Rome - Le Ceneri Di Heliodoro

Redakcja, Rome - Le Ceneri Di Heliodoro

Rome to projekt pochodzącego z Luksemburga muzyka Jerome’a Reutera. Ma on w swoim dorobku już trzy płyty. Ta najnowsza, zatytułowana „Le Ceneri Di Heliodoro”, ukazała się na początku tego roku, a jej premiera poprzedzała trwające obecnie europejskie tournée, na szlaku którego znajduje się też Polska. Rome wystąpi już niebawem we Wrocławiu (15.03, Firlej), Warszawie (16.03, Hydrozagadka) oraz w Krakowie (17.03, Zet Pe Te).

Jak mówi sam artysta, jego najnowsza płyta to początek czegoś nowego. Jak mroczna, potężna burza, przekracza ona próg zwykłej percepcji. „Na moich płytach wykorzystuję konteksty polityczne, historyczne i filozoficzne, aby przekazywać swoje myśli. Na "Le Ceneri Di Heliodoro" pozwoliłem sobie poruszyć temat wewnętrznych niepokojów, z jakimi boryka się obecnie zjednoczona Europa. Chodzi mi o aktualne wydarzenia i politykę, ale także o proces zrozumienia pewnych zjawisk, do którego zamknięcia jeszcze nam sporo brakuje”.

Bez słowa przesady można powiedzieć, że kolejne albumy Rome mocno wstrząsnęły światem postindustrialnego folk rocka. Podobnie będzie pewnie w przypadku nowej płyty. Klimat muzyki i tekstów Rome jest wyjątkowy – łączy w sobie kunszt komponowania melodii, subtelne i poetyckie słowa oraz unikatowy styl muzyczny, który czerpie z tradycji post punka, dark ambientu, apokaliptycznego folk popu, rocka akustycznego (sporo na tej płycie akustycznych gitar) oraz zimnej fali – wszystkie te elementy zlewają się tutaj w szczególnie awangardową mieszankę, w której można znaleźć pewne nawiązania do poetyckich piosenek Jacquesa Brela, Toma Waitsa, Johnny’ego Casha czy Townesa Van Zandta.

Na swoim najnowszym konceptualnym dziele Reuter rozwinął tę szczególną muzyczną ”poezję tęsknoty”, która wywodzi się z mrocznego i melancholijnego poczucia wyobcowania i która wyraża poczucie samotności życia we współczesnym świecie. Jerome wykonuje swoje utwory niskim, bardzo ponurym głosem (blisko mu pod tym względem do naszego Metusa) przez co osiąga stylistyczną bliskość z twórczością Me & That Man czy Nicka Cave’a. Ta smakowita muzyczna całość podzielona jest na dwie części „Apertura” i „Clausura”, każda zawierająca po sześć mrocznych, śpiewanych przez Jerome po angielsku, utworów. Pomiędzy nie powplatane są narracje i chóralne zaśpiewy spinające poszczególne elementy tego ambitnego konceptu, którego najlepiej powinno się słuchać w skupieniu, w oderwaniu od szumu codzienności, najlepiej w ciemnym pokoju rozświetlonym tylko blaskiem migocących świec.

MLWZ album na 15-lecie
On Air