Syndone - Eros & Thanatos

Artur Chachlowski,

ImageLosy włoskiej grupy Syndone śledzimy w MLWZ od około pięciu lat. Mniej więcej wtedy doszło do reaktywacji tej powołanej do życia w 1989 roku przez kompozytora i pianistę Nika Comoglio, formacji. Od tego czasu ukazały się trzy płyty długogrające („La Bella E La Bestia” w 2012 i „Odysseas” w 2014 roku), a ta najnowsza – „Eros & Thanatos - której koncept oparty jest na motywach „Pieśni na pieśniami” Króla Salomona zaczerpniętej z księgi Starego Testamentu ujrzała światło dzienne w marcu br.. Zgodnie z tytułem historia opowiadana na płycie dzieje się za sprawą dwóch bogów, którzy od zarania dziejów zapisywali się w sercach i umysłach ludzkości: Eros i Thanatos. Bóg duchowej miłości i bóg śmierci. Każdy z nich odciska swój ślad na uczuciach i sposobie postrzegania świata przez człowieka.

„Eros & Thanatos” to album niezwykły. Fascynujący. Z przejmującą i pełną rozmachu instrumentalizacją. Zespół Syndone rozrósł się na nim do sekstetu, mnóstwo jest na nim epickich orkiestracji, nasycony jest dźwiękami dobywającymi się z melotronu, wibrafonu i organów Hammonda. Mnóstwo też na nim wspaniałej wokalistyki. Ogromnym atutem grupy jest wokalista Riccardo Ruggeri. Obdarzony wielooktawowym głosem, posługujący się nim z pełną afektacji, teatralną manierą, potrafiący śpiewać zarówno rzeczy karkołomne, jak i proste liryczne pieśni, przypomina mi swoją ekspresją Freddy’ego Mercury’ego. Odczucie to potęgują zwiewne linie melodyczne, którym często towarzyszą fortepianowe - w stylu grupy Queen – brzmienia. Ruggeri śpiewa po włosku, co niewątpliwie nadaje muzyce granej przez Syndone stosownej nobliwości. Często sięga po techniki operowe, a także wplata w poszczególne utwory elementy muzyki orientalnej, wrzucając od czasu do czasu kilka wersów śpiewanych w językach hebrajskim i arabskim.Na płycie „Eros & Thanatos” spotykamy też znakomitych gości. Przypomnijmy, że na poprzednim albumie grupie Syndone towarzyszyli perkusista Marco Minnemann i grający na flecie John Hackett. Tym razem słyszymy tu innego flecistę – Raya Thomasa z legendarnej grupy The Moody Blues. No i jest jeszcze Gwiazda Największa: sam wielki Steve Hackett, który porywającym gitarowym solo upiększa finałową kompozycję „Sotto un cielo di fuoco” („Pod ognistym niebem” – przyp. ACh). A solóweczka w jego wykonaniu - po prostu miodzio!

„Eros & Thanatos” to album godny uwagi każdego fana progresywnego rocka. Nie ma na nim rozwiązań oczywistych, nie ma banalnych melodii, nie ma nietrafionych kompozycji. Nie ma, bo być takich nie może, gdyż płytą tą grupa Syndone nawiązuje do najlepszych tradycji włoskiej szkoły symfonicznego rocka lat 70. Gdyby tak przymknąć oczy i popuścić wodze wyobraźni, to przeniesiemy się w czasie do złotych czasów tamtej epoki. Płyta pięknieje z każdą upływającą minutą, z każdym kolejnym rozpoczynającym się utworem. Nieśmiałe dźwięki skrzypiec rozrastają się w kwartety smyczkowe, a te z kolei stają się potężnymi orkiestrami. Niewinne fortepianowe brzmienia ewoluują w melotronowe ściany dźwięku potęgowane fantastycznymi partiami gitar, których punktem kulminacyjnym i ukoronowaniem jest wspomniane wcześniej solo w wykonaniu Steve’a Hacketta w finale płyty.

Czy pamiętacie stare, dobre płyty zespołów New Trolls, Le Orme, PFM i Banco Del Mutuo Sorccorso? Zapewniam Was, że emocji i pozytywnych wrażeń podobnego kalibru nie zabraknie, gdy posłuchacie najnowszego albumu grupy Syndone, do czego gorąco Was wszystkich zachęcam.

www.altrock.it

MLWZ album na 15-lecie