Siena Root - A Dream Of Lasting Peace

Artur Chachlowski, Siena Root - A Dream Of Lasting Peace

Szwedzka grupa Siena Root już za kilka dni zawita do Polski z krótką trasą koncertową, lecz chyba do tej pory tak naprawdę nie miała ona okazji zaistnieć w świadomości polskiej publiczności. Jestem pewien, że zbliżające się koncerty (szczegóły tutaj) w Piekarach Śląskich (14 marca) i Poznaniu (15 marca) pozwolą polskim fanów dobrej rockowej muzyki nadrobić tę zaległość. Bo muzyka Sieny Root jest ciepła jak kolor gliny, pochodzącej z błotnistych pokładów limonitowej ziemi. I korzenna jak stary dobry hard rock. Tak z grubsza z okolic wczesnego Deep Purple i Led Zeppelin.

Zespół rozpoczął działalność w drugiej połowie lat 90., ma w swoim dorobku sześć płyt studyjnych, a „Dream Of Lasting Peace” jest, jak na razie, najnowszą produkcją Szwedów. Jak wszystkie poprzednie albumy opatrzona jest ona wyjątkową organiczną produkcją cechującą się ogromną selektywnością. Dzięki temu – niczym na płytach wydawanych na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku - można wyraźnie usłyszeć wszystkie instrumenty z niezwykłą wręcz przejrzystością. Brzmienie grupy opiera się na dźwiękach organów Hammonda (gra na nich Erik Petersson, a jego liczne solówki są ozdobnikiem niemal każdej z dziesięciu kompozycji na tej płycie), vintage’wych gitarach (świetny Matte Gustafsson) oraz pewnym, mocnym śpiewie Samuela Björö (czy przypadkiem nie jest on potomkiem Iana Gillana?). Nie sposób też nie wspomnieć o rewelacyjnie współpracującej ze sobą sekcji rytmicznej Love Forsberg (dr) – Sam Riffer (bg). Warto jeszcze podkreślić fakt, iż wszyscy instrumentaliści udzielają się na płycie wokalnie i stanowią niezwykle efektowną przeciwwagę dla śpiewu Samuela, tworząc wraz z nim ciekawe chórki i harmonie.

Prawdziwą siłą muzyki grupy Siena Root są nieskomplikowane struktury poszczególnych piosenek i ta swoista dojrzałość brzmienia, która w połączeniu z przejrzystą produkcją potrafi zaskoczyć słuchacza tym, że płyta powstała kilka, a nie kilkadziesiąt lat temu. Nie ma na tym krążku nietrafionych melodii, nieudanej piosenki, nie ma też ani jednej fałszywej nuty. We wszystkich dominują vintage’owe brzmienia, w większości słychać wspaniałe, łamiące kości riffy, a prawdziwa pasja, która łączy piątkę szwedzkich muzyków, aż tryska z każdego pojedynczego utworu. Nie chcę wyróżniać żadnej z 10 kompozycji wypełniających program tego bardzo udanego albumu. Wszystkie są wyborne – zarówno, gdy są to rozpędzone, żywiołowo wykonane hardrockowe numery („Secrets” i „Tales Of Independence” – to dwa otwierające płytę utwory, które w jednoznaczny sposób określają stylistykę całej tej kolekcji nagrań, ale w tym gronie wyróżnić też trzeba „No Filters” i bardzo purpurowe nagranie „Growing Underground”), smakowite oldschoolowe kompozycje („Sundown” czy absolutnie rewelacyjna „Outlander”), miłe pościelowe ballady („The Piper Won’t Let You Say”, „Empty Streets”) czy nawet instrumentale (świetny „Imaginarium” poprzedzający finałowego epika w postaci kompozycji „The Echoes Unfold”).

Album „A Dream of Lasting Peace” to 45 minut smakowitej i wciągającej muzyki, której powinni posłuchać przede wszystkim sympatycy twórczości grup Cream, Blind Faith, Black Sabbath, Led Zeppelin, Free, The Allman Brothers i Humble Pie. Być może poszczególne utwory to niezupełnie rock progresywny, a raczej mocno nasączony bluesem klasyczny hard rock, który osobiście uważam za po prostu świetny i niezwykle inspirujący. Ktoś może nazwać muzyków tworzących grupę Siena Root odtwórcami. I bardzo dobrze. Niechaj dalej odtwarzają te wspaniałe klimaty sprzed lat, szczególnie, że dzisiaj nikt już (no, może poza Gov’t Mule oraz nadspodziewanie udanym zeszłorocznym wyskokiem w postaci płyty „Living The Dream” zespołu Uriah Heep) nawet nie zbliża się do ich poziomu. Zadziwiające jest dla mnie to w jaki sposób ci młodzi szwedzcy muzycy potrafią bezbłędnie oddać ducha muzyki tamtych minionych, lecz niezapomnianych przecież, wspaniałych lat.

www.oskar-cd.com.pl   

MLWZ album na 15-lecie
On Air