim indie rock z mocnymi wpływami alternatywy, psychodelii, kraut rocka, bombastycznych i pompatycznych klimatów rocka lat 70., a nawet jazz rocka. No i jest jeszcze jedna cecha charakterystyczna norweskiego zespołu: to duże poczucie melodyki. Fajnie słucha się praktycznie wszystkich ośmiu kompozycji wypełniających program „Circle Six”. Wszystko to sprawia, że Emmerhoff & The Melancholy Babies, aczkolwiek wciąż pozostaje grupą niszową, to ich muzyka jawi się jako melodyczny, dynamiczny i charyzmatyczny rock - czasem cichy, czasem monumentalny, lecz zawsze intensywny i zawsze gotowy, by czymś ciekawym totalnie zaskoczyć lub przynajmniej najnormalniej w świecie zainteresować odbiorcę.

Co tu jeszcze mamy? Krystalicznie czysty i selektywny dźwięk oraz przestrzenne brzmienia. Nic dziwnego, wszak album "Circle Six" został wyprodukowany, nagrany, zmiksowany i zmasterowany w słynnym Duper, Solslottet & Lydgrotten Studios w Bergen pod koniec ubiegłego roku.

Aż sam się dziwię, że do tej pory nie słyszeliśmy jeszcze o tej grupie w naszym kraju nad Wisłą. Zastanawiam się też ile jeszcze odkryjemy tak oryginalnie brzmiących muzycznych skarbów z Norwegii?...

MLWZ album na 15-lecie