Klone - Unplugged

Artur Chachlowski, Klone - Unplugged

Jeżeli ktoś dzisiaj bierze się za wydawnictwo typu ‘unplugged’, musi pamiętać, że aby zainteresować słuchacza musi nie tylko pozbyć się wzmacniaczy, syntezatorów oraz gitar elektrycznych i grać swoje utwory na akustycznych instrumentach. Musi dać odbiorcy coś znacznie więcej.

Na szczęście francuska grupa Klone, której wydana w 2015 roku płyta „Here Comes The Sun” otworzyła drzwi do przedsionka sławy, wiedziała o tym dobrze. Do nagrania płyty bez prądu zachęciły ją udane występy z setem akustycznym poprzedzające serię koncertów Anneke van Giersbergen w maju ubiegłego roku. Muzycy tworzący Klone poczuli, że w ich utworach jest sporo przestrzeni na nowe, lekko uproszczone, a przy tym dość odległe od elektrycznych oryginałów, interpretacje. Do nagrań zaprosili akordeonistkę Armelle Dousset, przearanżowali swoje utwory pochodzące głównie z dwóch ostatnich płyt („Here Comes The Sun” oraz „The Dreamer’s Hideaway”) i nagrali je na żywo (bez oklasków) w Theatre de la Coupe d’Or de Rochefort. Własny repertuar uzupełnili klasycznym „Summertime” oraz coverem utworu Depeche Mode „People Are People”. No i trzeba przyznać, że zabrzmiało to wszystko bardzo przyjemnie. Doświadczyć tego możemy na wydanym w lutym br. przez wytwórnię Pelagic Records albumie „Unplugged”.

Otrzymujemy na nim zapis kameralnego występu bez publiczności stosunkowo mało znanego zespołu, który prezentuje się w stosunkowo mało znanym repertuarze. Jest to dodatkowy walor tego wydawnictwa, którego wyciszony i spokojny charakter przepełniony jest magiczną atmosferą intymności. Miał rację recenzent pisma Total Guitar określając grupę Klone mianem „prawdopodobnie najwspanialszego ukrytego sekretu muzycznej Francji”. Album „Unplugged” z pewnością zachęci wielu do przysłuchania się wcześniejszym, równie ciekawym, elektrycznym produkcjom tego zespołu.

MLWZ album na 15-lecie