Rundgren, Todd - White Knight

Artur Chachlowski, Rundgren, Todd - White Knight

Trent Reznor, Joe Stariani, Donald Fagen, Joe Walsh, Daryll Hall, Robyn, Dam Funk, Bettye Lavette oraz wielu, wielu innych – to lista artystów gościnnie występujących na nowej płycie Todda Rundgrena zatytułowanej „White Knight”.

Zawsze zastanawiało mnie dlaczego sława tak bardzo popularnego i szanowanego w muzycznym światku artysty i producenta nie dotarła do naszego kraju. Przecież Todd Rundgren był/jest współautorem sukcesów tak znanych artystów, jak Grand Funk Railroad, Cheap Trick, New York Dolls, XTC, duetu Hall & Oates czy Meat Loafa (ponad 40 milionów sprzedanych egzemplarzy wyprodukowanego przez Rundgrena albumu „Bat Out Of Hell” budzi spory szacunek!). Jest on też autorem niezliczonych, wydawanych od wczesnych lat 70. swoich solowych płyt, z których niektóre, jak „Something / Anything ?” z 1972r., dorobiły się w USA statusu „złotych płyt”.

Ostatnimi czasy Todd Rundgren wyraźnie otworzył się na współczesne i nowatorskie trendy muzyczne, szczególnie na elektroniczną muzykę taneczną i acid house. Jego najnowszy, wydany 12 maja przez firmę Cleopatra Records, album „White Knight” jest obrazem tego szerokiego – zarówno zapatrzonego w klasyczną rockową przeszłość, jak i otwartego na nowości – spektrum zainteresowań naszego bohatera. Krążek zawiera dwanaście premierowych utworów, część nich nagrana została z udziałem towarzyszących mu śpiewających artystów, część wykonywana jest w pojedynkę przez samego Rundgrena. Konkretnie są to trzy dość mocno przesączone elektroniką nagrania: otwierający płytę, utrzymany w rozpoznawalnym dla Rundgrena stylu utwór „Come”, obdarzony nośnym refrenem „Fiction” oraz pozostający pod wyraźnym wpływem twórczości Prince’a „Buy Me T”.

W programie płyty „White Knight” znajdujemy też solidne rockowe numery, jak utrzymany w stylistyce Steely Dan i wymownie anty-Trumpowy „Tin Foil Hat” (w głównej roli wokalnej Donald Fagen), robiący spore wrażenie przebojowy „Let’s Do This” zaśpiewany przez lidera kanadyjskiej formacji The Pursuit Of Happiness, Moe Berga, czy intrygująco brzmiący „Deaf Ears” z udziałem Trenta Reznora (Nine Inch Nails). Wspomnienia o syntezatorowych latach 80. odżywają przy śpiewanej przez Darylla Halla piosence „Chance For Us”, którą wieńczy stylowe saksofonowe solo w wykonaniu Bobby Stricklanda. Szwedzka wokalistka Robyn daje pokaz swoich niemałych umiejętności w zgrabnej synthpopowej piosence „That Could Have Been Me”. Jest to, obok zaśpiewanej przez Joe Walsha (The Eagles) piosenki „Sleep”, najbardziej „przyjazne radiu” nagranie na płycie.

Na przeciwległym biegunie znajdujemy podszyte rapem i muzyką funk nagranie „I Got Your Back” (muszę to napisać: naprawdę świetna partia rapera KK Watsona) oraz rozkrzyczany hiphopowy numer „Look At Me” wykonany przez Michaela Holmana. Jest tu jeszcze odrobina soulu w śpiewanej przez Johna Boutte balladzie „Beginning (Of The End)” oraz… taneczne disco w „Naked & Afraid”, które wykonane jest w duecie Todd Rundgren – Bettye Lavette.

Co tej płycie jest jeszcze godne zauważenia? Na pewno piosenka „Wouldn’t You Like To Know” zaśpiewana przez 20-letniego syna Todda Rundgrena, Rebopa (nie jest to jeszcze jakiś nadzwyczajny głos) oraz zamykająca całość całkowicie odlotowa kompozycja „This Is Not A Drill” z szalejącymi na gitarze Joe Satrianim, grającym na perkusji Prairie Princem (The Journey, The Tubes) oraz rewelacyjnie śpiewającym basistą Kasimem Sultonem (Utopia).

Jak widać, na płycie „White Knight” Todd Rundgren funduje nam niesamowicie szeroki wachlarz różnorakich stylów i gatunków. Można by rzec, że dla każdego coś miłego. Jak się okazuje, w tym szaleństwie jest metoda. W całym tym eklektyzmie odnajdujemy szereg punktów wspólnych, elementów tak bardzo charakterystycznych dla twórczości Rundgrena, że cały album wydaje się zaskakująco spójny. Różnorodny – tak. Urozmaicony – tak. Nowoczesny – jak najbardziej. Ale przy tym brzmiący bardzo homogenicznie.

Przyznam, że bardzo spodobała mi się ta płyta. Ostatnio dość często po nią sięgam i dość często do niej, przynajmniej do niektórych jej fragmentów, powracam. I im dłużej jej słucham, tym nabieram coraz większej pewności, że jest ona prawdziwą kopalnią potencjalnych przebojów na lato. Coś czuję, że zapakuję ją do walizki i zabiorę ze sobą na rozpoczynające się niedługo wakacje… 

MLWZ album na 15-lecie