Galahad - Sleepers (20th anniversary reedition)

Artur Chachlowski,

ImagePrzeglądam właśnie archiwa Małego Leksykonu i w dziale z recenzjami nie widzę omówienia drugiej (nie liczę albumu „In A Moment Of Complete Madness”, bo powstał on w nieco innych okolicznościach niż reszta płyt grupy Galahad) płyty w dorobku Galahadu. A przecież to dla mnie, także z osobistego punktu widzenia, niezwykle ważne wydawnictwo. Jesienią 1993 roku, kiedy goszcząc Stuarta Nicholsona w Polsce (nigdy nie zapomnę naszej wyprawy na Kasprowy Wierch w śniegu po kolana, spływu przełomem Dunajca, przejmującej wizyty w obozie Auschwitz, koncertu Closterkeller na warszawskiej Agrykoli, jam sessions z grupami Albion i Collage, rozmów na żywo w radiowej Trójce i w studiu Radia Kraków, wspólnych wieczorów aż do rana spędzonych na dyskusjach o muzyce, filmie i życiu w warszawskim mieszkaniu Tomka Beksińskiego) po raz pierwszy słyszałem śpiewane przez niego wstępne partie wokalne, właściwie szkice melodii, które dopiero później miały znaleźć się na płycie, która wówczas powstawała (szczególnie zapadł mi w pamięć „gregoriański” zaśpiew, który pojawił się potem na „Sleepers” we wstępie do utworu „Before, After And Beyond”). Gdy z kolei dwa lata później po raz pierwszy miałem okazję odwiedzić Stu w jego domu w Ferndown nieopodal Bournemouth w południowej Anglii, zbliżała się właśnie premiera albumu „Sleepers”. Byłem wtedy jednym z pierwszych niezaangażowanych w nagrania ludzi, którzy mogli trzymać w ręku gotowy egzemplarz wciąż niewydanej jeszcze płyty.

Nie było dotąd okazji, by na portalu MLWZ.PL opisać zawartość tego albumu, ale idealnym pretekstem do powrotu do tego wydawnictwa stała się reedycja „Sleepers” dokonana przez poznańską firmę Oskar Productions w 20. rocznicę premiery albumu, która przypadła w przeddzień dwóch tegorocznych koncertów Galahad w naszym kraju.

Szata graficzna pozostała wierna oryginałowi, choć pamiętajmy, że pierwotnie „Sleepers” ukazał się w plastikowym pudełeczku, a nie jak teraz (i na wcześniejszym wznowieniu z 2005 roku) w tekturowym digipaku. Nagrania zostały poddane nowemu masteringowi, a zrobił to niezrównany Karl Groom, którego znamy głównie jako gitarzystę grupy Threshold. Dzięki temu wszystkie utwory zyskały nowy szlif, a cala płyta brzmi bardziej przestrzennie i – co jest jej teraz największą zaletą w stosunku do pierwotnej wersji – została nagrana zdecydowanie głośniej, przez co nabrała dodatkowej dynamiki.

A sam repertuar? Dla tych wszystkich którzy są posiadaczami oryginału, mam dobrą, a zarazem złą wiadomość. Dobrą, bo do programu albumu dołożono dodatkowo, oprócz znanej już, chociażby z japońskiego wydania „Sleepers”, kompozycji „Suffering In Silence”, całkowicie nową wersję utworu „Pictures Of Bliss”. A że ta nowa wersja to prawdziwe cudeńko, stąd i zła wiadomość: warto, a właściwie trzeba obowiązkowo wysupłać trochę grosza na tegoroczne wznowienie albumu „Sleepers”. Albumu, który pod wieloma względami okazał się przełomowym dla grupy Galahad. 20 lat temu, po sukcesie debiutanckiego „Nothing Is Written”, zespół udowodnił, że posiada mnóstwo ciekawych i, co ważne, nowatorskich pomysłów muzycznych, że nie stoi w miejscu i że w skuteczny sposób ominął szerokim łukiem „syndrom drugiej płyty”, który tak często dopada młodych twórców. Nie zapominajmy, że w chwili powstawania płyty „Sleepers” członkowie zespołu mieli zaledwie po dwadzieścia kilka lat. A wyszedł im album niezwykle udany, dojrzały, będący sporym krokiem do przodu w stosunku do bardzo dobrego przecież płytowego debiutu. Na siłę i moc repertuaru wypełniającego program płyty „Sleepers” złożyły się długie, rozbudowane i wielowątkowe kompozycje „Sleepers”, „Excorcising Demons”, „Live And Learn” oraz „Amaranth” (szkoda, że obecnie Galahad tak niechętnie wraca szczególnie do tej ostatniej kompozycji), pełne niesamowicie pozytywnej energii „Before, After And Beyond”, przesycone mistyczną epiką „Middleground”, żartobliwy, a zarazem niezwykle melodyjny „Dentist Song” (pomysł na to nagranie zrodził się w głowie Nicholsona podczas trwającej kilka godzin wizyty w gabinecie dentystycznym), liryczne miniaturki „Pictures Of Bliss” oraz „Julie Anne” (ta druga to historia dziewczyny z okładki, której notabene cały album jest dedykowany. Przypomnijmy, zdjęcie przedstawia twarz nieżyjącej dziewczyny, której tożsamości nie udało się ustalić do dzisiaj).

„Sleepers” to z jednej strony niezwykła melodyjność i bezpretensjonalny urok wszystkich, bez wyjątku, kompozycji, a z drugiej – dojrzałość i udane próby wpisania oryginalnych pomysłów zespołu w klasyczne ramy progresywno-rockowego gatunku. To bardzo dobra płyta, przemyślana, świetnie skonstruowana, a przy okazji wyważona i nagrana z zachowaniem niezbędnej stylistycznej równowagi. Z nieograniczoną liczbą świetnych pomysłów, niepozwalająca na dłuższy moment nieuwagi, zapraszająca każdym swoim dźwiękiem, każdą pojedynczą nutą do wybrania się z Galahadem w pełną fascynujących przygód muzyczną podróż. Jeszcze nie tak napakowana samplami jak obecne oblicze muzyki Galahadu (choć środkowa część „Amaranth” może świadczyć o nieśmiało rodzącej się już wtedy idei na nowe brzmienie zespołu, czego przejawem był następny album, „Following Ghosts” z 1999 roku), jeszcze nie tak mocno wkraczająca w krainę ciężkich dźwięków, będących wyróżnikiem współczesnego Galahadowego soundu, ale jakże piękna i wspaniała. Płyta – marzenie… Równie dobra, dziś jak 20 lat temu.

Przypomnijmy na koniec kto wtedy, w latach 1993-1994, uczestniczył w jej nagrywaniu: Stuart Nicholson – śpiew, Roy Keyworth – gitary, Karl Garrett – instrumenty klawiszowe, Spencer Luckman – perkusja oraz nieżyjący już niestety basista Neil Pepper. 

MLWZ album na 15-lecie