Buenos Agres - Buenos Agres EP

Andrzej Barwicki,

ImageZespół Buenos Agres powstał w 2011 roku w Bielsku-Białej. Wtedy też rozpoczął krystalizować się skład grupy, który tworzyli wtedy Tymoteusz Wejwoda, Tomasz Wojtusiak (obaj gitary), a za perkusją zasiadł Andrzej Obuchowski. To trio powiększyło się o basistę Łukasza Pajora i grającego na instrumentach klawiszowych Grzegorza Całusa. Za mikrofonem stanęła Anna Mysłajek. Przed nagraniem debiutanckiego materiału zespół opuścił Tymoteusz i nie był to koniec zawirowań personalnych. Pajor i Całus również opuścili zespół. Dołączyli natomiast do niego grający na basie Rafał Wieja, Łukasz Pocha (DJ) oraz Szymon Dębowski - gitara.

W połowie czerwca ubiegłego roku Buenos Agres nagrali swoją pierwszą małą płytkę. Ta trwająca dwa kwadranse EP-ka zawiera pięć, dość zróżnicowanych brzmieniem i klimatem, kompozycji. Rozpoczyna ją utwór „Run”, który od razu przypadł mi do gustu ze względu na nastrojowe dźwięki klawiszy i uduchowiony wokal Ani. Wyraźnie słyszany tu automat perkusyjny jakoś mi nie przeszkadza, choć nie ukrywam, że bardziej cenię sobie jeśli to człowiek wybija rytmy. Zakończenie utworu jest bardziej energiczne za sprawą soczystych gitarowych riffów Tomka. Pulsująca, stonowana do pewnego momentu muzyka finiszuje mocniejszym rytmem. Ładnie to sobie ułożyli.

Następne nagranie, „Do S. (EKG)”, wykonane jest po polsku. Po takiej dawce dobrego rockowego grania na pewno niejednemu słuchaczowi podniesie się tętno, co oczywiście nie jest szkodliwe, jeśli występuje z umiarem... Progresywne w swym brzmieniu, a zarazem przebojowe jest to nagranie. Warto zwrócić uwagę wsłuchując się tą kompozycję na jego wokalną stronę. Ania to bardzo mocne ogniwo zespołu.

Kolejne nagranie to „For Me”. Gitara rozpoczyna ten kawałek, zaraz dołącza się delikatny wokal, a następnie pojawiają się elektroniczne dźwięki.  Ten klimat burzy momentami ostre gitarowe granie. Nie zaburza ono jednak znakomitego rytmu zmierzając do efektownego zakończenia przy dźwiękach klawiszy w formie pętli z początku nagrania.

Czwartym utworem – „Time For Change” – wykonanym z gościnnym udziałem Łukasza Kalinowskiego muzycy Buenos Agres kompletnie mnie zaskoczyli. Nie jestem fanem rapu i dlatego jakoś mi tu nie pasuje ten kawałek w tym zestawie. Ale może jest to kwestia gustu i odblokowania się wewnątrz? Definitywnie jednak nie przekreślam tego rapującego numeru, bo niewątpliwie ma w sobie coś.

Kończące debiutancki krążek nagranie nosi tytuł „Tu i teraz”. Zespół powraca w nim do takich harmonijnych aranżacji, które zawsze przyciągają mnie jak magnes do głośnika i to na bardzo długie chwile. Ładne partie gitar, świetnie współpracująca ze sobą sekcja rytmiczna, zmienne tempo, efektowne klawisze i niesamowity głos Ani… Te składniki zapewne staną się niedługo, o ile już nie są, rozpoznawalną wizytówką Buenos Agres. Świetny utwór na zakończenie. Oj, ten zespół ma przed sobą przyszłość!…

Uważam, że jest to bardzo ciekawy debiut pokazujący jak zespół Buenos Agres umiejętnie potrafi przekształcić przeróżne wpływy, które zwiera jego muzyka, i zaprezentować je po swojemu i to z jak najlepszej strony instrumentalnej, tekstowej i wokalnej. W tej muzyce słychać radość tworzenia, swobodę techniczną i praktycznie nieograniczoną niczym wyobraźnię artystyczną. Co więcej, Buenos Agres gra taką muzykę, że na długo pozostawia ona ślad w postaci jednej, drugiej, trzeciej kompozycji. A to już wystarczy, aby zapamiętać nazwę zespołu i uważnie wsłuchiwać się w ich ciekawe kompozycje.  Życzę tej młodej grupie dużo szczęścia w realizacji kolejnych muzycznych planów i czekam na pełnowymiarową płytę, na której znajdę tak ładnie skomponowane i zrealizowane nagrania, jak to ma miejsce na tej debiutanckiej EP-ce.      

MLWZ album na 15-lecie