Asgard - Esoteric Poem

Andrzej Rafał Błaszkiewicz,

ImageAsgard otwiera przed wami po raz kolejny swoje podwoje i zaprasza do środka. Niebywała to gratka dla fanów, gdyż samo zjawisko muzyczne noszące nazwę taką jak potężny i tajemniczy zamek będący siedzibą skandynawskich bogów jest równie ulotne jak owa spowita mgłami twierdza. Poznaliśmy już siłę zaklęć i modlitw, niszczycielską i zbawczą zarazem siłę latających smoków, potęgę wiary i moc panów Północy. Wszelakie legendy, podania zwykle spisywane są przez uczonych mędrców, by nie poddały się destrukcyjnemu działaniu czasu czyniącego spustoszenie w ludzkiej pamięci. Często te zapiski, opowiadania przekazywane są w formie mówionej oraz śpiewanej przy pomocy akompaniamentu przez trubadurów, nadając legendom jeszcze większego uroku i dodając tajemniczości opowieściom.

Włoska formacja Asgard, zakochana w mitach i legendach o potędze Północy, jej mocy działającej aż po dziś dzień, podjęła próbę takiej opowieści za pomocą śpiewanego przekazu oprawionego w stosowną muzykę. Efektem tej jakże udanej próby jest bardzo stylowy, melancholijny, niemal oniryczny album „Esoteric Poem”. To zjawiskowo klimatyczne wydawnictwo zawiera w sobie pięć rozdziałów, którym do ogólnego tytułu dopisano kolejne cyfry. Album „Esoteric Poem”, mimo iż utrzymany w neoprogresywnej konwencji, wykorzystuje bardzo oszczędnie artrockową gamę aranżacyjnych możliwości. Jak sugeruje tytuł wydawnictwa, jest to ezoteryczny wiersz. To opowieść stylizowana na dawne przekazy wędrownych muzyków opiewających sen o potędze Skandynawii, o heroicznych wyczynach synów północnej ziemi, o bogach mających wpływ na wszystkie wydarzenia wokół, o wpływie kosmosu na to, co dzieje się z przyrodą na ziemi. Przede wszystkim jednak „Ezoteryczny Poemat” to pochwała wielkości władców tonącego w mgłach Bieguna Północnego Asgardu.

„Esoteric Poem” jest najbardziej spójnym, spokojnym albumem w historii zespołu. A zarazem jest to najkrótsze dzieło zespołu. Trwająca zaledwie 36 minut i 41 sekund płyta kryje w sobie nie mniej emocji niż prawie 80-minutowe, monumentalne dzieła. Więcej tu tworzonego przez rozmytą warstwę instrumentalną klimatu niż typowego dla neoprogresywnego rocka dialogu gitary z klawiszami i pokomplikowanej sekcji rytmicznej. Ten album płynie jak opowieść. Snuje się niczym ballada śpiewana w cieple ogniska lub przy płomieniu domowego kominka. I jak na każdą taką opowieść przystało, szybko przemija, pozostawiając za sobą chęć ponownego jej przywołania. Tak, ten krótki i pozornie mało znaczący album w dorobku zespołu Asgardw moim odczuciu jawi się jako jedna z najbardziej klimatycznych i wciągających pozycji w dorobku Włochów. To pełne liryki, pięcioutworowe, poetycko-muzyczne arcydzieło o bardzo skromnej budowie, stanowi perłę nawleczoną na długą nić progresywnego rocka. Muzyczna oszczędność, frapujące teksty i imponujące wykonanie podnoszą ten krótki poemat do rangi arcydzieła.

Spotkałem się z zarzutem co do brzmienia Asgard. Jeden z moich rozmówców twierdził, iż w muzyce zespołu pobrzmiewa nuta wczesnego Marillion, a głos i sposób interpretacji tekstu przez wokalistę smakuje jak filet z Ryby :-). Może i jest w tym odrobina prawdy, zważywszy na podobne instrumentarium, jakie stosowały formacje działające na początku lat 90. Marillion zaś dał zielone światło w połowie lat 80. dla tak brzmiących i grających zespołów. A moda na „dania rybne” była wówczas wszechobecna w artrockowym świecie. Ja nie widzę w tym nic złego. A proch wymyślono już bardzo dawno i trudno o jego oryginalną odmianę. Mnie cieszy każda tego typu muzyka, o ile jest zagrana z wyczuciem, fantazją i zaangażowaniem.

Album „Esoteric Poem” to druga muzyczna opowieść o fascynacjach mitologią skandynawską. Krążek ten ukazał się jako pierwszy z dwóch pozycji wydanych przez niemiecką oficynę wydawniczą WMMS w 1992 roku. Przedstawię jak zwykle załogę, dzięki której tajemnice dworu Asgardu są choć trochę bardziej zrozumiałe: Francesco Grosso – frontman o urokliwej barwie głosu, Massimo Michieletto – malownicze gitarowe freski, Alberto Ambrosi – klimatyczne, mieniące się całą paletą barw tło kreowane za pomocą instrumentów klawiszowych i fletu. Sekcja rytmiczna będąca spoiwem dla tej misternie utkanej i ulotnej struktury dźwięków to Marco Michieletto nadający tej opowieści rytm za pomocą perkusji oraz Chris Bianchi D'Espinosa zespalający wszystko grubą nicią basu.

Mam nadzieję, że zachęciłem was do tego, by sięgnąć po opowieści o wielkości Asgardu, by poznać spisane prawa dedykowane ludowi przez bogów Północy. Za tydzień wybierzemy się do lasu, by odbyć wędrówkę w świetle pełni księżyca po różnorakie skarby i tajemnice ukryte głęboko w skandynawskich borach.

MLWZ album na 15-lecie