Pineapple Thief, The - All The Wars

Przemysław Stochmal,

ImageO wydanym przed dwoma laty albumie The Pineapple Thief “Someone Here Is Missing” mówiło się różnie. Zagorzali sympatycy dotychczasowego nastrojowego wizerunku grupy kręcili nosem na wszechobecne ostre gitary i nieskrępowane wykorzystanie elektroniki. Inni z kolei właśnie dzięki tym zmianom upodobali sobie muzykę Bruce’a Soorda i kolegów, sugerując stylistyczne podobieństwo Złodzieja Ananasów do ostatnich propozycji Porcupine Tree. Tak czy inaczej, o The Pineapple Thief zaczęło się mówić więcej niż do tej pory. Wydawać by się mogło, że zwęszywszy możliwość stania się jednym z głównych rozgrywających w światku nowoczesnego progrocka, Soord pokusi się o próbę stworzenia dzieła oryginalnego, ciekawego i być może nawet inspirującego.

Tak się jednak nie stało. Album „All the Wars”, którego premiera już niebawem, najdelikatniej rzecz ujmując, nie zachwyca. Krótkie, piosenkowe formy, dominujące na płycie, opracowane zostały w niezbyt błyskotliwy sposób. Brakuje ciekawych pomysłów, intrygujących rozwiązań, linie melodyczne Soorda są miałkie, bez wyrazu, bądź zadziwiają przewidywalnością niekiedy bliską banałowi. Elektroniki nadającej kompozycjom z poprzedniego albumu charakterności tutaj jest bardzo niewiele, wyjątkowo chętnie za to zastosowano orkiestracje, które raczej niewiele dobrego wnoszą do ogólnego wyrazu proponowanego materiału.

Ostatnie dziesięć minut albumu zarezerwował Soord dla bardziej rozbudowanego, bardziej klimatycznego, delikatnie hipnotyzującego utworu „Reaching Out”, zdecydowanie najbliższego starszym dokonaniom zespołu. Całość jednak, mimo odważnie wykorzystanych środków formalnych (poza orkiestracjami pojawia się również śpiew chóru), sprawia dość nijakie wrażenie kompozycji stworzonej jak gdyby od niechcenia, napisanej jakby w celu zamknięcia ust malkontenckim ortodoksom oczekującym znacznie więcej niż do bólu zwyczajne rockowe piosenki…

Bo taka właśnie jest muzyka na „All the Wars” - zwyczajna, nie wciągająca, bezbarwna. Może poza względnie „witalnymi” „Last Man Standing” i „One More Step Away” ciężko wskazać w jej programie utwory, w których artystyczny animusz i nieskrępowaną pomysłowość cechującą największych można by bez trudu usłyszeć w niejednej nucie. Tym razem Bruce Soord niestety ewidentnie obniżył loty i prawdopodobnie nową płytą uciszy względny szum wokół nazwy The Pineapple Thief.

MLWZ album na 15-lecie