Engineers - Always Returning

Przemysław Stochmal,

ImageOkładkę niejednej bliskiej sercom fanów progrocka płyty zdobi logo Kscope - wytwórni skupiającej pod sobą coraz większe rzesze przedstawicieli ekstraklasy współczesnego rocka progresywnego. Jednak nieco gdzieś na uboczu, w cieniu takich nazw, jak choćby No-Man, Anathema czy The Pineapple Thief, egzystują sobie pod tym samym szyldem formacje młode, jeszcze niezbyt znane, choć z płyty na płytę prezentujące coraz bardziej intrygujące dźwięki. Jedną z takich grup stanowią pochodzący z Londynu Engineers.

Najnowszy, czwarty już album formacji, zatytułowany „Always Returning”, zdradza wyjątkową zdolność jego twórców do kreowania impresjonistycznego wręcz nastroju. Post-rockowy kurs muzyki Engineers wciąż jest tu zachowany, jednak pewne elementy, z tendencją do zbliżania się w kierunkach industrialnych, zostały złagodzone. Tym samym powstała płyta bardzo jednorodna stylistycznie, ale dzięki swoim specyficznym rozwiązaniom brzmieniowym i umiejętnie generowanemu nastrojowi zupełnie nie przytłaczająca. Wręcz przeciwnie: wiele tu przestrzeni, powietrza, i to nie tylko za sprawą inteligentnie zinterpretowanej spuścizny Pink Floyd czy Tangerine Dream, umiejętnie poprowadzonych i trafnie zaaranżowanych modułów instrumentalnych, w których zgrabnie balansuje się akcenty akustyczne i elektroniczne. Również i dzięki specyficznemu, eterycznemu brzmieniu damsko-męskiego duetu wokalnego, który sam w sobie może i przedstawia się zbyt błogo, ale traktowany jako instrumentalny czynnik wpływa znacząco i korzystnie na ogół brzmienia.

Eteryczność i subtelność proponowanej przez Engineers muzyki sprawia wrażenie, jakby tok trwania albumu, którego odsłuchu najkorzystniej jest nie dzielić na części, stanowił odzwierciedlenie, czy raczej udźwiękowienie pewnej wyimaginowanej, może sennej podróży, nieco poza światem, nieco poza świadomością. „Always Returning” to muzyka wygodna zarówno w pełnym z nią obcowaniu, jak i wygodna, gdy przygrywa sobie gdzieś tle. Kto wie, czy z podobnego założenia nie wyszli również i Inżynierowie tych dźwięków, wszak na dodatkowym dysku (podobny zabieg zastosowano przy poprzednim albumie) umieszczono wszystkie utwory zupełnie pozbawione słów, tym samym materiał przeznaczony do autonomicznej ekspozycji zdecydowanie zbliżając do roli akompaniamentu, całkiem zresztą satysfakcjonującego.  

MLWZ album na 15-lecie