Tangled Thoughts Of Leaving - No Tether

Artur Chachlowski, Tangled Thoughts Of Leaving - No Tether

„No Tether” to trzecia płyta australijskiego zespołu o nazwie Tangled Thoughts Of Leaving, specjalizującego się w doom jazzie i postmetalowych klimatach. Zespół na nagranie nowego albumu poświęcił trzy ostatnie lata, od czasu do czasu koncertując i szlifując w trakcie występów na żywo swoje mocno eksperymentalne kompozycje.

Ten instrumentalny kwartet tworzą: Ron Pollard – instrumenty klawiszowe, Ben Greene – perkusja, Paul Briggs – gitary oraz Luke Pollard – bas i sample. Australijczycy kompletnie zrezygnowali z riffowania, a postawili na klimat i eksperyment. Wyraźnie słychać to w postmetalowych beatach napędzających najbardziej dynamiczną kompozycję „The Alarmist”, która wyłania się z marzycielskiego otwarcia płyty w postaci nagrania „Sublunar”. Dzikie i awangardowe progresywne brzmienia w „Binary Dissonance”, w którym wykorzystano czteroosobową sekcję dętą, także są dowodem na odważne podejście do komponowanej poprzez nich muzyki. Te dwie żywsze i żwawsze kompozycje są jak muzyczne wyspy na mapie rozmarzonego, natchnionego i atmosferycznego oceanu postmetalowej muzyki Tangled Thoughts Of Leaving. Reszta to już raczej klimatyczne brzmienia. „Cavern Ritual”, „Inner Collapse” czy ciężka od pokaźnie nagromadzonego w niej potężnego ładunku muzycznych emocji, a zarazem najdłuższa w tym zestawie kilkunastominutowa kompozycja „Signal Erosion” są świetnymi przykładami na nietypowe i nieprzewidywalne rozwiązania stylistyczne i metryczne. Zespół umiejętnie burzy zasady typowo rockowych kompozycji oraz z upodobaniem stosuje nietypowe progresje akordów i częste zmiany rytmu.

Płyta „No Tether” wydaje się jednym ciągłym cyklem melodycznym przeplatanym różnymi hałasami i dźwiękami. Eksperymentalny, a zarazem awangardowy charakter muzyki Tangled Thoughts Of Leaving przejawia się przede wszystkim w nietypowym sonicznym krajobrazie czających się na nim na każdym kroku zaskakujących dźwięków. Ich paleta jest przeogromna: rechot żab, hałas pędzących pociągów, śpiew ptaków przelatujących w pobliżu mikrofonów… Wszystko to sprawia, że muzyczne propozycje australijskiego zespołu trafią zapewne do bardzo wąskiego grona fanów. Ale jeżeli już kogoś trafią swoim celnym strzałem, ten zahipnotyzowany muzyką Australijczyków nieprędko wypuści płytę „No Tether” ze swojego odtwarzacza.

MLWZ album na 15-lecie