Clearlight - Impressionist Symphony

Artur Chachlowski,

ImageClearlight to legendarny francuski zespół, na czele którego od samego początku jego działalności stoi Cyrille Verdeaux (w 1975 roku ukazał się jego pierwszy album opatrzony tytułem „Clearlight”, od którego nazwę wzięła kierowana przez niego grupa). Artysta ten zwykł zapraszać na swoje kolejne płyty śmietankę francuskiego (i nie tylko) rocka. Nie inaczej jest na wydanej na początku roku płycie „Impressionist Symphony”. Słyszymy na niej członków grup Gong, The Muffins, Spirits Burning, a konkretnie Steve’a Hillage’a, Tima Blake’a, Didiera Malherbe, Paula Searsa, Dona Falcone, Lindę Cushmę, Craiga Fry’a, Remy Trana, Chrisa Kovaxa i Vincenta Thomasa-Penny.

„Impressionist Symphony” to artystyczna wizja Cyrille’a Verdeaux na temat malarstwa impresjonistycznego. Zainspirowany francuską szkołą impresjonizmu, postanowił zilustrować muzyczne emocje, które towarzyszyły mu przy oglądaniu dzieł Degasa, Pissaro, Moneta, Lautreca i innych mistrzów. Całość ubrał w 8 instrumentalnych historii, którym nadał przewrotne tytuły. „Time Is Monet”, „Lautrec Too Loose” czy „Van Gogh 3rd Ear” – to tylko niektóre z nich, które świadczą o sporym luzie i poczuciu humoru naszego bohatera. Bezpośrednią inspiracją dla stworzenia tego impresjonistycznego dzieła była dla Verdeaux wypowiedź ambasadora Francji w Brazylii, gdzie po jednym z koncertów na Festiwalu 21 Czerwca, określił on jego styl „muzycznym malarstwem impresjonistycznym”. Te słowa niewątpliwego uznania stały się dlań motorem dla przygotowań do oddania hołdu impresjonistom.

Albumem tym Verdeaux dołączył do kompozytorów pokroju Ravela, Satie czy Debussy’ego, których zawsze łączono z francuską szkołą impresjonizmu. W progresywno-symfonicznych, na wskroś rockowych dźwiękach, które słyszymy na niniejszej płycie, wyraźnie słychać inspirację zaczerpniętą z twórczości tych mistrzów, a po zmrużeniu powiek, wsłuchując się w ten album oczyma wyobraźni dostrzec można mnóstwo zmysłowych i ulotnych momentów cechujących dzieła wybitnych malarzy. Ta potrzeba „chwytania uciekających chwil” i pokazania subiektywności ludzkiej percepcji ma swoje odbicie w muzyce Cyrille’a Verdeaux. Sprawia on, że słuchając tego albumu nieważne stają sie pojedyncze dźwięki, nie ma znaczenia co słyszymy, ale jak słyszymy. I jak wpływa to na naszą osobowość.

Piękny, ciepły, nastrojowy to album. Z muzyką, przy której się odpoczywa. Z muzyką, która nie męczy.
MLWZ album na 15-lecie