Jethro Tull - Aqualung Live

Artur Chachlowski,
ImageLider formacji Jethro Tull, Ian Anderson często uważany jest za rockowego minstrela, dziwaka i ekscentryka. Na taki wizerunek pracował przez długie lata swoich występów na scenie. Ale warto pamiętać, że równocześnie jest on niesamowicie wrażliwym, niezwykle uzdolnionym artystą, który uwielbia zaskakiwać swoich fanów. Po niedawno  zrealizowanej we współpracy z muzykami Neue Philharmonie Frankfurt Orchestra płycie „Ian Anderson Plays The Orchestral Jethro Tull” przyszedł czas na kolejny zaskakujący projekt. Na odtworzenie i nagranie najsłynniejszej płyty w dyskografii Jethro Tull pt. „Aqualung”  w wersji live.

Specjalny, jeden jedyny koncert, na którym grupa Jethro Tull wykonała od początku do końca program albumu „Aqualung” miał miejsce w listopadzie ubiegłego roku, ale historia tego nagrania nie była prosta. Nie odbyło się ono ot, tak w zwykły i banalny sposób. Początkowo Ian bardzo opornie odnosił się do idei, by po ponad 30 latach wskrzesić na żywo najważniejsze dzieło swojego macierzystego zespołu. Pomysł wyszedł od Lee Abramsa, właściciela waszyngtońskiej radiostacji XM Radio. Postanowił on zainaugurować serię ponownych nagrań albumów, które swego czasu stały się kamieniami milowymi muzyki rockowej. Zwrócił się on do Andersona, by dla niewielkiej publiczności zgromadzonej w radiowym studiu nagrać na żywo wydany oryginalnie w 1971r. album „Aqualung”. To, że akurat chodziło mu o tą płytę nie powinno nikogo dziwić. Warto pamiętać, iż „Aqualung”, choć jest zaledwie jednym z kilkudziesięciu wydawnictw firmowanych nazwą Jethro Tull, okazał się przed laty przełomowym dziełem w dorobku zespołu, wynosząc go na szczyty popularności. Album ten otworzył przed Jethro Tull drzwi masowej popularności i dzięki niemu  zespół na zawsze przedarł się do galerii sław muzyki rockowej. Skąd wzięło się sceptyczne podejście do wcielania tego pomysłu w  życie? Ian mówi o tym tak: „Wielu nagrań z albumu „Aqualung” nie wykonywaliśmy na żywo od kilkunastu lat. Były nawet takie utwory, które graliśmy na koncertach wyłącznie tuż po wydaniu płyty. Co więcej, oprócz mnie i Martina Barre nikogo z obecnego składu nie było wtedy w zespole. Pozostali koledzy znali te nagrania jedynie z płyty, a nasz aktualny basista był dopiero w planach swoich rodziców”. Niemniej, szczęśliwym trafem Ian zmienił zdanie i koniec końców doszło do koncertu w studiu Radia XM i, obiektywnie rzecz biorąc, trzeba naprawdę być wdzięcznym losowi i ludziom, którzy swoim uporem doprowadzili do koncertowej realizacji „Aqualunga”. Bo zespół wzniósł się na szczyty swoich możliwości. Z tego występu narodziła się całkiem zgrabna płyta. Płyta wypełniona kameralną atmosferą małego studia, klimatem bliskiego kontaktu z życzliwie reagującą publicznością, a co najważniejsze – płyta pełna świetnej muzyki wykonanej z żywą iskrą i prawdziwą werwą. Słychać wyraźnie, że Jethro Tull doskonale bawił się w trakcie swego występu, że granie starej muzyki sprawia muzykom niesamowitą frajdę, a i widzowie nie pozostawali dłużni żywo reagując na to, co działo się na scenie. Zespół udowodnił, ze ponadczasowa muzyka w ogóle się nie starzeje. W grze poszczególnych muzyków wyraźnie słychać  radość i niesamowitą żywotność, co sprawia, że album „Aqualung Live” brzmi świeżo i pogodnie. Z oryginalnego składu w grupie grają dziś faktycznie już tylko Ian Anderson i gitarzysta Martin Barre. Nie ma już w zespole Clive’a Bunkera, Johna Evansa i Jeffreya Hammonda. W nagraniu godnie zastąpili ich muzycy z aktualnego składu Jethro Tull: Doane Perry, Andrew Giddings i wspomniany przez Andersona, najmłodszy w zespole Jonathan Noyce. Swą perfekcyjną grą potwierdzili, że stanowią wciąż tę samą wielką muzyczną siłę, której na imię Jethro Tull.

Szkoda tylko, że był to zaledwie jednorazowy spektakl. Szkoda, że pewnie nigdy więcej się on nie powtórzy. Szkoda tym większa, że ten ostatnio tak stosunkowo często odwiedzający nasz kraj zespół nie zawita do nas, by odegrać jeden po drugim 11 utworów, począwszy od tytułowego „Aqualunga”, poprzez „My God”, „Locomotive Breath”, aż po wieńczące całość nagranie „Wind Up”. Szczęściarze z tych amerykańskich widzów, którzy byli świadkami tego niepowtarzalnego wydarzenia w waszyngtońskim studiu Radia XM.  Co więcej, szczęściarze z tych wszystkich fanów, którzy jesienią zawitają na koncerty w ramach tournee Jethro Tull po Stanach Zjednoczonych. Płyta „Aqualung Live” dodawana będzie bezpłatnie do każdego biletu. Co mamy powiedzieć my, biedni Europejczycy, którzy będziemy musieli wysupłać zaskórniaki, by nabyć ten krążek? Ale nie warto żałować pieniędzy. Muzyka grupy Jethro Tull jest ich warta. A w dodatku dochód ze sprzedaży „Aqualung Live” przeznaczony jest na charytatywne fundacje wspomagające ludzi bezdomnych.

MLWZ album na 15-lecie